Czego nauczyły mnie lata 90?

Posted in Refleksje
on Czerwiec 3, 2017
lata 90

Ostatnio miałam z Łukaszem bardzo inspirującą rozmowę. Wspominaliśmy lata 90. w  naszej ulubionej restauracji i gadaliśmy o tym,  jak kiedyś u nas było. Trzy lata różnicy sprawia, że pewnych rzeczy jedno z nas nie pamięta, a inne nie miało. Jednak są w tej układance wspólne elementy, o których aż się miło rozmawia! Zacznijmy od początku…

Lata 90, czyli o tym, że nie wszystko możesz mieć…

Wychowałam się w magicznych latach 90, w których wbrew pozorom łatwo nie było. Większość mojego dzieciństwa już opisałam w tym wpisie. Lata 90. pamiętam z długich schodów w przedszkolu, gdzie zawsze czekałam na moją babcię, która mnie odbierała. Czasami, gdy miałam tego przedszkola dosyć – uciekałam do domu. Daleko nie było, wystarczyło przejść przez ulicę. Utrudnieniem w tamtych czasach była zamykana furtka, ale wycwaniłam się i przechodziłam przez furtkę górą lub korzystałam z dziury w ogrodzeniu w dolnej części placu przedszkola. Uwielbiałam rysować, choć mogłam sobie pomarzyć o nowych farbach czy kredkach. Odkąd pamiętam bardzo lubiłam wszelkiego rodzaju mazaki, kolorowe długopisy i ten cały arsenał papierniczy. Obiecałam sobie, że gdy będę dorosła i będę na siebie zarabiać – kupię sobie wszystko, czego dusza zapragnie i nikt mnie nie będzie ograniczał :).

W latach 90. najbardziej jednak chciałam mieć lalkę Baby Born, która w tamtych czasach była bardzo droga. Miała ją jedna z moich koleżanek, której rodzice byli bogaci. Czasami chodziłam do niej, oglądałam tą lalkę i bawiłyśmy się nią razem. Po pewnym czasie jednak stwierdziłam, że to zabawka bez sensu i gdybym miała takie pieniądze na pewno żałowałabym zakupu. Marzyłam też o Furby’m, a gdy ktoś mi go przyniósł i postawił na półce przestraszyłam się, gdy się poruszył. W dodatku strasznie śmierdział (to trochę tak jakby coś się w nim spaliło). Najbardziej przykrym momentem w moim życiu były koleżanki, które zapraszały mnie do siebie – miałam do przejścia bardzo długą ulicę. Zobaczyłam u nich najnowszą lalkę Barbie, która wcale nie była droga, ale jak zwykle – to zbędna zabawka, z której wyrosnę.

…ale dużo możesz zrobić

Mój Łukasz marzył o małej gitarze, a z czasem o perkusji, której nigdy nie dostał od rodziców. Postanowił więc wykorzystać domowe garnki, aby się uczyć, a małą gitarę kupił z oszczędności. Dziś ma niesamowite poczucie rytmu i żałuję, że sprzedał ukochaną perkusję. Gdy był mały – dostał niebieskiego Moskwicza na pedały i niedawno na giełdzie staroci kupił takiego dla naszego dziecka. Oczywiście Moskwicz jest już po remoncie i jest w kolorze naszego malucha…

Z czasem zmieniłam towarzystwo z dziewczyn na chłopaków (i to była bardzo dobra decyzja, bo ileż można było słuchać o lalkach i tych wszystkich babskich pierdołach). Prawdę mówiąc wolałam męskie towarzystwo, które było konkretne i bardziej kreatywne w wymyślaniu zabaw. Ryzykowałam wiele, ale nie przejmowałam się zdartymi do krwi kolanami, upapranym ubraniem czy kolejnymi strupami do kolekcji, choć to wszystko, czego się nasłuchałam byłoby dziś dobrym materiałem na książkę. Bawiliśmy się w sadzawkach, właziliśmy na drzewa na działce mojej rodziny, robiliśmy proce z gałęzi drzew, które strugaliśmy patyczkami po lodach, obcinaliśmy sobie włosy dla jaj. Robiliśmy bazy w krzakach i w domach, ze wszystkiego, co tylko było pod ręką. Schodziliśmy do ciemnej piwnicy, braliśmy białe kredy i bawiliśmy się w podchody. Do późnej nocy graliśmy w badmintona na dworze, a gdy ktoś chciał nam przeszkadzać – dostawał lotką. Chodziliśmy sami nad wodę. Lubiłam taką samowolkę. Lata 90. wymagały kreatywności, ciągłego kombinowania. Ja podobnie jak mój Łukasz – wolałam odkładać pieniądze. Nie dostawałam ich nigdy zbyt dużo. Ale oboje pamiętamy czasy, gdy mając 5 zł w kieszeni czuliśmy się taaaacy bogaci ;). Chciałabym, żeby nasze dziecko umiało oszczędzać, znało wartość pieniądza, ale też miało dzieciństwo bez ograniczeń. Jestem zdania, że lepiej dać dziecku wędkę niż rybę.

Miłe złego początki…

Dorastałam w czasach, gdy przerwy w szkole mijały równie szybko jak poruszający się wąż na ekranie Nokii 3310. Gdzie podekscytowanie towarzyszące oczekiwaniu na przerwę kończyło się wraz z głośnymi oddechami podczas skakania w gumę. Gdzie zadyszka i strach nie przeszkadzały tworzeniu najlepszych strategii gry w chowanego.

A Wy jak wspominacie dzieciństwo?

 

 

czy można być gotowym na dziecko?
  • Mam bardzo podobne wspomnienia! Nie było u mnie drogich zabawek, ani wypasionych wakacji. Zawsze jednak wyjeżdżaliśmy gdzieś, najczęściej w góry, albo robiliśmy wycieczki w pobliżu naszego domu. Było skromnie, ale te wakacje to było coś pięknego. Mieszkałam na wsi, przed domem mieliśmy ogród, sad a obok było wielkie boisko i pola. Latem wstawaliśmy ok. 9.00 oglądaliśmy letnie programy dla dzieci – za nic nie mogą sobie przypomnieć jak się nazywały. Potem ktoś po nas przychodził, bo na podwórku były tylko cztery dzieciaki razem ze mną i moim bratem. Nigdy się nie nudziliśmy, na dworze spędzaliśmy cały dzień, wracając tylko na posiłki. Dzieci z innych części wiosek były ufoludkami dziwnymi 😛 Też marzyłam o Barbie! Cały rok zbieraliśmy z bratem nasze kieszonkowe, żeby wydać je na wakacjach. Nie było to dużo, ale sami mogliśmy robić z pieniędzmi, to co chcieliśmy 🙂 Pamiętam też, że rodzice wymyślili, że w ciągu tygodnia nie będziemy jeść słodyczy, tylko w sobotę będzie słodki dzień. Każdy z nas dostawał w sklepie wolną rękę do określonej sumy mogliśmy kupić, to, na co mieliśmy ochotę. Słodki dzień się nie sprawdził, bo zwykle w sobotę byliśmy słodyczami przeżarci na maxa 😀 Uwielbiam wspomnienia z dzieciństwa, a lata 90te to jakaś magia!

    • Skromność to jest to! 🙂 Dziękuję, że się podzieliłaś swoimi wspomnieniami, od razu jakoś mi się tak cieplej na serduchu zrobiło 🙂 Ja nigdy nie miałam odgórnie narzuconego słodkiego dnia. Kiedy chciałam – kradłam słodycze z kuchni i ukrywałam w pokoju 🙂 Ja też uwielbiam lata 90 – sentymenty pozostają w człowieku na zawsze 🙂

  • Guma do skakania to też moje wspomnienie ze szkolnych czasów 🙂 Dziękuje, że mi o nim przypomniałaś.

    • Ja też bardzo lubiłam skakać! 🙂

  • Paulina Majewska

    Ja pamiętam zapach mandarynek. Mama zawsze kupowała ich tylko kilka, nie przelewało się. Rozdzielała po równo między wszystkich członków rodziny, zazwyczaj było po jednej albo po dwie. Jako dziecko marzyłam, że gdy dorosnę, zjem dziesięć na raz! 😀

    • Fajne marzenie 🙂

  • Dzieciństwo to dla mnie dzień w dzień jakaś aktywność na dworze, plac zabaw, jeżdżenie rowerami, zabawa w „klub” i w Power Rangers 🙂 To również weekendowe długie wyprawy rowerowe z tatą i
    siostrą i obowiązkowy na nich przystanek w sklepie na lody lub (wiem, niezdrowo) chipsy 🙂

    • Nie mam nic przeciwko niezdrowemu jedzeniu :)) Fajne, aktywne dzieciństwo 🙂

  • Urodziłem się w 80-tych, dorastałem w 90-tych – ech te wspomnienia. 😉

    • Opowiedz coś więcej 🙂

      • Inne czasy – gdy rozmawiam o tym ze swoimi uczniami to tego nie potrafią zrozumieć. 😉

  • Martyna Cieslinska

    ja co prawda urodziłam się pod koniec 90 lat jednak wspominam je dobrze :] Jednak świat się zmienia i trzeba korzystać z tych obecnych :] W każdym czasie jest coś pozytywnego jak i negatywnego ;]

    • A co konkretnie dobrze wspominasz z lat 90?

  • Mnie chyba ominęły wszystkie mody 😉 Jedyne czego bardzo chciałam w 8klasie to glany i miałam pierwsze glany w szkole z ktorych byłam bardzo dumna 🙂 Nie zbierałam żadnych naklejek, karteczek, lalek i innych kolekcjonerskich rzeczy 🙂

    • Pamiętam, że w tamtych czasach mieć glany to było coś! 🙂 Ja strasznie chorowałam na czeszki 🙂

  • W latach 90-tych byłam nastolatką i bardzo miło wspominam te czasy! Przede wszystkim za genialną muzykę. Moje dzieciństwo przypada na lata 80-te i również bardzo miło je wspominam, kojarzą mi się z corocznymi wakacjami nad morzem 🙂
    http://altealeszczynska.blog

    • Oj tak, muzyka w tamtych latach to rzeczywiście prawdziwa petarda była 🙂 Dzięki za odwiedziny i zapraszam częściej 🙂

  • Ha, wczesne dzieciństwo to lata 80-te. Było fajnie, żadnych pokus w sklepach, za to całe dnie na dworze 🙂

    • Chciałabym żyć w tamtych czasach nadal 🙂 Ja też zwykle całe dnie na dworze, choć musiałam kombinować 🙂

  • „A Wy jak wspominacie dzieciństwo?”

    Jak przez mgłę 🙂
    Był czas, że żałowałem, że nie urodziłem się kilka lat wcześniej. W latach 90. można było zrobić niesamowitą karierę praktycznie wszędzie. Potem wszystko się nagle urwało.

    • Dlaczego?

      • Rynek się nasycił :))

        • A w jakich branżach chciałeś robić karierę? Kim chciałeś zostać oprócz copy? 🙂

        • A może nie? :)) Może rynek tylko czeka na coś nowego? 🙂

          • Wtedy była taka nienormalna sytuacja, że ludzie kupowali wszystko, co się rusza 🙂 Teraz trzeba dobrze pogłówkować, żeby znaleźć w miarę wolną niszę 🙂

          • Ja już znalazłam :))

  • Beata Hanichet

    Ja pamiętam słodkie gumy do żucia, pierwsze chipsy i złotówkę, za którą można było tyyyllleee kupić 😉

    • Oj tak, to były czasy!

  • Urodziłam się w 1994 roku i o wiele więcej wspomnień mam z obecnego tysiąclecia. Pamiętam skakanie na skakance na dworze, lalki w przedszkolu, place zabaw, wciskanie w siebie przerażających ilości lodów. Niespecjalnie lubiłam oglądać telewizję, więc godzinami bawiłam się sama lalkami – rozmawiając nimi. Tworzyłam różne historie z ich udziałem. Bawiłam się też na trzepaku. Czułam takie podekscytowanie, kiedy mogłam zrobić fikołka. I nad Bałtyk często jeździłam z rodzicami w maju. Plaże były takie puste. Mam wspomnienie, że na plaży jesteśmy tylko my i facet, który zakłada worki na śmieci. Ach :D.

    • Ładne wspomnienia 🙂 Ja mam siostrę młodszą od Ciebie o 6 lat 🙂

  • Czasy mojego dzieciństwa przypadają na lata 80-te – jak pomyślę, co nam do głowy przychodziło to …nie chcę wiedzieć co za 10 lat będzie robić moja córka z rówieśnikami…chociaż może jej to nie będzie grozić, bo wszyscy zamkną się w wirtualnym świecie??? Chyba juz wolę, żeby łaziła po drzewach, jak mama 🙂

    • Też mam taką nadzieję, że moje dziecko nie uschnie w tym wirtualnym świecie 🙂

  • Iwona Kosińska

    Ja lata 90 wspominam najpiękniej. Kochałam wtedy nad życie starszych ode mnie prawie o dekadę kuzynów (i Nicka Cartera)spędzających u nas całe wakacje. Oni kochali mnie. Wszyscy dorośli rozlezli się po świecie i jak prorocza brzmi mi w uszach na wspomnienie tamtych lat piosenka z garażu słuchana podczas gdy chłopaki naprawiali motory ” c-block time is tickin away”

    • Poczułam te emocje! Świetnie to napisałaś! 🙂

  • Jak skończy mężczyzna?

    Hity tamtych lat słucham i dziś. Warto czasem powspominać 🙂

    • Ja tak samo 😀

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi