Historia autentyczna #21: Ewelina Gac: w poszukiwaniu końca świata

Posted in Historie Autentyczne, Inspiracje, Książki, Lifestyle
on Styczeń 24, 2020
Historia autentyczna 21 - Ewelina Gac

Dzisiaj na blogu kolejna dwudziesta pierwsza historia autentyczna. Razem z Eweliną Gac – autorką książki o podróżowaniu „Opowieści z końca świata” i blogerką, serdecznie zapraszamy do czytania!

Historia autentyczna #21: Ewelina Gac – autorka książki „Opowieści z końca świata”

Nazywam się Ewelina Gac. Z zawodu jestem księgową, absolwentką kierunku ekonomia na Politechnice Opolskiej. Poza tym, moją pasją są podróże, dlatego od pięciu lat prowadzę blog W poszukiwaniu końca świata, a w tym roku wydałam książkę właśnie o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi.

Jak zaczęła się Twoja pasja do podróżowania? Skąd to się wzięło?  

Chyba najważniejszym doświadczeniem była szkolna wymiana na Węgry. Razem z przyjaciółką mieszkałyśmy przez dwa tygodnie u węgierskiej rodziny, poznając tamtejsze zwyczaje i kulturę. I choć na kilka lat o tym zapomniałam (wyjechałam mając 12 lat), to ta chęć odkrywania i poznawania nowych ludzi pchnęła mnie do dalszych wyjazdów – nie tylko tych zagranicznych.

Co chciałaś robić zawodowo przed podróżowaniem?

Miałam wiele pomysłów, jednak ciągnęło mnie do dwóch rzeczy: z jednej do pisania, z drugiej – do analizowania tego, co mnie otacza. Jednak ścieżka zawodowa księgowej była dla mnie bardziej przejrzysta (w tym finansowo), a pisanie bez problemu mogłam realizować po godzinach.

Dlaczego zdecydowałaś się wyjechać akurat do Turcji? Co Cię tam przyciągnęło i jak wyglądały pierwsze miesiące życia w tym kraju? Czy było coś, co Cię szczególnie zachwyciło? Co Ci się tam nie podobało?

Mówiąc szczerze, przyciągnęła mnie dobra pogoda. Poza tym kultura, ciekawość świata. Chciałam zobaczyć na własne oczy, jak żyje się w kraju, gdzie dominującą religią jest islam. Poza zobaczeniem atrakcji, bardzo chciałam poznać tamtejsze zwyczaje, dowiedzieć się, o czym marzą dziewczyny w moim wieku, czego się boją.

Pierwsze miesiące, a w zasadzie dni były próbą przystosowania się do nowego otoczenia i uczenia podstawowych słówek. Bo w Mersin, gdzie mieszkałam, praktycznie nikt nie mówił po angielsku, więc bariera była dość duża. Na szczęście, nie wszędzie musiałam go używać i po jakimś czasie nauczyłam się radzić z podstawową znajomością języka.

W Turcji nieustannie zachwyca mnie kuchnia, i nie chodzi tylko o jedzenie, ale też sposób spożywania posiłków, np. tradycyjnego śniadania. Poza tym – bezinteresowność w drobnych sprawach, coś, czego w zachodnim świecie coraz częściej brakuje. Na pewno zaskoczyły mnie zależności kulturowe i religijne, bo w Turcji żyją m.in. Kurdowie, Arabowie czy uchodźcy z Syrii. Dla niektórych moich znajomych miało to duże znaczenie i tego nie mogłam zrozumieć, że np. nie chcą się spotykać z kimś, bo jest z Kurdystanu.

Ile krajów zwiedziłaś i w jakim czasie? Podziel się w skrócie jedną historią z tych krajów

Bardzo często wracam do krajów, które wcześniej odwiedziłam, nie kolekcjonuję miejsc ze względu na ich ilość, tylko raczej historie, opowieści, wspomnienia. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy o kulturze, ludziach i ich przekonaniach, a będąc gdzieś przez tydzień czy dwa, jest to dość ciężkie.

Kilka historii:

USA – w Stanach najbardziej zaskoczyła mnie ilość ankiet przy poszukiwaniu pracy czy kiedy chcieliśmy wziąć udział w loterii. Za każdym razem trzeba było zaznaczać jakiego jest się koloru skóry, czy nie jest się rasistą a czasem dwa razy pytano czy nie jest się… Latynosem.

Turcja – Z zeszłym roku na wakacjach wynajęliśmy stary, kamienny dom. Mało jest takich miejsc, które mają przysłowiową duszę, a w tym zdecydowanie było czuć dawne czasy. Jednak poza duszą, po kilku dniach odkryliśmy, że razem z nami mieszkała rodzina… skorpionów. Nie były to maleńkie, dwucentymetrowe pajęczaki, ale takie kilka razy większe. Chociaż po ugryzieniu nie istnieje zagrożenie życia, to woleliśmy opuścić ten piękny dom.

Czechy – chociaż znaliśmy czeskich „fałszywych przyjaciół”*, to w przypadku stłuczki o tym zapomnieliśmy. I kiedy w końcu znaleźliśmy winowajcę, użyliśmy magicznego słowa „szukać”, które mocno uraziło kierowcę („przecież cię szukaliśmy= pieprzyliśmy, nie wiem jak to ująć)

Węgry – a dokładniej mówiąc, w Szekesfehervar dowiedziałam się, że są w Europie miejsca, w których nie ma tradycji… wynajmowania mieszkań. Wszystkie oferty były horrendalnie drogie, a ich umeblowanie można porównać do tego w Polsce dwadzieścia lat temu. Dlatego przez kilka miesięcy mieszkaliśmy w hotelu i do dziś, staram się nawet na wakacjach wynajmować mieszkanie.

*słowa, które brzmią tak samo w PL i CZ, ale znaczą coś całkiem innego

Podróżowałaś sama czy z kimś? Jak znajdowałaś znajomych w innych krajach? Jak to się zaczęło? Jak organizowałaś mieszkanie, pobyt w innych krajach? Jak to wyglądało?

Na początku głównie sama lub z przyjaciółmi, ale od połowy 2015 roku podróżowałam i przeprowadzałam się Maciejem, moją drugą połówką. Razem studiowaliśmy w czeskiej Pradze, pracowaliśmy w USA i mieszkaliśmy na Węgrzech i to było piękną przygodą.

Jak z językami? Znałaś je wcześniej, uczyłaś się w tzw. międzyczasie?

Mówiłam po angielsku, ale nie znałam wszystkich ekonomicznych słów, których musiałam używać na studiach czy w pracy, więc moim zdaniem nie trzeba oczekiwać od siebie perfekcjonizmu, żeby gdzieś wyjechać. Niektórzy mówią, że do emigracji trzeba się przygotować, ale dla mnie warto być przede wszystkim otwartym.

Jak ruszyłaś w świat, to ile pieniędzy miałaś przy sobie na tzw. pierwszą podróż, jeśli to oczywiście nie jest tajemnicą? Jak z płatnościami w innym kraju? Karta Revolut czy coś innego, co takiego?

Nie pamiętam, ile dokładnie miałam pieniędzy na koncie, ale było to więcej niż mogłam wydać na życie podobne jakie wiodłam w Polsce. Poza tym, w większości przypadków miałam wtedy stały przychód: stypendia czy pracę.

Niestety, nie zawsze mi się udawało wszystko dobrze obliczyć, np. w USA poduszka finansowa była zbyt mała. Było to naprawdę przykre uczucie, kiedy na początku jeden nocleg kosztował 160 dolarów dziennie, zamiast tygodniowo, a pracy jeszcze nie zaczęłam. Na szczęście, udało się wyjść z tej sytuacji bardzo szybko, ale bałam się, że będę musiała prosić o pieniądze lub korzystać z karty kredytowej.

Jeśli chodzi o płatności w innym kraju, to kiedyś nie było Revoluta, dlatego korzystałam z karty w dolarach, euro czy węgierskich forintach, często używając internetowych kantorów o lepszym kursie. Dziś jest to o wiele łatwiejsze – karty wielowalutowe zmieniły świat.

Ile czasu zajęło Ci przygotowanie się do kolejnej podróży? Mam na myśli odstępy czasowe mniej więcej między jednym krajem a drugim.

Po pół roku za granicą potrzebowałam być w Polsce przez choćby trzy miesiące, ale nie zawsze się tak udało. Na przykład, pomiędzy studiami w Grecji a pracą w Stanach, byłam może tydzień w Polsce. Z Pragi pojechałam prosto do Szekesfehervar. Chyba dlatego później byłam w Polsce przez okrągły rok 😊.

Czy turecka kawa pita w Turcji smakuje inaczej niż polska w Polsce? 

Oczywiście! Zaczynając od innego sposobu parzenia – w Turcji parzy się ją w tygielku, a fusy opadają na dno, po inny rodzaj kawy – jest niesamowicie drobno zmielona, ma też inny smak.

Niektórzy robią wróżby z kawy, i co mnie zaskoczyło – część się sprawdza.

Nie każdy o tym wie, ale kawa po turecku jest też pita w Grecji i na Cyprze. Przy czym warto pamiętać, że w Grecji lepiej używać terminu „kawa po grecku”.

Opowiedz o Jamalu. Jak go poznałaś? Czy ta znajomość trwa do dzisiaj? Jakie zrobił na Tobie wrażenie? (kojarzy mi się od razu film „Slumdog. Milioner z ulicy” 🙂

Poznaliśmy się na urodzinach u wspólnego kolegi, Süleymana. Okazało się, że mamy sobie wiele do opowiedzenia: jego ciekawiły historie z Europy, mnie – co się dzieje w Syrii. Kontakt mamy do dziś – Jamal poślubił swoją ukochaną, mają małe dziecko i mieszkają razem w Niemczech. Żeby nie było – pracują.

Co szczególnie zachwyciło Cię w Ankarze, a co w Grecji?

W Ankarze zaskoczył mnie porządek. Nie spodziewałam się tego w Turcji, chociaż wcześniej widziałam kilka dużych, tureckich miast. Do tego, po dzikości w Mersin: rozpędzonymi samochodami, ciągłym trąbieniem i hałasem, było tam po prostu cicho. Chociaż na co dzień uwielbiam spokój, to w przypadku Turcji wygrywa miejski gwar.

Za to w Grecji zaskoczyła mnie powolność i ospałość. Na to nie da się przygotować, a przynajmniej ja nie potrafiłam. Niektórzy mówili, że Grecja jest czasem jak Afryka – nie da się tam niczego przewidzieć, zorganizować, każdy robi co chce. I dopiero w zeszłym roku udało mi się zaakceptować ją taką, jaka jest i przestać brać życie tak śmiertelnie poważnie. Zaczęłam śmiać się z tych wszystkich nieporozumień, spóźnień.

Czy łączyłaś podróżowanie z pracą, studiami? Jeśli tak, to czym się zajmujesz? Jak to sobie zorganizowałaś? Czy trudno o skupienie w podróży?

Starałam się łączyć podróże i z pracą, i ze studiami, dlatego trzy razy zdecydowałam się na wymianę w ramach Erasmusa i dwa razy na pracę za granicą. Wtedy najlepiej poznaje się kulturę, ludzi i można się na własnej skórze przekonać czy życie w danym kraju jest faktycznie kolorowe. Wtedy też można pisać bez wyrzutów sumienia, że się coś traci np. zwiedzanie atrakcji. W przypadku krótkich podróży – jest to o wiele cięższe, czasem niemożliwe.

Jak to jest być Polką w Nowym Jorku? Jakie było Twoje pierwsze wrażenie po przyjechaniu do miasta? Co Ci się spodobało? Co szczególnie zapamiętałaś? Ile czasu tam byłaś i jak wyglądała Twoja codzienność tam? 🙂 

Pracowałam w Myrtle Beach w Karolinie Południowej, a do Nowego Jorku przyjechałam na początku. Chociaż duże, szybkie miasta mnie często przytłaczają, to Nowy Jork do nich nie należy- czułam się tam świetnie. Może z powodu komunikacji zarówno miejskiej, jak i tej z ludźmi- przynajmniej na pierwszy rzut oka nowojorczycy są niezwykle uprzejmi i pomocni. Pierwszego dnia nie mieliśmy wykupionej karty na przejazd i musieliśmy dostać się do mieszkania, ale nikt nie miał z tym problemu- pani kierująca autobusem bez problemu wpuściła nas do autobusu, bo przecież każdemu może się zdarzyć, nawet turyście.

Do Myrtle Beach przyjechałam w czerwcu i zostałam tam do września. Nie byłam sama, tylko z moim partnerem- Maćkiem. Przez kilka miesięcy mieszkaliśmy w starym, amerykańskim motelu i pracowaliśmy na dwie zmiany. Ja sprzedawałam przekąski i lody, Maciej był operatorem maszyn w parku rozrywki. Pracowaliśmy najczęściej na drugą zmianę, która zaczynała się o 17 i trwała do 1 w nocy. Zawsze myślałam, że taki tryb życia jest ciężki, ale okazało się, że w wakacyjnym miasteczku jest to po prostu wygodne. Z Myrtle Beach szczególnie zapamiętałam ogromne porcje lodów, czas spędzony nad oceanem i wakacyjne pokazy fajerwerków.

Z tego co pamiętam w Myrtle Beach był jeden sklep poświęcony scrapbookingowi, nawet organizowali zajęcia grupowe. Niestety, nie zapisałam się na nie i dziś nie mogę Ci opowiedzieć jak było.

Gdybyś miała policzyć, to ile czasu spędziłaś w każdym z odwiedzonych krajów?

Średnio po pół roku, nie licząc krótkich wyjazdów na urlop, wakacje.

Miałaś jakieś przygody w podróżowaniu, przed którymi chciałabyś ostrzec innych ludzi?

Na myśl przychodzi mi kilka rzeczy, ale najważniejsza dotyczy podróżowania samemu. Uważajcie i myślcie! Kiedy umówiłam się z Maćkiem w Atenach. Zrobiłam głupi błąd, który mógł mnie drogo kosztować. Mimo że wiedziałam, jak tam jest, postanowiłam spacerem dostać się z dworca do hotelu – jakieś trzy kilometry. Po drodze tylko modliłam się, żeby przeżyć: w parku spotkałam ekshibicjonistę, a idąc przez szemraną dzielnicę zauważyłam, że jestem… śledzona. Nie było taksówek, nie było przystanków autobusowych, a były to czasy bez Ubera. Od tamtego czasu jestem o wiele bardziej ostrożna.

Ile czasu zajęło Ci spisanie wspomnień z podróżowania w książkę? Ile czasu ją promowałaś?

Dużo rzeczy spisywałam na bieżąco, bo wiele historii się zapomina, w część jest ciężko uwierzyć.

Łącznie z redakcją i pracą nad kształtem wszystko zajęło jakiś rok. Jeśli chodzi o promocję, zajęła drugie tyle (i nadal zajmuje).

Dlaczego zdecydowałaś się na self publishing?

Bardzo dużo czytałam o wydawaniu książki z wydawnictwem i część doświadczeń była dla mnie nie do przejścia np. zarobek rzędu 1000 złotych za bestseller czy przepychanki z wydawnictwem dotyczące kształtu publikacji czy promocji. Pomyślałam, że wolę ewentualnie stracić i wziąć wszystko w swoje ręce.

O czym trzeba pamiętać chcąc wydać książkę w ten sposób? Czy trudno było Ci się zmotywować do pracy nad książką?

Z motywacją nie miałam problemu. Jednak, przez to, że wcześniej nie wydawałam książki – czy to z wydawnictwem czy samodzielnie – był to dla mnie skok na głęboką wodę: zaczynając od wyboru redaktora, przez rodzaj papieru po sposób zapakowania (wysłania książki). Warto pamiętać, że to naprawdę dużo pracy. W wydawnictwie wszystkie procesy są już usystematyzowane, koszty i zyski wstępnie obliczone. My to wszystko robimy od zera.

 Jakich rad udzieliłabyś komuś, kto chce wydać książkę i podróżować po świecie?

Na pewno, żeby dobrze sobie obliczył, ile pieniędzy potrzebuje na życie i podróże, bo z książki ciężko jest się utrzymać na przyzwoitym poziomie.

 

Książkę Eweliny „Opowieści z końca świata” możesz kupić tutaj!


Ewelina, bardzo dziękuję, że opowiedziałaś mi o podróżowaniu! 

Chcesz więcej historii autentycznych, wartościowych inspiracji i tekstów o copywritingu i pracy zdalnej? Nie przegap i dołącz do mojego newslettera!

 
 

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi