Praca freelance przy dziecku – jak to u nas wygląda?

Posted in Bujam się, Copywriting, Lifestyle
on Sierpień 3, 2018
Praca freelance przy dziecku - jak to u nas wygląda?

Gdy byłam w ciąży, dużo się nasłuchałam o tym, jak wygląda praca freelance przy dziecku. Niektórzy mówili wprost: „Daj sobie spokój, zapomnij o pracy, to się nie uda!”. Inni sądzili, że nie da się poświęcić pracy na 100 %, bo zawsze coś na tym ucierpi. Nie brakowało też tekstów: „Ty będziesz mieć łatwiej, bo pracujesz w domu”. Jak to wygląda u nas? 

Praca freelance przy dziecku – nasza nowa, wspólna codzienność

Od samego początku, jakby automatycznie, nastawiłam się na horror, a dokładniej na to, że trafi mi się wyjątkowo trudny egzemplarz high need baby, więc praca będzie mocno ograniczona i obstawałam przy swoim, że z niej nie zrezygnuję, bo nie umiem! Wyobrażałam to sobie tak, że moje dziecko będzie bardzo dużo płakało, a ja nie będę wiedziała, jak je uspokoić i naprędce zacznę wymyślać jakieś cudne sposoby na zabawę, wymyślne piosenki i coraz to nowsze melodie.

Oczami wyobraźni widziałam siebie jako umęczoną matkę, która ma zakwasy od noszenia dziecka i nie ma czasu pójść pod prysznic (takie zakwasy miałam tylko raz, a z prysznicem wycwaniłam się, że wkładam dziecko do bujaczka i mam chwilę, żeby się ogarnąć). Uprzedzając pytania: nie, dziecko mi wtedy nie płacze, bo jest nauczone, że mogę swobodnie wyjść z pokoju. Obiecałam sobie też coś najważniejszego, a mianowicie, że będę cierpliwa. Nauka szumnie brzmiącego „work-life-balance” całkiem dobrze mi wyszła. 

Pamiętam doskonale początek roku, gdy byłam pełna obaw: jak to sobie wszystko poukładamy; jak będzie wyglądała praca freelance przy dziecku; jak ustalimy obowiązki; jak rozdzielimy opiekę w ciągu dnia i jak nasza córka będzie się zachowywała z każdym kolejnym miesiącem. Dziś wiem jedno: wyobrażenia to jedno, życie to drugie, a zastanawiać się można bez końca. 

Praca freelance przy dziecku

Nasz pierwszy miesiąc

Początek roku był dla mnie ekstremalnie trudny, żeby nie skłamać: najtrudniejszy ze wszystkich miesięcy, głównie dlatego, że o macierzyństwie nie miałam zielonego pojęcia i wielu rzeczy nie wiedziałam. Musiałam odnaleźć się psychicznie w nowej roli mamy (na co potrzebowałam tygodnia), sytuacji (co zajęło mi miesiąc). Pisałam o tym, co mi dało macierzyństwo w tym tekście.

W tym czasie nasze dziecko głównie spało najwięcej w ciągu dnia. Potem budziło się w nocy na karmienie i chciało dalej spać. Choć zdarzały się sytuacje nieprzewidziane: nocne pobudki trwały dłużej niż zazwyczaj i pamiętam, że przez pierwszy miesiąc trudno było się wyspać, więc te noce były loterią: kilkanaście razy poszła spać od razu po karmieniu, innym razem musieliśmy ją usypiać dłużej, ale nigdy nie było tak, że nie spała nam przez całą noc.  

W tym czasie pracowałam najwięcej w ciągu dnia (tak jak widzicie na zdjęciu powyżej), trzymając czasami dziecko na kurze (taka poduszka), gdy już chciała spać. Ogromnym plusem było to, że była przyzwyczajona do dźwięku pisania na klawiaturze, co dodatkowo ułatwiało zadanie. Jednak nie myślcie sobie, że było tak kolorowo i łatwo: czasami marudziła, nie chciała spać, bo coś jej nie pasowało, więc kombinowałam, poprawiałam ją i próbowałam na wszelkie możliwe sposoby.

Powiem też coś zaskakującego: nasze dziecko praktycznie w ogóle nie płakało. No dobra, zdarzyło się to może z trzy razy, przed jedzeniem, bo jest bardzo niecierpliwa, ale codziennie bardzo dużo się śmieje i tak jej zostało. Przez pierwszy miesiąc miałam luz z pracą: kończyłam duży projekt, więc mogłam sobie pozwolić, aby nieco zwolnić tempo, a bardzo tego potrzebowałam. 

Kolejne miesiące 

Kolejne miesiące również ku ogromnemu zaskoczeniu, wspominamy dość dobrze. Nasza córka dość szybko nauczyła się rytuałów, czyli spania w konkretnych godzinach, jedzenia o stałych porach dnia. Te rytuały to nie były tak na pstyknięcie palców. To nie jest tak, że się powie do dziecka „Śpij Kochanie” i ono zaśnie.

Nasze rytuały były wypracowane, to znaczy: kładliśmy nasze dziecko do łóżeczka np. o dziewiętnastej, gdy już widzieliśmy, że była zmęczona i uczyliśmy samodzielnego zasypiania od pierwszego miesiąca życia. I nie przyszło nam to łatwo, nie było efektów od razu. Raz chciała tak spać, innym razem nie i musieliśmy ją wziąć do siebie. Z czasem szło łatwiej: zasypiała od razu w łóżeczku, wystarczyło powiedzieć „dobranoc”, delikatnie pogłaskać po włosach i ucałować, żeby poszła spać, ale i tu nie obyło się czasami bez marudzenia. Z czasem przywykła do tego i nauczyła się spać sama w łóżeczku. W dzień miała od dwóch do czterech drzemek z różnym czasem trwania: od 30 minut do kilku godzin. W tym czasie realizowałam więcej zleceń i jeden dość spory projekt, który wymagał dużego zaangażowania. 

Najbardziej mała zaskoczyła nas, gdy zaczęła (od razu po pierwszym miesiącu), przesypiać noce. Nikt nie potrafił nam w to uwierzyć! Niemal wszędzie słyszeliśmy historie od rodziców, że ich dzieci nie śpią; a oni nie pamiętają, kiedy się wyspali. Pytali nas, co my robimy, że nasze dziecko tak ładnie śpi.

Kładliśmy ją spać o godzinie dziewiętnastej i potrafiła spać do siódmej rano! Potrafiła też przespać 15 godzin bez przerwy, co było dla nas wielkim szokiem! Zastanawialiśmy się nawet, czy wszystko jest w porządku, że tak długo śpi, a gdy ten nawyk powtarzała, bardzo się ucieszyliśmy. Ze snem nie ma problemów, bo tak jest do dzisiaj, choć skończyła w lipcu pół roku. 

Pół roku 

Pół roku to czas nieco trudniejszy, ale byłam na to przygotowana. Ząbkowanie, więcej możliwości ruchu, większa ciekawość świata. Radzimy sobie, nie powiem, że nie. Z pracy nie zrezygnowałam i nie zamierzam (dzięki za rady!). Maleństwo w dzień śpi znacznie mniej niż wcześniej, choć nadal są drzemki. Czasami trwają do dwóch godzin, innym razem jest to kwadrans lub pół godziny. A ja naprawdę dużo mogę zrobić przy takim maluchu.

Teraz większość czasu spędza na zabawie w kojcu, więc mam ręce wolne i nie muszę co chwilę jej brać do siebie. To dużo ułatwia, choć ktoś by powiedział, że jest mało wychowawcze. Nie oznacza to, że nie robię sobie przerw, żeby wziąć dziecko na ręce. Jest też trudniej ze skupieniem, szczególnie przy wymagającej pracy umysłowej, ale nie narzekam, bo obiecałam sobie, że nie będę. Dodatkowo: pociesza mnie trochę świadomość, że naprawdę nie mam najgorzej, że nie jest tak, jak to sobie wyobrażałam na początku.

Szerzej o tym, jak wygląda praca przy dziecku, które skończyło pół roku napiszę na pewno w osobnym tekście, bo potrzebuję trochę czasu na obserwację tego, jak będzie i wnioski. Sprawdza mi się model pracy: mniej, a mądrzej (ale to już od kilku lat), dzięki temu mam więcej czasu na wszystko. 

Praca freelance przy dziecku, czyli krótko o tym, co robię

Na co dzień jestem freelance copywriterką we własnej firmie. Oprócz pisania tekstów, wymyślania koncepcji i strategii, marketingu i przyziemnych rzeczy jak wystawianie faktur, zajmuję się też wieloma innymi sprawami, tymi mniej przyjemnymi: przelewami i opłatami. Wymaga to ode mnie bardzo dobrej organizacji czasu, w której pomaga mi niezawodny system analogowego planowania bullet journal.

Oprócz pracy, realizuję kilka własnych projektów np. piszę na czterech blogach, mam kilka grup na Facebooku i stron w social mediach. W weekendy nie pracuję i w tym czasie odpoczywam psychicznie lub tworzę prace w technice scrapbookingu, które potem wrzucam na bloga. Jeśli mam ochotę, nagrywam filmy instruktażowe i współpracuję z markami. O tym, jak realizuję swoje cele, które co miesiąc sobie wyznaczam w bullet journal, można przeczytać tutaj

 

PS. Ten tekst napisałam dla Was (przed pracą) w czasie porannej drzemki mojego dziecka w godzinę i kilkanaście minut (właśnie co jakiś czas słyszę słodkie chrapanie). Nie spała od siódmej rano. W tym czasie było karmienie, przewijanie, tulenie, noszenie na rękach, chwila na ulubioną bajkę i smarowanie biednych dziąsełek żelem na ząbkowanie. Zasnęła przytulona do podusi i przeniosłam ją do łóżeczka. 

A jak Wy sobie radzicie z pracą przy dziecku? W jakim wieku są Wasze dzieci? Jestem ciekawa!

Książki dla copywriterów - Twoja firma w social mediach

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi