Historia autentyczna: O czym marzy 25-latka?

Posted in Inspiracje, Lifestyle
on Wrzesień 2, 2017
O czym marzy 25-latka?

Odkąd pamiętam marzenia były ważną częścią mojego życia. Właściwie wszystko im podporządkowałam. Były wśród tych marzeń, takie trochę nierealne, co z czasem pokazał mi czas, ale gdy ktoś mi mówił, że nie uda mi się czegoś spełnić, mówiłam zawsze pod nosem „Jeszcze zobaczymy”. O czym marzy 25-latka? O tym przeczytacie we wpisie.

O czym marzy 25-latka?

Jeszcze siedem lat temu moim wielkim marzeniem była przeprowadzka, zmiana stylu życia, niezależność i wolność. O wolności z tego wszystkiego marzyłam najbardziej na świecie i o spokojnym życiu. Potrzebowałam tego jak tlenu, a o tym najbardziej świadczy ten wpisDla kogoś może jest to błahostka, coś łatwego do zrealizowania, ale powiem Wam, że po kilku ładnych latach naprawdę można odetchnąć pełną piersią. Siedem lat temu nie miałam prawie nic z tego co mam dzisiaj. Potrzebowałam zmiany, która nadeszła z czasem i pokazała mi, że naprawdę warto w życiu dążyć do spełniania swoich marzeń. Swoich, nie cudzych. Nigdy nie interesowało mnie studiowanie polonistyki, prawa, bycie lekarzem, zarabianie kupy siana w zawodzie, który nie ma nic związanego z kreatywnością, udowadnianie komuś kim jestem przez pryzmat tego, ile zarabiam i jak mam fajnie w życiu. Nie potrzebowałam drogiego samochodu, kredytu na mieszkanie, imprez w każdy możliwy weekend, upijania się do nieprzytomności. A to wszystko dlatego, że nie lubię życia na pokaz, nie chciałam żyć dla aprobaty innych, żeby mieć o czym rozmawiać potem przy rodzinnym stole i udowadniać ile jestem warta. Nie interesowało mnie bycie marionetką uszytą z upodobań innych.

Bardzo dużo zmieniło się w 2010 roku, a właściwie pod koniec roku, gdy poznałam Łukasza. Tu opowiem o pierwszym marzeniu, które zaczęło się spełniać dość nieświadomie. Miałam za sobą trochę internetowych miłostek, ale żadna nie była na tyle dojrzała, żeby przetrwała próbę czasu. My poznaliśmy się na Gronie – takim portalu społecznościowo-randkowym, przez taką dziwną aplikację randki. Tam się zakładało konto, wstawiało swoje zdjęcie, można było wysłać do kogoś wiadomość albo pod zdjęciem określić swoje zamiary za pomocą dwóch guzików „tak” albo „nie”. Gdy to piszę, śmieję się, bo to z perspektywy czasu jest zabawne i brzmi trochę tak, jakby byli tam ludzie bardzo zdesperowani. Z perspektywy czasu myślę, że łatwiej poznać kogoś w sieci niż w klubie (choć w obu przypadkach może być niebezpiecznie).

Założyłam konto o 3:00 w nocy, na drugi dzień miałam jakieś 20 stron wiadomości od różnych facetów. Muszę przyznać, że to był szok, choć nigdy nie przeczytałam wszystkich. Wśród wiadomości, które udało mi się przeczytać, była ta od niego. Od razu przyciągnęło mnie czarno-białe zdjęcie profilowe za perkusją, które było bardzo seksowne.  Choć w życiu bym mu tego nie napisała, ale potrafiłam je i jeszcze inne oglądać godzinami. Był starszy ode mnie o 3 lata, ale to mi nie przeszkadzało. Zawsze lubiłam starszych facetów. To zabrzmi dziwnie, ale nawet wyobrażałam sobie dźwięk tej perkusji.

Najpierw wymieniliśmy kilka wiadomości na Gronie, a potem… napisał do mnie na Gadu-Gadu. Nie wiedziałam, że to on. To był czas, gdy na komunikatorze pisało do mnie dużo facetów, a ja nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, więc każda przychodząca wiadomość była przeze mnie traktowana jak spam. Do czasu. Napisał coś, czego nikt inny nie napisał. Proste, konkretne, uprzejme, co dla mnie było rzadkością:

„-Cześć, masz chwilę?”.

No i tu przekleństwo cisnęło mi się na usta, bo nie miałam chwili, byłam przy kompie z doskoku, próbowałam odkurzyć całe mieszkanie i byłam tak zmachana, że nie miałam chęci na żadną rozmowę. Do tego tamte wiadomości, które mnie wkurzały powiadomieniami.

Ale on się nie poddał. Pisał codziennie, potem coraz częściej.

Odpisałam mu wtedy:

„-Szczerze to nie”.

Milczał, ale miałam wrażenie, jakby czekał na właściwy moment.

Potem jakoś znowu się odezwał i wiedziałam, że nie przestanie pisać. Kilka dni przed wigilią zadzwonił do mnie. Rozmawialiśmy wtedy długo, a później na kilka dni przed Sylwestrem zapytał mnie jakie mam plany. Trochę mnie to zszokowało. Pomyślałam sobie: „Tak od razu?”. No to mu napisałam, że nie planuję niczego szczególnego, że siedzę w domu.

A on napisał, że mnie zaprasza do siebie na imprezę, na próbę jego zespołu. Napisał to tak, jakby nie przyjmował odmowy, coś takiego:

„-Przyjadę po Ciebie w sobotę, a potem Cię odwiozę”.

100 km w jedną stronę!? No zwariował! Kto by się tak poświęcał! – tak wtedy myślałam.

Do dnia jego przyjazdu naprawdę mu w to nie wierzyłam dopóki nie zobaczyłam jego samochodu pod oknami domu mojej koleżanki. Bardzo nie lubię obiecywania i niedotrzymywania tych obietnic.

Nagle SMS od niego:

„-Gdzie mam jechać, bo już jestem? Podaj mi adres”.

Szok! I naprawdę przyjechał. Co z tego, że w drodze prawie wpadł w zaspę śniegu. Ważne, że dotarł. Miałam zostawiać odwieziona do domu na drugi dzień po imprezie, ale zostałam u niego tydzień. Potem mnie odwiózł, a mojej mamie kupił chyba największą czerwoną różę, jaką widziałam na oczy. Mieliśmy od siebie tylko tydzień przerwy w życiu. To był jeden, jedyny tydzień przerwy przez 7 lat! 

Nie planowałam jakoś specjalnie mieszkania w Warszawie, tak się po prostu złożyło. Po części tu studiowałam, wynajmowałam mieszkanie na Ochocie (kilka dzielnic od jego dzielnicy, po przeciwnej stronie Wisły), gdzie on musiał do mnie przyjeżdżać przebijając się przez samo centrum w godzinach szczytu. Tak się złożyło, że bywałam więcej u niego niż w wynajmowanym mieszkaniu. Doszliśmy do wniosku, że to bez sensu mieć to i to. Po jedynym tygodniu rozłąki, o którym pisałam wyżej, zdecydowaliśmy się razem zamieszkać. I choć ktoś by mi powiedział, że to bardzo szybko to ja uważam, że bardzo dużo to nam dało – przez tak długi czas mogliśmy się naprawdę poznać, co było wielkim ułatwieniem po ślubie. Nigdy nie zapomnę tego momentu, gdy pierwszy raz znalazłam się na Pradze. Wszędzie blokowiska, nie wiedziałam gdzie tam naprawdę jestem, a przecież mogło być różnie. Pamiętam też pierwszy spacer bardzo starymi bramami praskimi, gdzie nie zawsze bywa bezpiecznie. Pamiętam pierwszy moment, gdy zaprosił mnie do powojennego bloku na samą górę. To było już po imprezie na sali prób niedaleko domu i po tajemniczej wizycie na dachu pewnego budynku. Gdy otworzył mi drzwi od windy. On tego momentu już nie pamięta, ale ja pamiętam bardzo dobrze. 

W mieszkaniu na stole była taka długa, czerwona róża.

–  To dla Ciebie.

Trzy słowa, jeden gest i to wystarczyło, aby moje marzenie zaczęło się spełniać.

Jestem szczęśliwa, gdy piszę to po siedmu latach wspólnego życia, głaszcząc po brzuchu naszą fasolkę 🙂

O reszcie moich marzeń przeczytacie we wpisie gościnnym na blogu Marheri Crafts w ramach cyklu „Było sobie marzenie”.

O czym marzy 25-latka?

 

Jak przetrwać 2 lata razem i mieć małżeństwo bez zgagi?
Aktualnie we wrześniu
  • Paulina

    Nie mogłam się oderwać. Po prostu nie mogłam, jakbym czytała książkę ! WOOW ! Dawno tak dobrego postu nie czytałam i to takiego prawdziwego !
    Życzę szczęścia i miłości oraz trzymam kciuki za dzidziusia 😀 <3

    • Dziękujemy bardzo 🙂 Tak to jest z tym przekleństwem pisania 😉

  • Sama prawda, powodzenia. 🙂

    • Dziękuję 🙂

  • Piękne uczucie, kiedy spełniają się marzenia. Cudownie, kiedy miłość nas odnajduje. 🙂

  • Piękna historia! 🙂 Życie jest nieprzewidywalne! A wiesz co? Ta historia ma dużo wspólnego z naszą..kiedyś opowiem 🙂 Łukasze mają coś ze sobą wspólnego chyba!

    • Dziękuję 🙂 Tak, w Łukaszach jest coś takiego… że diabeł tkwi w szczegółach 🙂 Chętnie przeczytam Waszą historię!

  • Świetna historia :). Świetnie, że udało Ci się spełnic marzenie, wyobrazam sobie jak bardzo musisz byc szczęśliwa :).

    • Dziękuję 🙂 Zdarza mi się nadal w to szczęście nie dowierzać 🙂

  • Magda

    Rewelacyjny post 🙂 Odnalezienie miłości swojego życia, a przy tym spełnienie jednego z największych marzeń = najlepsze uczucie na świecie! 🙂

    • Myślę, że tak 🙂 Dziękuję!

  • Świetna historia. Fajnie, że spełniło się twoje marzenie! 🙂

    • Dziękuję 🙂

  • Na portalach randkowych można spotkać wielu freaków i zboków, więc fajnie, że Tobie udało się znaleźć miłość, która przetrwała 😉

    • Oj tak, to prawda 😉 Internet bywa niebezpieczny 🙂 Też się cieszę, że są jeszcze normalni, zdrowi na umyśle faceci 😉

  • Gdy czytam takie historię to od razu pojawia się jeszcze większa energia do spełniania marzeń 😉

    • Bardzo mi miło, że ten tekst dał Ci energię 🙂 Trzymam mocno kciuki za każde z Twoich marzeń! 🙂

  • Monika

    Może zadziałała ta twoja intuicja, której tak ci zazdroszczę 😉
    Gratuluję szczęścia, fajnego męża i fasolki 😉

    • Może? Kto to wie? 🙂 Dziękuję bardzo 🙂

  • Gratuluję Wam i bardzo się cieszę, że tak fajnie potoczyła się Wasza internetowa znajomość 🙂 Wiem, że internet może łączyć w pary, sama się o tym przekonałam 🙂

    • Dziękujemy 🙂 To coś nieprawdopodobnego 😉 Cieszę się, że i Tobie się udało 🙂

      • Oj tak, jestem wdzięczna za spotkanie 5 lat temu, które odmieniło moje życie 🙂

  • Wow, świetna historia – od razu dodaje trochę wiary w ludzi i miłość 🙂

    • Dziękujemy 🙂

  • Pati Lipinska

    Super historia !

    • Dziękuję 🙂

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi