My first 7 jobs, czyli co robiłam zanim zostałam copy

Posted in Lifestyle, Rozkminy, Storytelling
on Luty 15, 2017

Dziś na blogu opowiem Wam o tym, kim byłam, zanim zostałam copywriterką. Trochę tego było, praca w różnych zawodach nauczyła mnie elastyczności, pozwoliła dojść do pewnych wniosków, poznać wiele świetnych osobowości. Dzięki temu nabrałam też doświadczenia, pewności do podróżowania, a jednocześnie odwagi. Dodatkowo pozwoliła mi też na rozwinięcie skrzydeł, poznanie innych zawodów z dystansem, a jednocześnie wykazania się w nich. Dodam, że jestem jednak sercem za freelancingiem i chyba nigdy mi to nie przejdzie 🙂

 My first 7 jobs, czyli o pracach i innych nieszczęściach 🙂

No to zaczynamy, my first 7 jobs, czyli o kilku pracach, które przewinęły się przez mój życiorys. Nie było tego jakoś bardzo dużo, ale każda z nich z pewnością była fajnym doświadczeniem, po którym z odwagą mówię „Żadnej pracy się nie boję”! 🙂

Odkurzanie aut

To pierwsza moja praca w życiu. Pracowałam jeszcze jako dziecko podczas wakacji. U dziadków na podwórku czyściłam samochody należące do członków mojej rodziny (włącznie z odkurzaniem, którego nie cierpię). Nie robiłam tego dla kieszonkowego, które było skromne, ale bardziej dlatego, że chciałam pomóc. Najbardziej chyba lubiłam mycie szyb i wycieranie z kurzu deski rozdzielczej. Zabawa w pianie też była niezła, szczególnie w upalne lato. Podczas odkurzania trzeba było się narobić, ale nigdy nie narzekałam. Znienawidziłam to później, dopiero przy pracy w domu.

Prace w domu

Jako, że byłam bałaganiarą (i nadal nią jestem) miałam dodatkową motywację, aby sprzątać. Przynajmniej tak sobie to wymyślili moi rodzice. W dzieciństwie dostawałam 10 zł tygodniowo wypłacane w każdą niedzielę w banku w monetach po 1 złoty. Jako dziecko wolałam monety, bo to było ilościowo więcej pieniędzy. Ponadto żyłam wtedy w czasach, gdy fajnym gadżetem był kasetownik na pieniądze, na który swego czasu bardzo chorowałam. Lubiłam przechowywać w nim pieniądze, bo były uporządkowane. Aby je otrzymać – warunek był jeden. Sprzątanie całego domu raz w tygodniu (jakieś 60 metrów kwadratowych) + chodzenie do kościoła w każdą niedzielę. Obrzydło mi to do szpiku kości. Dawałam radę tak przez długi okres czasu, bo wiedziałam, że moi rodzice ciężko pracują i rzadko bywali w domu. Jednym z moich obowiązków było odkurzanie. Do tego czyszczenie płytek na balkonie w każdy weekend, które i tak stale były brudne od nadmiaru kwiatów i kotów, które lubiły tam przesiadywać. Nienawidziłam tego. Wyobraźcie sobie sprzątanie takiego mieszkania + balkonu i odkurzanie każdego pomieszczenia starym odkurzaczem. Można to znienawidzić, ja znienawidziłam to tak bardzo, że teraz w mieszkaniu mam panele i nie odkurzam. Nigdy w życiu tego nie zrobię, choćby nie wiem co.  Szczególnie dlatego, że role między mną a moim bratem nigdy nie były odpowiednio podzielone, a ja zawsze jestem za sprawiedliwością w życiu i równouprawnieniem. Zawsze to ja wykonywałam najwięcej roboty, a on wolał grać na komputerze. Był starszy, więc rozumiecie, jako młodsza niewiele mogłam zdziałać.  Jak się domyślacie, sprzątanie ani wizyty w kościele nie wyszły mi na dobre i nie wytrzymałam w tym zbyt długo, bunt jednak w tym przypadku wyszedł mi zdecydowanie na dobre. Jednak ta drobna praca nauczyła mnie konsekwencji i dokładności w działaniu. Wiem, że jak chcę to potrafię dać z siebie wszystko.

Praca na budowie

Nie wiem czy wiecie, ale mając 17 lat i będąc zakochaną gówniarą w chłopaku z drugiego końca Polski postanowiłam odważyć się na to szaleństwo… Pewnej nocy, dokładnie o drugiej w nocy postanowiłam „wsiąść do pociągu byle jakiego”, a dokładniej w pociąg do Szczecina i pojechać do mojego chłopaka. Moi rodzice się na to nie zgodzili, choć wiedzieli, że i tak tak zrobię. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Poszłam do dziadków i powiedziałam mojemu dziadkowi dlaczego chcę tam jechać i dlaczego mi tak na tym zależy. Dał mi wtedy dwie buteleczki gazu łzawiącego i powiedział „Schowaj je sobie do torebki. Bez tego nie pojedziesz”. Nigdy w życiu się tak nie śmiałam i nie płakałam jednocześnie.

Tydzień później byłam już w Wiedniu. Moi rodzice wiedzieli o tym. Pojechałam tam na wakacje do pracy. Ojciec mojego chłopaka miał firmę budowlaną. Pojechaliśmy tam na 2 miesiące budować nowe osiedla. Bardzo miło wspominam ten wyjazd i choć nie miałam wcześniej żadnego doświadczenia budowlanego ta praca bardzo mnie ukształtowała. W pociągu do Szczecina poznałam cudownych ludzi (jadąc do Szczecina i wracając potem do domu przez pół Polski) z wieloma tymi ludźmi potem rozmawiałam wielokrotnie w sieci. No nie da się tego opisać. A praca na budowie w Wiedniu? Mimo że do najłatwiejszych nie należała, lubiłam to. Szczególnie wspominam moment demolki starej wypożyczalni video (takie było zadanie), więc rozwalaliśmy ściany, niszczyliśmy stare meble, sprzątaliśmy. Najbardziej lubiłam tynkowanie ścian, malowanie ich, a także znoszenie płyt gipsowo-kartonowych po schodach w ponad 30-stopniowym upale. Największe wyzwanie? Zmieszczenie ich do ciasnej jak cholera windy! Dzięki tej pracy zarobiłam pierwsze pieniądze na wymarzony wtedy aparat cyfrowy. Szczytem marzeń było posiadanie własnej lustrzanki, ale nie było mnie na nią stać, więc zainwestowałam swoją wypłatę w kobiecego i czerwonego Nikona Coolpixa.

Call center

Jak to się mówi „liznęłam call center”. Zaczęło się od tego, że chciałam zobaczyć jak to jest. Poszłam na rozmowę, potem na dzień próbny. Wielka sala, mnóstwo ludzi i słuchawki. Tak naprawdę poczułam, że jestem tam przypadkowo. Nie do końca przemawia do mnie taki biznes. Nie potrafię odnaleźć się w czymś takim i nie pasuje mi biznes, gdzie ludzie są nastawieni tylko na wyniki, a pracownicy są traktowani jak myszy zasuwające w kołowrotku po LSD.

Praca w sklepie odzieżowym 

Pracowałam jako studentka w sklepie odzieżowym w centrum handlowym. Często po 12 godzin dziennie. Głównie dlatego, że kiedyś marzyłam o pracy jako sprzedawca i chciałam to przeżyć na własnej skórze. No więc przeżyłam i to dosłownie. Lubiłam tam pracować, poznałam świetne dziewczyny. W skrócie to: było co robić i nie było co robić. Jednak z czasem odkryłam, że przewieszanie ubrań z wieszka na wieszak to nie jest spełnienie moich marzeń. Poczułam, że marnuję swój czas. Najgorszy moment? Nigdy nie zapomnę jak pewnego popołudnia ukradli nam skórzaną kurtkę, która była przy wejściu i była warta 500 złotych. Najmilszy moment? Zniżki dla pracowników, był to czas, gdy uwielbiałam ubrania, choć wybierałam je rozsądnie. Plusem było też fajne i seksowne body w moim ulubionym kolorze, które trzymałam przez kilka lat w szafie na pamiątkę 🙂

Praca w drogerii 

Ta praca też należała do grona moich ulubionych. Miała dużo plusów, ale też minusy, które ostatecznie przeważyły nade wszystko. Zacznę od tego, że marka drogerii dopiero wchodziła na rynek, a my byliśmy pierwszymi, którzy w Warszawie otwierali drogerię. Nie da się słowami opisać tego szaleństwa z kartkami i cenami, nie da się opisać tego, że trzeba było pilnować klientów, aby niczego nie wynosili ze sklepu i nie da się opisać słowami tego, że do pracy wstawałam o 3 w nocy, aby dojechać tam na 4 rano! To był typowy pracoholizm, ale nie da się inaczej przy otwieraniu drogerii, przynajmniej tak sobie to wtedy tłumaczyłam… Zasuwałam wtedy całymi dniami, o wolnym nie było mowy. Życie osobiste? Śmiech na sali! Robiliśmy tam wszystko – od mycia szyb, po regularne sprawdzanie cen, po obsługę klientów na kasach. O warunkach jakie tam były nie napiszę. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić jedzenie śniadania w ciemnym i paskudnym korytarzu. Pamiętny dzień nadszedł wtedy, gdy miałam jeden jedyny dzień wolnego, podczas którego odebrałam telefon, że mam przyjść do pracy. Odpowiedziałam, że przyjdę po swoje rzeczy. Nienawidzę łamania obietnic, nie toleruję tego.

Copywriting 

No i tak odkryłam, że tu spełniam się zawodowo i jest to praca moich marzeń. Intuicja jednak nie zawodzi 🙂

W międzyczasie pracowałam jeszcze w dwóch sklepach papierniczych i szkole języka angielskiego, teraz mi się przypomniało 🙂

A Wy? Jakie macie doświadczenie zawodowe? Jaką pracę wspominacie najmilej, a jaka była najtrudniejsza do zniesienia? 🙂 A może macie już wpisy z tego cyklu na blogach? Chętnie zajrzę!

  • A miałaś wcześniej jakieś „przebłyski”, zwiastuny tego, że ciągnie cię do pisania?

    • Miałam, od 11 roku życia wiedziałam, że będę to robić w życiu 🙂 tzn. Miałam wtedy nadzieję, że tak będzie :))

      • O, i to byłby fajny temat na wpis 🙂 Uchwycenie tego magicznego momentu w życiu, kiedy zapala się nam lampka w głowie i już wiemy, co będziemy robili w życiu (znam ludzi, którzy potrafią wskazać wręcz konkretny tekst, artykuł, który wywrócił ich życie do góry nogami 🙂

        • Spróbuję, ciekawy temat 🙂 To był taki impuls!

  • Ja zaczynałem od sprzątania autobusów 😀

  • Z ciekawości – z jakiego miasta pojechałaś do Szczecina? 😀 Ja miałam przez 2 lata chłopaka, który pracuje na budowie, ale jakoś nigdy nie zdecydowałam się podjąć tej pracy, nawet w wakacje 🙂

    • Z Ryk (to małe miasteczko w lubelskim) 🙂

      • Ten Szczecin to coś już w sobie ma. 😉 Ja tez poznałam tam chłopaka w wieku 17 lat, ale nie zdecydowałam się do niego pojechać. Byłaś o wiele odważniejsza ode mnie. 😀 Poznaliśmy się „w realu” dopiero 6 lat później. 😀

        • O! A to widzisz, bo my znaliśmy się 4 lata przez sieć, a żadne z nas nigdy nie wysłało swojego zdjęcia 🙂 I tak po 4 latach spotkaliśmy się pod hurtownią mrożonek w moim miasteczku 🙂 🙂 Mało romantyczne, ale tak właśnie było!

          • Ooo nieźle z tymi zdjęciami! My po 6 latach przyjaźni (stwierdziliśmy, że w naszym przypadku przyjaźń będzie bardziej „realna” ;D) przez internet spotkaliśmy się w Szczecinie… pod Tesco. 😀 Żeby było jeszcze bardziej śmiesznie – miało to miejsce podczas mojej podróży poślubnej po Polsce. 😀 Tego dnia tez poznałam się pierwszy raz z moją przyjaciółką, którą też znałam już dobrych kilka lat przez internet – poznałyśmy się przez blogowanie. 🙂

  • Jeszcze nie mam takiego wpisu ale na pewno niedługo stworzę😊 ciekawe miałaś przeboje, szaleństwo. Podziwiam za odwagę!

    • Dziękuję 🙂 Czekam z niecierpliwością na Twój wpis!

  • Roman Sidło

    Żadna praca nie hańbi, wręcz przeciwnie – mnie na przykład praca przy układaniu kostki brukowej nauczyła wieeele pokory.

  • Ciekawe doświadczenia, moja droga do copywritera była trochę krótsza, ale też pracowałam w knajpie 😊

    • Ja miałam też przygodę w knajpie i mam miłe wspomnienia 🙂 Szczególnie zapamiętałam tam takiego urokliwego przystojniaka, z dredami na głowie 😉

  • Widzę kilka punktów wspólnych między nami (znów!) 🙂 Jak pomyślę o moich pierwszych pracach (i wolontariatach, bo tego u mnie było bez liku) to całkiem sporo tego było, ale do call center mnie siłą by nie zaciągnęli „a przecież taka wygadana jesteś, idź!” 😀
    Popieram rezygnowanie z zajęć, w których nas nie szanują – całkiem niedawno zrobiłam to samo 🙂

    • Coś w tym jest, bardzo mi miło, że tak uważasz 🙂 Myślę sobie tak, wszędzie dobrze, ale na swoim najlepiej 🙂

  • praca na budowie mnie zaskoczyła 😉 zawsze myślałam, że to nie jest jednak zajęcie dla kobiet.

    • chyba mam w sobie coś z faceta, bo daleko mi do typowej kobiety ;))

  • Monika Skrobol

    Też właśnie wpadłam na pomysł copywritingu! Mogłabyś podzielić się swoimi doświadczeniami? Jak zaczynałaś? Jak Ci idzie? Ile czasu na to poświęcasz? Bardzo jestem ciekawa 😀 Buziaki!

    • Przeczytaj kilka wpisów na tym blogu, bo pisałam już o copywritingu 🙂

  • Podczas studiów pracowałam w wielu miejscach, od sklepu, przez pub na banku kończąc. Teraz w Londynie znów powrót do przeszłości i praca w sklepie, ale kto wie co będzie za parę lat… jestem optymistką w tym temacie 🙂

    • Ja również 🙂 Życzę Ci wielu niespodzianek i samych pomyślnych decyzji 🙂 🙂

  • Kot Burry

    Najtrudniejsza była dla mnie praca polegająca na zbieraniu numerów dla szkoły językowej. Jestem strasznie nieśmiała i chciałam ją potraktować bardziej jako wyzwanie. Jestem z siebie całkiem dumna – wytrzymałam cały jeden dzień 😉

  • No to możemy sobie podać rękę…ja może nie miałam aż takiego rozrzutu, ale robię różne rzeczy i studiuję coraz to nowe kierunki i póki co w moim CV jest prawo, dziennikarstwo, aktorstwo, kosmetyka, a ostatnio dochodzą dwie nowe szkoły (wokalna i produkcja filmowa) 🙂

    • Piąteczkę przybijam! 🙂 Super, szczególnie ta produkcja filmowa 🙂

  • Zainspirowałaś mnie – idę negocjować stawkę za sprzątanie z moimi dziećmi 😉

    • Bardzo się cieszę! 🙂

  • Kobieta orkiestra! 😀 Ja nawet nagrałam film o tym ale nie będę Cię spamować ;).
    A powiedz mi jak się ten copywritting urodził? Jakieś studia pod tym kątem czy naumiałaś się w tzw.praniu?:)
    ps. Związek przetrwał wspólny wyjazd do pracy?
    I czy ta sieć to Rossman?

    • Jaki film? 🙂 O copywritingu to bardzo długa historia, planuję o tym osobny wpis, bo to dużo pisania jest. Dodam, że wszystko metodą prób i błędów, uczyłam się sama. Studia w tym mi nie pomogły 🙂 Związek nie przetrwał, przyjaźnimy się 🙂 Ta sieć to nie Rossman 🙂

      • Mój własny- mam kanał na jutubie 😉
        Oo- koniecznie zrób wpis o copy!
        I ważne że przyjazn została 🙂

  • Pracę w call center musi chyba każdy przejść 🙂 My również mieliśmy z tym styczność i w pełni zgadzamy się z Twoją opinią na ten temat. Niemniej jednak jest to niezła szkoła życia. Ps. ciekawe doświadczenia!

    • Ja o wiele więcej nauczyłam się przez 2 miesiące w Wiedniu niż w call center, jeśli mówimy o prawdziwej szkole życia 🙂 Dziękuję za odwiedziny!

  • Ewa Kujawa-Szura

    wiesz, szukam swojej drogi i blogowo i życiowo i dzis trafiłam do Ciebie….hmmm, do paru rzeczy mnie zainspirowałas, napewno do postu o moich doświadczeniach 🙂 i do zastanowienia sie nad copywritingiem 🙂 Dziekuje i pozdrawiam 🙂 http://www.stluczone-lustro.pl

    • Cieszę się i bardzo mi miło Ewa! 🙂 Powodzenia w poszukiwaniu swojej drogi, czekam na post!

  • Czekałam na ten wpis! 🙂 Widać, że dużo branż przeszłaś.. 😉 a skąd copywriting?

    • Dziękuję 🙂 Copywriting to właściwie wypadkowa mojej miłości do pisania, ale o tym jak do tego doszło napiszę na blogu w nowym poście niebawem! 🙂

  • Byłam rozpieszczaną księżniczką, bo mniej więcej tak się traktuje chore dzieci w rodzinie, ale jednocześnie wyrosłam na kobietę co prawda z orzeczeniem o niepełnosprawności, ale wychowaną w przeświadczeniu, że wyższa uczelnia i praca to absolutny must have kobiety w naszej rodzinie. Oderwałam Omena od piersi i pognałam na Politechnikę. W między czasie było tak źle, że musiałam sprzedawać rzeczy osobiste oraz ręcznie robioną biżuterię na okolicznej giełdzie. To nauczyło mnie, że praca z ludźmi bywa wkurzająca, bo mają kaprysy niewspółmierne do tego ile zamierzają za ich spełnienie płacić, ale zagryzałam wargi i działałam. Musiałam. Nie mieliśmy nawet na jedzenie dla dziecka. Nie wstydziłam się, gdy nasze stoisko mijały sąsiadki, czy znajome. Cieszyłam się, że zarobiłam „głupie” 100zł, bo za to mogłam kupić mięso i coś porządnego dla dziecka. Wtedy tylko to się liczyło. Na szczęście tamte czasy szybko przeminęły i teraz jako mgr ekonomii, specjalista ds logistyki, szczęśliwa mama inteligentnego podstawówczaka, a wreszcie – blogerka, mogę żyć bez strachu o to, co będzie kilka dni przed wypłatą.

    • Cieszę się, że mimo wszystko udało Ci się pokonać problemy 🙂 Dzięki, że podzieliłaś się kawałkiem swojej historii. Bardzo to doceniam. Trzymam za Ciebie kciuki 🙂

  • Zachęciłaś mnie do opisania My first 7 jobs! 🙂 Fajnie się czyta takie zawodowe historie 🙂

    • Bardzo dziękuję 🙂

  • Przypomniałaś mi moje dzieciństwo – mycie samochodu rodziców 🙂 U mnie było to bardzo opłacalne 🙂 Wszystkie drobne znalezione podczas sprzątania były dla mnie 🙂 Fotel kierowcy okazywał się czasem skarbnicą 😉 pozdrawiam

    • Cieszę się bardzo! 🙂 Domyślam się – ja też trafiłam kilka razy na takie skarby 🙂

  • Ja zaczynałam od zbierania jagód w lesie 🙂

    • To też ciężka praca 🙂

  • Ja byłam protokolantką 😉 czyli wieczne klepanie w klawiaturę, tyle że wtedy odtwórcze, a teraz twórcze 😉

    • Wiesz, że ja też kiedyś chciałam nią zostać? 🙂 Wszyscy mi mówili, że bardzo szybko piszę na klawiaturze 😀 😀

      • 🙂 ciekawe jak by Ci się to spodobało 😉 czasem klepanie cały dzień w klawiaturę z prędkością karabinu maszynowego może być mega męczące 😉

        • Myślę, że wolę to robić po prostu u siebie 🙂 „Klepanie cały dzień w klawiaturę z prędkością karabinu maszynowego” – dokładnie tak piszę 🙂

          • też tak piszę szybko, a może i szybciej 😉 jednak o wiele lepiej się pisze, gdy spisujesz to co masz w głownie niż to co Ci mówią inni i to jeszcze często w emocjach takich, że trudno zapisać cos sensowanego i to jeszcze bez błędów i bez utraty sensu wypowiedzi 😉 dlatego też wolę to co teraz robię 🙂

          • Dokładnie tak jest 🙂 🙂 Ale ja właśnie lubię to w pisaniu najbardziej tą lekkość przelewania myśli z głowy na elektroniczny papier 🙂

  • No niezła ścieżka zawodowa! Moja chyba pierwsza płatna praca nie za kieszonkowe itp. to było sprzątanie mieszkania u starszego pana, żeby mieć pieniądze na wakacje. Pierwsza stała praca, od razu po maturze, to wpisywanie danych do systemu w funduszu emerytalnym i ubezpieczalni. I tam zostałam później na etacie. Tam też doczekałam się pracy na call center, a jak wiadomo, rozmowy o pieniądzach są chyba najgorsze 😉 Wiele razy słyszałam, że siedzę tam, tzn. w pracy, bo mój rozmówca mi płaci, itp. rzeczy. Potem pracowałam w badaniach marketingowych i społecznych jako ankieter terenowy. Spotkała mnie tam masa przygód 😀 Od tamtej pory nie wierzę w rzetelność tego typu badań 😉 A później to już organizacja szkoleń. Najpierw jako dostawca szkoleń, a później po drugiej stronie barykady. No i tak się zorientowałam, że branża szkoleń to jest to 🙂 A teraz ciekawostka, bo to niewiele osób o mnie wie: organizuję też terenowe, fabularne gry integracyjne dla firm :))))

    P.S. Taki Dziadek to skarb! 🙂

    • Dziękuję i wzajemnie! 🙂 Ciekawe miałaś przygody! 🙂 W tych badaniach marketingowych ważne jest zachowane właśnie tego dystansu, o którym piszesz 🙂 Ja też tak je traktuję 🙂 Fajnie, że znalazłaś swoje miejsce! Tą organizacją gier fabularnych dla firm to mnie zaciekawiłaś! 🙂 Zdradź mi jakiś maleńki szczegół, bo nie zasnę z ciekawości 🙂

      • To się zaczęło od prywatnej przygody z ekstremalnymi grami miejskimi, które odbywały się nocą 😉 A później okazało się, że można to przekuć na biznes. I to biznes z frajdą – a to zdecydowanie lubię! 😉

        • Pięknie to napisałaś! Ale fajnie, że taki przypadek wskazał Ci właściwą drogę 🙂

  • Gosiu dzięki za Twoją historię 🙂 Fajnie wiedzieć, jak ona wcześniej wyglądała 🙂 Miałaś różne ciekawe przeżycia, ale praca na budowie zaskoczyła mnie najbardziej ! Przy okazji całkiem ciekawa wycieczka (oczywiście połączona z pracą). No i Twój Dziadek- bezcenne wspomnienie 🙂
    Ja pracowałam w różnych miejscach. Moją pierwszą pracą za pieniądze była praca na studiach. W ogóle studia to taka mała szkoła życia – nowe miasto, praktycznie bez znajomych. Na początku było ciężko i to nawet bardzo, ale później było już tylko lepiej, a przez to zostałam też w Poznaniu 🙂
    A więc…. studiowałam dziennie, a dodatkowo po szkole pracowałam w markecie. Centrum handlowe było na drugim końcu miasta, więc ze szkoły czasem od razu jechałam z koleżanką do pracy (mieszkałyśmy razem i pracowałyśmy) a czasem miałyśmy chwilę, żeby wrócić do domu i coś zjeść. No i tak praca do 21- 22, po czym znów powrót na drugi koniec miasta do domu. Oprócz tego praca w weekendy – często po 11- 12 godzin. Pracowałyśmy tak pół roku. W sumie nie narzekałam bo fajnie było mieć coś dodatkowych pieniędzy dla siebie, ale ważniejsze było to, by wspomóc rodziców. Pracę zostawiłam dlatego, że w wakacje wybierałam się do Londynu. Mam tam kuzynkę i pojechałyśmy z koleżankami właśnie tak i na miejscu szukałyśmy pracy. Ja pracowałam tak, że sprzątałam mieszkanie codziennie u jednej rodziny , a w weekendy pracowałam w barze. W sumie było całkiem fajnie – ciekawe doświadczenie no i oczywiście Londyn :))) Pracowałam też na call center – bywało ciężko, ale miałam bardzo fajny zespół , więc to był duży plus. Później kontynuacja w obsłudze klienta i sprzedaży i tak się potoczyła moja ścieżka 🙂 No to się rozpisałam :)))

    • Nie ma za co 🙂 To ja dziękuję, że podzieliłaś się też swoją 🙂 To bardzo miłe 🙂 Londyn – tam mnie jeszcze nie było, ale planujemy się wybrać 🙂 🙂 Czasem fajnie sprawdzić się w kilku miejscach, aby z czasem odkryć to, co naprawdę chcemy w życiu robić 🙂 O tych studiach, przeprowadzce i braku znajomych – coś wiem 🙂 Dzięki Magda!

      • Gosiu tak mnie wzięło na pisanie 🙂 Mi również bardzo fajnie czytało się Twoją historię. Londyn bardzo polecam. Później byłam jeszcze w następnym roku. Też sprzątałam w domu, ale innym 🙂 Pamiętam, że przez kilka dni było gorąco, a ja prasowałam kilka godzin stertę ubrań i myślałam, że odjadę z gorąca :)) Ale oprócz tego było fajnie 🙂 Ja chcę za jakiś czas wrócić , odwiedzić Londyn. Uwielbiam to miasto, mimo, że jest tak duże 🙂 Jak już będziesz to liczę na dużo zdjęć ! Studia to taki ciekawy czas 🙂 Pozdrowienia dla Ciebie :))

  • Ja tak na prawdę, poza pracą w knajpach w wakacje, nigdy nie pracowałem poza swoją branżą i od razu trafiłem do agencji na stanowisko grafika. Chyba dlatego, że nie liznąłem innych prac, teraz zdarza mi się narzekać na swoje zajęcie;)

  • Łukasz Kłosiński

    Najbardziej zainteresował mnie podpunkt: „Praca na budowie” oczami wyobraźni zobaczyłem 17latkę dźwigającą po rusztowaniu cegły, które następnie smarowała cementem i układała ściany! Hahaha

    Moje doświadczenia są niezbyt ciekawe, a to ze względu na to, że ja zawsze fotografowałem. Żadnej innej pracy nie próbowałem, od gimnazjum ta fotografia była na pierwszym miejscu i wyrósł taki fotograf samouk. 😉

    • Zamiast cegieł – były to płyty gipsowo-kartonowe, ścian nie układałam – tylko je wyburzałam 🙂 Ciężkie jak cholera, ale dawałam radę 🙂 Też jestem samoukiem i cieszę się, że jest ich więcej 🙂 Trzymam kciuki za Ciebie 🙂

  • Ja od matury przez całe studia pracowałam jako wychowawca, a potem kierownik na koloniach. Dzieciaczki płatały figla, ale też wiele mnie nauczyły. Może wrócę do tej pracy na emeryturze. 🙂

    • Jeśli ją lubisz – nie widzę problemu 🙂

      • Kiedyś lubiłam, teraz nie, bo to bardzo odpowiedzialna, a niestety niskopłatna praca. Za to świetna praktyka dla studentów kierunków pedagogicznych.

  • O kurczę, praca na budowie 😀 Ostatnio myślę o copywritingu i muszę się mocno zagłębić w temat. I też pracowałam w szkole językowej, jako lektor 🙂

    • Powodzenia w takim razie 🙂 Skąd zainteresowanie copywritingiem? 🙂

      • Stąd, że lubię pisać, jestem wszechstronna i praca zdalna byłaby dla mnie idealna. Wolę żyć w napięciu niż być ściśnięta przez sztywne godziny pracy. I naprawdę nie wiem, dlaczego dopiero teraz na to wpadłam 🙂

  • Do każdego doświadczenia staram się podchodzić tak, jak mniej więcej pisał Lars Christensen: myśl, że będzie można to kiedyś opisać pozwala mi przetrwać 😉 A moją pierwszą pracą było poranne rozdawanie gazet na ruchliwych ulicach. Po kilku tygodniach stania między samochodami moje czerwone tenisówki pokryły się żółtym nalotem od spalin ;D Ale wspominam tę pracę jaj pożyteczną frajdę. Pamiętam, jak raz na pasach wcisnęłam cały plik gazet do okna autobusu. Pasażerowie rzucili się na nie jak na świeże bułeczki.

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi