My first 7 jobs, czyli co robiłam zanim zostałam copy

Posted in Lifestyle, Rozkminy, Storytelling
on Luty 15, 2017

Dziś na blogu opowiem Wam o tym, kim byłam, zanim zostałam copywriterką. Trochę tego było, praca w różnych zawodach nauczyła mnie elastyczności, pozwoliła dojść do pewnych wniosków, poznać wiele świetnych osobowości. Dzięki temu nabrałam też doświadczenia, pewności do podróżowania, a jednocześnie odwagi. Dodatkowo pozwoliła mi też na rozwinięcie skrzydeł, poznanie innych zawodów z dystansem, a jednocześnie wykazania się w nich. Dodam, że jestem jednak sercem za freelancingiem i chyba nigdy mi to nie przejdzie 🙂

 My first 7 jobs, czyli o pracach i innych nieszczęściach 🙂

No to zaczynamy, my first 7 jobs, czyli o kilku pracach, które przewinęły się przez mój życiorys. Nie było tego jakoś bardzo dużo, ale każda z nich z pewnością była fajnym doświadczeniem, po którym z odwagą mówię „Żadnej pracy się nie boję”! 🙂

Odkurzanie aut

To pierwsza moja praca w życiu. Pracowałam jeszcze jako dziecko podczas wakacji. U dziadków na podwórku czyściłam samochody należące do członków mojej rodziny (włącznie z odkurzaniem, którego nie cierpię). Nie robiłam tego dla kieszonkowego, które było skromne, ale bardziej dlatego, że chciałam pomóc. Najbardziej chyba lubiłam mycie szyb i wycieranie z kurzu deski rozdzielczej. Zabawa w pianie też była niezła, szczególnie w upalne lato. Podczas odkurzania trzeba było się narobić, ale nigdy nie narzekałam. Znienawidziłam to później, dopiero przy pracy w domu.

Prace w domu

Jako, że byłam bałaganiarą (i nadal nią jestem) miałam dodatkową motywację, aby sprzątać. Przynajmniej tak sobie to wymyślili moi rodzice. W dzieciństwie dostawałam 10 zł tygodniowo wypłacane w każdą niedzielę w banku w monetach po 1 złoty. Jako dziecko wolałam monety, bo to było ilościowo więcej pieniędzy. Ponadto żyłam wtedy w czasach, gdy fajnym gadżetem był kasetownik na pieniądze, na który swego czasu bardzo chorowałam. Lubiłam przechowywać w nim pieniądze, bo były uporządkowane. Aby je otrzymać – warunek był jeden. Sprzątanie całego domu raz w tygodniu (jakieś 60 metrów kwadratowych) + chodzenie do kościoła w każdą niedzielę. Obrzydło mi to do szpiku kości. Dawałam radę tak przez długi okres czasu, bo wiedziałam, że moi rodzice ciężko pracują i rzadko bywali w domu. Jednym z moich obowiązków było odkurzanie. Do tego czyszczenie płytek na balkonie w każdy weekend, które i tak stale były brudne od nadmiaru kwiatów i kotów, które lubiły tam przesiadywać. Nienawidziłam tego. Wyobraźcie sobie sprzątanie takiego mieszkania + balkonu i odkurzanie każdego pomieszczenia starym odkurzaczem. Można to znienawidzić, ja znienawidziłam to tak bardzo, że teraz w mieszkaniu mam panele i nie odkurzam. Nigdy w życiu tego nie zrobię, choćby nie wiem co.  Szczególnie dlatego, że role między mną a moim bratem nigdy nie były odpowiednio podzielone, a ja zawsze jestem za sprawiedliwością w życiu i równouprawnieniem. Zawsze to ja wykonywałam najwięcej roboty, a on wolał grać na komputerze. Był starszy, więc rozumiecie, jako młodsza niewiele mogłam zdziałać.  Jak się domyślacie, sprzątanie ani wizyty w kościele nie wyszły mi na dobre i nie wytrzymałam w tym zbyt długo, bunt jednak w tym przypadku wyszedł mi zdecydowanie na dobre. Jednak ta drobna praca nauczyła mnie konsekwencji i dokładności w działaniu. Wiem, że jak chcę to potrafię dać z siebie wszystko.

Praca na budowie

Nie wiem czy wiecie, ale mając 17 lat i będąc zakochaną gówniarą w chłopaku z drugiego końca Polski postanowiłam odważyć się na to szaleństwo… Pewnej nocy, dokładnie o drugiej w nocy postanowiłam „wsiąść do pociągu byle jakiego”, a dokładniej w pociąg do Szczecina i pojechać do mojego chłopaka. Moi rodzice się na to nie zgodzili, choć wiedzieli, że i tak tak zrobię. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Poszłam do dziadków i powiedziałam mojemu dziadkowi dlaczego chcę tam jechać i dlaczego mi tak na tym zależy. Dał mi wtedy dwie buteleczki gazu łzawiącego i powiedział „Schowaj je sobie do torebki. Bez tego nie pojedziesz”. Nigdy w życiu się tak nie śmiałam i nie płakałam jednocześnie.

Tydzień później byłam już w Wiedniu. Moi rodzice wiedzieli o tym. Pojechałam tam na wakacje do pracy. Ojciec mojego chłopaka miał firmę budowlaną. Pojechaliśmy tam na 2 miesiące budować nowe osiedla. Bardzo miło wspominam ten wyjazd i choć nie miałam wcześniej żadnego doświadczenia budowlanego ta praca bardzo mnie ukształtowała. W pociągu do Szczecina poznałam cudownych ludzi (jadąc do Szczecina i wracając potem do domu przez pół Polski) z wieloma tymi ludźmi potem rozmawiałam wielokrotnie w sieci. No nie da się tego opisać. A praca na budowie w Wiedniu? Mimo że do najłatwiejszych nie należała, lubiłam to. Szczególnie wspominam moment demolki starej wypożyczalni video (takie było zadanie), więc rozwalaliśmy ściany, niszczyliśmy stare meble, sprzątaliśmy. Najbardziej lubiłam tynkowanie ścian, malowanie ich, a także znoszenie płyt gipsowo-kartonowych po schodach w ponad 30-stopniowym upale. Największe wyzwanie? Zmieszczenie ich do ciasnej jak cholera windy! Dzięki tej pracy zarobiłam pierwsze pieniądze na wymarzony wtedy aparat cyfrowy. Szczytem marzeń było posiadanie własnej lustrzanki, ale nie było mnie na nią stać, więc zainwestowałam swoją wypłatę w kobiecego i czerwonego Nikona Coolpixa.

Call center

Jak to się mówi „liznęłam call center”. Zaczęło się od tego, że chciałam zobaczyć jak to jest. Poszłam na rozmowę, potem na dzień próbny. Wielka sala, mnóstwo ludzi i słuchawki. Tak naprawdę poczułam, że jestem tam przypadkowo. Nie do końca przemawia do mnie taki biznes. Nie potrafię odnaleźć się w czymś takim i nie pasuje mi biznes, gdzie ludzie są nastawieni tylko na wyniki, a pracownicy są traktowani jak myszy zasuwające w kołowrotku po LSD.

Praca w sklepie odzieżowym 

Pracowałam jako studentka w sklepie odzieżowym w centrum handlowym. Często po 12 godzin dziennie. Głównie dlatego, że kiedyś marzyłam o pracy jako sprzedawca i chciałam to przeżyć na własnej skórze. No więc przeżyłam i to dosłownie. Lubiłam tam pracować, poznałam świetne dziewczyny. W skrócie to: było co robić i nie było co robić. Jednak z czasem odkryłam, że przewieszanie ubrań z wieszka na wieszak to nie jest spełnienie moich marzeń. Poczułam, że marnuję swój czas. Najgorszy moment? Nigdy nie zapomnę jak pewnego popołudnia ukradli nam skórzaną kurtkę, która była przy wejściu i była warta 500 złotych. Najmilszy moment? Zniżki dla pracowników, był to czas, gdy uwielbiałam ubrania, choć wybierałam je rozsądnie. Plusem było też fajne i seksowne body w moim ulubionym kolorze, które trzymałam przez kilka lat w szafie na pamiątkę 🙂

Praca w drogerii 

Ta praca też należała do grona moich ulubionych. Miała dużo plusów, ale też minusy, które ostatecznie przeważyły nade wszystko. Zacznę od tego, że marka drogerii dopiero wchodziła na rynek, a my byliśmy pierwszymi, którzy w Warszawie otwierali drogerię. Nie da się słowami opisać tego szaleństwa z kartkami i cenami, nie da się opisać tego, że trzeba było pilnować klientów, aby niczego nie wynosili ze sklepu i nie da się opisać słowami tego, że do pracy wstawałam o 3 w nocy, aby dojechać tam na 4 rano! To był typowy pracoholizm, ale nie da się inaczej przy otwieraniu drogerii, przynajmniej tak sobie to wtedy tłumaczyłam… Zasuwałam wtedy całymi dniami, o wolnym nie było mowy. Życie osobiste? Śmiech na sali! Robiliśmy tam wszystko – od mycia szyb, po regularne sprawdzanie cen, po obsługę klientów na kasach. O warunkach jakie tam były nie napiszę. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić jedzenie śniadania w ciemnym i paskudnym korytarzu. Pamiętny dzień nadszedł wtedy, gdy miałam jeden jedyny dzień wolnego, podczas którego odebrałam telefon, że mam przyjść do pracy. Odpowiedziałam, że przyjdę po swoje rzeczy. Nienawidzę łamania obietnic, nie toleruję tego.

Copywriting 

No i tak odkryłam, że tu spełniam się zawodowo i jest to praca moich marzeń. Intuicja jednak nie zawodzi 🙂

W międzyczasie pracowałam jeszcze w dwóch sklepach papierniczych i szkole języka angielskiego, teraz mi się przypomniało 🙂

A Wy? Jakie macie doświadczenie zawodowe? Jaką pracę wspominacie najmilej, a jaka była najtrudniejsza do zniesienia? 🙂 A może macie już wpisy z tego cyklu na blogach? Chętnie zajrzę!

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi