Harmonia musi być, czyli o tym, co aktualnie w październiku

Posted in Lifestyle
on Październik 12, 2017
Aktualnie w październiku

Dziesiąty miesiąc roku nadszedł bardzo szybko i wciąż nie mogę uwierzyć, że mamy już właśnie październik! Kto by pomyślał, skoro dopiero co był styczeń!? Wam też tak miesiące pędzą jak szalone? Aktualnie w październiku walczę… z przeziębieniem, które przyszło znienacka i zaatakowało. Aktualnie w październiku miałam trochę planów, które muszę niestety przesunąć…

Aktualnie w październiku – walka z przeziębieniem i trochę planów, które… muszą poczekać na lepszy moment

Moim priorytetem na ten miesiąc jest uzupełnienie strony firmowej tak, żeby efekt końcowy był dokładnie taki jak mam w głowie. Przez długi czas byłam zajęta i nie mogłam się na tym skupić, bo ciągle pracowałam, a czasu było na to coraz mniej. Aż w końcu nadszedł październik i postanowiłam się za to zabrać. Tylko jak ugryźć tak wielkiego słonia i z której strony zacząć? Zaczęłam więć od zmotywowania się do skończenia długiego wpisu firmowego o tekstach o mnie, przy którym oczywiście złapała mnie pisarska blokada. Wpis jest bardzo długi, kosztował mnie naprawdę wiele tygodni pracy, ale cieszę się, że jest pomocny dla innych. Na ten moment udało mi się uzupełnić zakładki na stronie firmowej, odświeżyć trochę ją pod wzgledem wizualnym. Zostaje jeszcze parę pierdół, ale jestem pewna, że sobie z nimi poradzę.

Przeziębienie to nawet nie wiem skąd się wzięło… a nie! Już wiem! Znam pewnego winowajcę, który mnie nim zaraził! Choć zarzekałam się, że ja nie będę chora, mam dobrą odporność i przecież nic mi nie będzie, bo złego diabli nie biorą. Dawno nie chorowałam, a liczę na to, że mi za dwa dni przejdzie (musi!). Nie wyobrażam sobie marnowania mojego czasu na leżenie w łóżku, bo się zanudzę na śmierć! Co z tego, że mam mnóstwo książek, które mogę sobie poczytać, jak mnie dupa boli od samego leżenia w wyrze! Ale to nie o mnie chodzi… Robię to dla dziecka. A męża mam nader troskliwego i bardzo ciężko mi na siłę udawać jak przyjemne jest leżenie w wyrze, z pudełkiem chusteczek. Martwi mnie tylko to, żeby Mai nic przez to nie było, bo wierci się i kopie jak szalona.

SŁUCHAM więc tej mojej drugiej połówki grzecznie (a przynajmniej się staram) i podziwiam go za to, ile ma do mnie cierpliwości. Ile jest w nim tej dobroci i zastanawiam się czasem na jak długo mu tego wszystkiego wystarczy. Oprócz tej troski słucham też ciszy, w której ostatnio myśli mi się najlepiej. 

CZUJĘ SIĘ spokojnie, gdy pomyślę, ile jeszcze czasu zostało mi do porodu. Rany, gdy powiem to na głos to zaczyna do mnie docierać, że naprawdę w styczniu wyląduję w szpitalu. I staram się sobie nie wyobrażać tych wszystkich wcześniejszych czarnych scenariuszy. Nie nastawiam się pozytywnie, jestem do tego wszystkiego raczej bardzo neutralnie nastawiona. Wcześniej, wiele miesięcy temu myśl o porodzie była dla mnie przerażająca, bałam się tego. Bałam się, że trafię na grube, stare, pyskate pielęgniarki, obskurne korytarze, grube strzykawy i… że pewnie będę miała dwójkę, choć od samego początku nastawiałam się na jedynkę, ale mi powiedzieli w szpitalu, że nie dostanę, bo to dostają tylko kobiety, które są chore lub mają jakieś ciążowe komplikacje. Wiem, wiem. O szpitalach miałam do czasu myślenie stereotypowe, ale naprawdę nie wiedziałam, że ten, który wybrałam aż tak się zmienił! Jestem pod wrażeniem, a gdy pierwszy raz tam poszłam to mnie totalnie zatkało! Teraz jestem jakoś tak psychicznie bardziej nastawiona i jest we mnie mniej strachu niż jeszcze kilka miesięcy temu. W końcu i tak to mnie czeka, i tak, nie ucieknę przed tym. Może to dlatego, że ostatnio odwiedziłam porodówkę, rozmawiałam z młodą położną, która mówiła nam co i jak, i że dokładnie obejrzałam szpital. Ten, który wybrałam jest jednym z najnowocześniejszych, dlatego jakoś mi tak lepiej w głowie, gdy sobie pomyślę, że mogliby mnie nawet pokroić na tym stole.

JESTEM WDZIĘCZNA za to, że mogę sobie zwolnić po pracowitych miesiącach, cieszyć się tymi wszystkimi ruchami Mai, które odczuwam codziennie po kilkanaście razy. Nie umiem ubrać w słowa jakie to wszystko jest piękne, ważne dla mnie i bezcenne. Jak zmienia się ciało, z jaką częstotliwością potrafi mnie kopać ta mała diablica i po prostu nawet nie wiedziałam, że można aż tak kochać kogoś, kto jest po drugiej stronie brzucha, z kim dzieli nas tylko skóra. Jestem przede wszystkim wdzięczna za jej zdrowie. Bardzo dużo badań za nami, ale na szczęście jest wszystko dobrze. Picie glukozy nawet nie było takie złe jak myślałam, mimo czekania 2 h na korytarzu i trzech kłuciach w żyłę. Ale dałam radę, czego się nie robi dla maleńkiego dziecka? Jestem też wdzięczna za to, że kupiliśmy wymarzony wózek dla Mai wcześniej niż było to zaplanowane. I małymi krokami planujemy resztę wyprawki.

Aktualnie w październiku

PRACUJĘ NAD nowymi zabawami w mojej grupie na Facebooku, strategiami związanymi z social mediami i nad tym, aby pisać tu częściej niż do tej pory. Chciałabym zminimalizować swój czas spędzany w sieci do minimum, dlatego planowanie grafik jest dla mnie bardzo ważne i pozwoli mi zyskać więcej czasu, który mogę poświęcić na coś innego. Bez planowania jednak nie potrafię i wiem, jak wiele mi to ułatwia, dlatego bardzo doceniam wymyślenie systemu bullet journal. Ostatnio przyszedł mi do głowy pewien pomysł o stworzeniu e-booka o freelance copywritingu i wiem, że taki powstanie, ale daję sobie na to czas. 

CIESZĘ SIĘ z małych rzeczy takich jak: wspólne, choć rzadkie śniadania, drobne gesty, spontaniczne zapisy na kolejny rajd motoryzacyjny, kupowanie kolejnych maleńkich rajstop, które są takie urocze i za to, że po tylu miesiącach pracy mogę w spokoju napić się herbaty bez tego dziwnego ucisku w żołądku i patrzeniu na zegarek jak mija czas.

Aktualnie w październiku

UCZĘ SIĘ malowania akwarelami, choć przede mną strasznie długa droga. Aktualnie w październiku muszę kupić sobie zestaw cieniutkich pędzelków, bo bez tego nie da się dalej ćwiczyć, a w swoich zbiorach mam może ze 3 takie, które już mi nie wystarczają. Są bardzo dobre do detali. Dodatkową motywacją są zabawy kreatywne w mojej grupie, które postanowiłam robić znowu z moimi rysunkami. Nieśmiało marzę, żeby kiedyś osiągnąć taki poziom jak instagramowi ilustratorzy, których prace podziwiam sobie w wolnych chwilach. Coś pięknego! Każdy detal zachwyca mnie w ilustracjach na nowo! Zamierzam też nadrobić kilka ładnych dni w wyzwaniu InkOctober.

BYŁAM ostatnio na kilku rajdach motoryzacyjnych, nasz też świetnie się udał. Przyjechała nawet telewizja i goście z radia. Naprawdę było świetnie mimo tej okropnej pogody, która trochę nas zaskoczyła. W tym miesiącu wybieramy się na kolejny rajd, który dla nas jest czymś nowym (bo nigdy na takim jeszcze nie byliśmy). Jesteśmy bardzo ciekawi jak to wszystko wyjdzie, choć znamy organizatorów i myślimy, że nie będziemy zawiedzeni. 

CZYTAM książkę, którą dostałam od Socjopatki w ramach jej akcji, czyli Wielkiej Wymiany Książkowej. Dostałam od niej książkę o Powstaniu Warszawskim, a dokładniej „Pocztówki z Powstania”, która bardzo mnie ciekawi. Lubię wiedzieć jak to było kiedyś, choć w żaden sposób nie jestem w stanie sobie wyobrazić tych wszystkich emocji warszawiaków z lektury… Ale myślę, że na tej książce się nie skończy. Obiecałam sobie, że będę więcej czytać o tematyce wojennej. 

OGLĄDAM regularnie „Złomiarzy” i muszę powiedzieć, że naprawdę bardzo ich lubimy! Oglądanie złomiarzy w akcji strasznie odpręża! I co ciekawe są tam też kobiety pracujące na złomowisku, które szczerze podziwiam! Uwielbiam te nasze złomiarskie maratony. Ostatnio moje oko przyciągnęły pewne ilustracje o miłości, które znalazłam tutaj

CZEKAM NA każdy wolny weekend, w który mogę trochę potworzyć. W który zwykle wychodzimy z domu, odkrywamy nowe miejsca, spotykamy się z przyjaciółmi. Uwielbiam ten czas i zawsze żałuję, że weekendy tak szybko mijają. 

MUSZĘ SPRÓBOWAĆ zrobić samodzielnie swoje własne ciasto marchewkowe i ciasto snickers bez pieczenia. Znalazłam oba pomysły na Kwestii Smaku, a od kiedy jestem w ciąży mam straszną ochotę na wszystkie ciasta świata. 

ODKRYŁAM, że w tym miesiącu (a dokładniej wczoraj) właśnie minęły 4 miesiące mojego regularnego, codziennego fotografowania na tookapic.com. Za mną równa setka zdjęć i wiem, że to nie koniec! Jeśli chcecie sprawdzić więcej zdjęć – wystarczy odwiedzić ten link. 

 

 

Aktualnie we wrześniu
  • Jaki piękny, refleksyjny wpis. Taki slow. Radosny. Emanuje z Ciebie spokój.

    Ciąża to taki wyjątkowy czas zmiany priorytetów, przygotowania w ogóle na inne zmiany w życiu. Cieszę się, ze tak dobrze się wszystko układa. Łagodniejsz<3 ściskam ciepło:*

    • Dzięki bardzo 🙂 Tak, jakoś tak ostatnio dużo we mnie spokoju, to chyba dobrze wróży 🙂

  • AAAAA!!! Ja nie wiedziałam że jesteś w ciąży! Serio!! Gratulacje!! <3

    • Dziękuję 🙂

  • Dużo spokoju bije z Twoich słów… O cieście marchewkowym myślę od dłuższego czasu, tylko zawsze coś innego jest do zrobienia.

    • Tak się właśnie czuję – spokojnie 🙂 Hehehe, u mnie dokładnie tak samo i wciąż się nie mogę zebrać, żeby je zrobić. Ale dziś robię brownie 😉

  • Dużo zdrówka 🙂 Sporo spokoju i wiary w Twoich słowach. Tak trzymaj 🙂

    • Dziękuję bardzo 🙂

  • Ciąża trwa strasznie krótko 🙂
    [w sensie, że mija błyskawicznie]
    Zgodzisz się z tym?

    • Wiesz co… początku właściwie nie pamiętam (przez pierwszy miesiąc nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży), kolejny drugi miesiąc minął szybko i trzeci. Teraz też czas mi zasuwa, a już siódmy miesiąc, więc tak 🙂 Ale dla mnie to nie problem, chciałabym już mieć maleństwo 🙂 🙂

  • Goga, nie ma nic prostszego niż ciasto marchewkowe ;). Tylko ono ma jedną wadę – za szybko znika :). Bardzo mi się podoba, z jakim spokojem piszesz o ciąży, przygotowaniach, porodzie. Pamiętam Twoje początkowe obawy :). Na całe szczęście ciąża trwa 9 miesięcy i do pewnych myśli jest czas przywyknąć. Nieustannie trzymam za Ciebie, za Was, kciuki :*

  • Widzę, że dużo się u CIebie dzieje! I pozytywnie! 🙂 Co dopiero będzie w styczniu! 🙂 Trzymamy mocno za Ciebie kciuki!

  • Zawsze jest coś, za co możemy być wdzięczni, tylko czasem trudniej to dostrzec 🙂 Ale wdzięczność do świata jest ważna, po pozwala przymknąć oko na gorsze momenty

  • ach, mi ten rok też zleciał nie wiadomo kiedy – i czuję, że był jednym z tych słabszych. ale zobaczymy co wyjdzie na koniec, jak będę pisać podsumowanie ;]

  • Ciekawie u Ciebie w październiku. Fajny wpis 😉

  • Ciekawe, jak wrażenia po przeczytaniu Pocztówek już teraz, bo podejrzewam, że już jesteś po. 🙂 Ja też coraz bardziej przekonuję się do książek wojennych i sięgam po nie od czasu do czasu. Lubię jednak historię zwykłych ludzi. Bardziej interesuje mnie doświadczenie Zbigniewa, który przeżył wojnę, niż kolejne fakty o Stalinie.

  • Hej 🙂 Znam Ciebie i grupę z facebooka, ale jakoś nigdy nie trafiłam na Twojego bloga! 🙂 Nareszcie! Będę zaglądać. Śliczny jest ten motyw.

  • A masz przepis na to ciasto snickers? 😀

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi