Jak wygląda praca kreatywna + moje biuro

Posted in Inspiracje, Kreatywna Organizacja, Scrapbooking
on Czerwiec 12, 2016

Praca kreatywna – co to?

Dawno mnie tu nie było, praca kreatywna trwa w najlepsze. Musicie mi więc wybaczyć to, że bardzo długo nic nie pisałam. Wychodzę z założenia, że wolę napisać coś porządnie niż na siłę po to, żeby tylko coś wrzucić. To moje podejście, które działa. Uważam, że nie da się pisać na siłę, bo to pisanie wymuszone i takie, którego bardzo nie lubię.

Wracając do tematu posta i tego, o czym chcę dziś Wam opowiedzieć. Opowiem Wam dziś kawałek mojej historii i o tym, czym jest dla mnie praca kreatywna i co przez nią rozumiem. Wiem, że jest wiele osób, które mają awersję do tego słowa, bo mamy czasy, gdy słowo „kreatywne” jest bardzo często nadużywane i szybko stało się modne. Sama go nadużywam i przyznaję, bardzo lubię jak wszystko  jest kreatywne. Tak! Dokładnie tak! 🙂  Kreatywnych zawodów jest na potęgę, wiemy to wszyscy. Dyrektorzy kreatywni, scenarzyści, operatorzy, copywriterzy, graficy, ilustratorzy i cała masa innych osób, które postanowiły zarabiać na swojej wiedzy, zdolnościach i kreatywności. Nie twierdzę, że tylko te zawody wymagają tego, bo oczywiście nie jest to ograniczenie. Są specjalizacje, które wymagają kreatywności samej w sobie, bo to podmiot pracy i są takie stanowiska, w których kreatywność jest tylko dodatkiem. Nieszablonowe myślenie, umiejętność szybkiego reagowania na różne sytuacje sprawdza się także w innych profesjach, ale i w moim zawodzie.

Odkąd sięgam pamięcią byłam wszechstronną osobą (czasami przeklinam siebie za to, bo jest to bardzo uciążliwe, ciągle mam mało czasu na wszystko a nieustannie wymyślam dla siebie nowe pomysły i zajęcia), zawsze coś robiłam – od rysunku, po struganie gałęzi patyczkami po lodach (magia lat 90!), aby zrobić proce aż po pisanie opowiadań, wymyślanie rozmaitych historii i po naukę malowania akwarelami, która nie ma końca i fascynuje mnie do dnia dzisiejszego. Pamiętam czasy, gdy zdawałam maturę i myślałam, jak wiele moich znajomych Co będę robić po maturze? Kim będę?”. W mojej głowie pojawiało się wiele scenariuszy, jedne zakotwiczyły się w niej bardzo silnie, inne minęły wraz z tamtym pamiętnym latem, gdy skończyłam liceum.

Moja krótka historia, czyli od zera do copywritera

Praca kreatywna

Zacznę od tego, że uwielbiam przypadki i nieustanną ciekawość tego, co kryje następny dzień, tydzień, miesiąc, rok.  Jestem buntowniczką z wyboru i w pełni świadomie, uważam, że bunt w moim życiu bardzo mnie ukształtował (nie mylić z głupim buntem nastoletnim :)). Mogłabym rozpisywać się krok po kroku jaką zmianę przeżyłam w swoim życiu oraz o tym, jak wiele się nauczyłam, jak bardzo w międzyczasie zostały zweryfikowane moje plany i marzenia, ale prawdopodobnie ten post na to mi nie wystarczy. Poza tym nie chcę Was zanudzać takimi opowieściami. Zacznę więc od tego, że chciałam pisać zawodowo odkąd skończyłam 11 lat. To było takie moje dziecięce marzenie, pragnienie serca, które dojrzewało we mnie bardzo długo. Można to porównać do małego nasionka w serduchu, które podlewane regularnie ma szansę na rozkwit. Na początku wiadomo, jak to w tym wieku – marzysz, marzysz i marzysz, bez końca i konsekwencji. Nie zastanawiasz się, no bo po co i na co. Po prostu żyjesz ciągle głową w chmurach, odważnie i cierpliwie słuchasz złotych rad, które niekoniecznie jak się okazuje muszą Cię dotyczyć i muszą się ziścić. Wyobraź sobie, że na drodze staje Ci kilka osób, które mówią i pouczają: „Przestań żyć marzeniami do cholery!” i które nie wierzą w Ciebie.

Wydawać by się mogło, że tak być nie powinno, ale życie uczy, że zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasować. Ludzie mają dziwaczną tendencję do pouczania innych, wywyższania się wiekiem, doświadczeniem życiowym, a przecież nie da się komuś jednoznacznie doradzić jak i co ma robić w życiu, bo każdy z nas ma inne cele i ambicje i nie ma absolutnie złotego środka na to wszystko i dla każdego, pasującego do wszystkich sytuacji. Nie lubię tego. Nie istnieje jeden przepis na sukces, podejście do pracy i wierzę w to, że ludzie rodzą się z pewnymi predyspozycjami.

Jak to u mnie było? Do rzeczy! Zacznę od tego, że pisałam bardzo dużo…od zawsze. Odkąd nauczyłam się pisać. Zaczynałam od wierszy, opowiadań, różności. Bardzo długo ćwiczyłam, czasami miałam dosyć, innym razem pisałam jak opętana 🙂 Kilkanaście lat temu pamiętam, gdy nie miałam w domu Internetu, to były początki, pierwsze gadu-gadu, pierwszy komputer, namiętna ciekawość, która pozostała we mnie do dzisiaj i każda chwila wolnego poświęcana na pisanie. Nie lubiłam wieczorów, gdy starszy brat włączał mi program do nauki pisania znany jako Mistrz Klawiatury. Na początku nie wiedziałam po co mi to i na co, traktowałam to jako „zapchaj dziurę” w moich wieczorach. Potem jednak zauważyłam dziwne uwielbienie do tego programu. Im więcej z niego korzystałam – tym bardziej mnie wciągał. Im więcej wieczorów poświęcałam na naukę, tym lepsze rezultaty osiągałam. Nie wiedziałam, że to daje mi początek czegoś wielkiego, przydatnego i fascynującego. Nauczyłam się pisać bez patrzenia na klawiaturę, a to niezbędne w tej pracy.

Praca kreatywna przy biurku - niemożliwe? A jednak!

Praca kreatywna przy biurku – niemożliwe? A jednak!

No więc, jak wiecie marzyłam sobie tak kilka lat, że kiedyś napiszę coś własnego i ta myśl towarzyszyła mi bardzo długo. Moment przełomowy nastąpił w liceum. To był mój czas wyzwań. Nie szłam tam, gdzie moje koleżanki. Intuicja podpowiadała mi „Idź na informatykę i zarządzanie informacją”, chociaż nie wiązałam z tym przyszłości, zwykła ciekawość jak to będzie. Oczywiście, że chciałam taki profil, ale okazało się, że nie utworzyli takiej klasy w moim rodzinnym mieście, bo w tamtych czasach było za mało chętnych. Nie zgadniecie gdzie wylądowałam. Życie jest bardzo przewrotne, a moje szczególnie i pełno w nim złośliwych uśmiechów losu 😉 Dodam tylko, że całe życie nienawidziłam matematyki, której musiałam stawić czoło. Ironiczny uśmiech losu :).

Przypadkiem znalazłam się w klasie pełnej ludzi i nagle usłyszałam: „Jesteście w klasie ekonomicznej!” – tak po prostu, przypadkiem i KROPKA. Moja pierwsza reakcja: przerażenie i jednocześnie niedowierzanie. MATEMATYKA. „Co ja tu robię?! Cholera jasna!” Byłam porażona tą myślą, bo od zawsze miałam umysł humanistyczny i nienawidziłam liczyć. Droga przez mękę. 3 lata w liceum ekonomicznym, które spędziłam wbrew pozorom dały mi bardzo dużo mimo mojej początkowej niechęci. Nazwę to po imieniu – byłam zawsze kiepska z matmy. W liceum miałam dość stanowczą i nieustępliwą babkę od rachunkowości. Miała obsesję na punkcie wszystkiego, co z nią związane i nie pozwalała na błędy. Na początku nie rozumiałam jej podejścia i nie musiałam, znaczy tak mi się wydawało. Pamiętam te tabelki, wałkowanie po 100 razy tego samego i wymuszona konsekwencja, aby każdemu w klasie zgadzały się obliczenia po jednej stronie tabelki i po drugiej. Byłam kompletnie zielona, jak szczypiorek albo jeszcze bardziej. Nienawiść do liczenia rosła z każdą lekcją + moja wrodzona niecierpliwość. Miałam jej tyle, że pewnego dnia myślałam, że wybuchnę. Nienawidziłam ekonomii, której uczyłam się w liceum, matematyki, która mnie przerastała i wrednych przemądrzałych nauczycielek, które zawsze wiedziały lepiej. Dziś stwierdzam, że trochę miały rację, bo mimo że znalazłam się przypadkiem w klasie ekonomicznej to bardzo dużo mi to dało, a może nawet było mi to potrzebne?. Nie sądziłam, że będę kiedyś miała swój biznes i będę musiała nauczyć się tego wszystkiego i że kiedyś stwierdzę, że to przydatne!. Nie do wiary! Człowiek to jednak jest głupi… 🙂

Zdałam maturę z matematyki (chociaż był to dla mnie czas bardzo stresujący), byłam pierwszym rocznikiem, który pisał ją po przerwie. Łatwo nie było, baa! Nigdy nie ma łatwo, ale to nic nowego. Pamiętam, jak w siebie nie wierzyłam i nie sądziłam, że taki oporny umysł na matematykę jak mój potrafi to osiągnąć.  Fakt, może dla niektórych z Was nie jest to czymś spektakularnym, ale wierzcie mi, w tamtych czasach był to dla mnie naprawdę spory sukces i powód do dumy. Udowodniłam sobie, że jednak potrafię! Ten etap utwierdził mnie w przekonaniu, że tak naprawdę jestem w stanie osiągnąć wszystko, o czym tylko zamarzę. Co dalej?

Gdy zdałam maturę – pierwsza myśl: co dalej. Co chcę robić, co będę robić, jak to osiągnąć. W głowie pojawiały mi się kolejne pomysły i kolejne. Przeprowadzając się do Warszawy miałam postanowienie:

„Cokolwiek się nie stanie, będę pisać!”

To był tak silny impuls wtedy, że byłam pewna, że to osiągnę. Szaleństwo umysłu po prostu. Zawsze bardzo ważna w życiu była dla mnie wolność, brak ograniczeń i niezależność. Do dnia dzisiejszego tak jest, to moje priorytety. Z dnia na dzień rzuciłam studia, uważam to za przełomowy moment, którego nie żałuję. To najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć 🙂 Chciałam pracować w domu.  Zostałam freelancerką świadomie, choć nie była to łatwa decyzja. Wcześniej miałam już grunt przygotowany pod to, bo tak jak mówiłam, bardzo dużo pisałam.  Poczułam wtedy ogromną motywację do działania, niesamowitą wolność taką, która uderza do głowy jak najlepszy alkohol i postanowiłam:

„Życie jest za krótkie, aby spełniać chore oczekiwania innych! Wszystko albo nic!”.

Po rzuceniu studiów spotkałam się z brakiem akceptacji w mojej rodzinie i wśród przyjaciół, których potem zostawiłam. Złote rady, uszczypliwe komentarze, wizje tego, jak będzie wyglądało moje życie w ciągu kilku najbliższych lat, a potem cała wieczność. Klamka zapadła. NA PEWNO będę nikim. Każde rodzinne święta wysłuchiwałam pouczeń w stylu „Jak nie skończysz studiów – będziesz nikim”. Wysłuchiwałam tego cierpliwie, dopuszczając do siebie treść, którą potem wyrzucałam drugim uchem. Byłam wierna od początku temu, co miałam w sercu, byłam i jestem świadoma tego, co chcę robić i osiągnąć, dojrzałam do takiej decyzji i przygotowałam sobie drogę, z której dziś jestem dumna.

Zostałam copywriterką od zera. 

Na czym polega moja praca kreatywna? Moje subiektywne odczucia

Szuflada pełna skarbów :)

Szuflada pełna skarbów i notesy, notesy, notesy! 🙂

Ufff…Rozpisałam się! Jeśli nadal to czytasz to dziękuję 🙂 Opowiem Ci teraz co nieco o mojej pracy.

Jak wspomniałam jestem copywriterką, która zaczęła od pracy freelancerskiej. Początki wspominam nieco łatwiej, pod względem organizacyjnym. Miałam zdecydowanie więcej czasu na poszukiwanie klientów, dlatego praca kreatywna była pod tym względem bardzo zróżnicowana. Miałam wtedy czas na odkrywanie wszystkiego, popełnianie błędów (nadal mam ;), ale też rozwój siebie i poznanie dokładnie tego, jak wygląda praca kreatywna. Na początku przeżywałam dużo radości, wszystko mnie ciekawiło, żyłam od zlecenia do zlecenia. Zaczynałam pisać na małym komputerze, co nie było do końca dobrym rozwiązaniem patrząc z perspektywy czasu, ale lepsze to niż nic. Zawsze pisałam na starym, domowym struclu ;), który się zacinał i nie nadążał za mną. Potem przyszedł czas na małe mini o przekątnej ekranu 10,1 cala. Szok. Powrotu do komputera stacjonarnego nie rozważałam, ale gdy kupiłam swój wymarzony komputer…wszystko się zmieniło 🙂 I okazało się, że to była bardzo dobra dla mnie zmiana!

Miałam szczęście do moich klientów – zawsze stawiałam na konkrety we współpracy, miałam swoje zasady, które nadal działają, jasne i zrozumiałe warunki, które w większości przypadków zaowocowały fajnym podejściem i miłą, długotrwałą współpracą. Na początku pisałam na blogu, aż w końcu osiągnęłam ten etap, w którym człowiek ma kilka specjalizacji i ulubionych tematów, ale nadal pozostaję wszechstronna, uczę się, rozwijam, popełniam błędy i piszę o wszystkim. W pracy nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych – od początku na to stawiałam.  Jestem osobą, która ma umysł otwarty i lubi wyzwania. Nie straszne mi deadline’y, duże zlecenia, dynamika pracy kreatywnej, szalone tempo, pisanie po nocach (już nie piszę, miałam taki przypadek tylko kilka razy) czy praca w nieregularnych godzinach, samotność (myśli mi się najlepiej w samotności) i intensywna praca podczas migreny. Nie oszczędzam się i nie narzekam. Nienawidzę tego. W moim życiu nie ma na to miejsca.

Przez lata ciężkiej pracy umysłowej dostrzegam to, jak wiele się zmieniło (także w moim wyglądzie) (tu na gorsze, ale coś kosztem czegoś :)), ale i jest druga strona medalu: praca na swoim zmieniła mnie, pozwoliła mi się zorganizować, przez co wiem jak zarządzać swoją marką i ją kształtować, kierować zespołem i wyznaczać priorytety. Porównując sytuacje – mam teraz zdecydowanie lepiej, rozwinęłam wszystko tak jak chciałam, z korzyścią dla mnie i mojego biznesu. Chociaż muszę przyznać, że nie była to droga usłana różami.  Ustaliłam sobie pewne nawyki, godziny, w których pracuję i stworzyłam swój własny kodeks wartości copywriterskich. Np. Mam taką zasadę, że nie pracuję w weekendy. Moją pracę mogę traktować spokojnie jak pracę na etacie, a nawet na kilku, chociaż osobiście nie chcę tego porównywać, bo uważam, że nie da się w żaden sposób. Chciałabym jedynie napisać, że praca na swoim wymaga niezwykłych zdolności organizacyjnych, większej odporności na stres, nieszablonowego myślenia, otwartości na nowe rozwiązania i kosmicznej elastyczności, dostęności, szalonych i ryzykownych decyzji i determinacji. Praca we własnej firmie wymaga naprawdę wielu wyrzeczeń. Ja poświęciłam dla niej pracy moich marzeń  wszystko: przyjaciół, decyzję o przeprowadzce i lata mojej młodości (nadal jestem młoda i tak się czuję, ale jestem już kompletnie inną osobą niż byłam kilka lat temu). Widzę ogromny postęp na lepsze i to nie tylko pod względem tego, jak mam teraz, ale przede wszystkim w sobie i to jest dla mnie absolutnie bezcenne.

Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy założyłam firmę. Walczę z czasem, mam mniej czasu na zabieganie o klientów (teraz jest w drugą stronę, najczęściej to oni starają się o mój czas) a resztę z tego, co zostanie wtapiam w ogromną ilość projektów, piszę regularnie, często po 8-9 godzin dziennie (i nie więcej!) lub krócej (zależy od harmonogramu dnia, zadań do wykonania, moich możliwości), wciąż uczę się nowych rzeczy, rozwijam się, poznaję, odkrywam i mam tą namiętną ciekawość, o której pisałam powyżej. Żyję flow, które płynie mi w żyłach każdego dnia i sprawia, że umiem się zmobilizować, że nie mam problemu z porannym wstawianiem (bardzo często piszę przed 8!). Nie ograniczam się tylko do pisania, mimo że to nadal moja wielka pasja i nieskończona miłość. Jestem w ogromnym szoku jak potrafi pracować mój mózg. Przykład w jeden dzień od 6 rano po 5 godzinach snu potrafię zrealizować materiał z całego tygodnia! Środy i czwartki są u mnie najbardziej owocnymi dniami 🙂

Co się zmieniło? Na pewno moje biuro 🙂 

P6

Zmieniło się naprawdę wiele – od mojego podejścia, po kwestię związaną z oszczędzaniem pieniędzy, aż po zarządzanie, kontakt z klientami, wybieranie priorytetów, czas pracy, przerwy, kształtowanie własnych nawyków i warunków, negocjacje, konsultacje. Biorąc pod uwagę lata mojej pracy copywriterskiej stwierdzam, że jestem bardziej kreatywna, pewne rzeczy przychodzą mi łatwiej i mam zupełnie inne nastawienie na te, które wciąż są trudne lub nowe. Najlepiej mi się pracuje, kiedy mam wolną rękę i wolność absolutną, na którą pracowałam tyle lat. Mam inny stosunek do tego, co nieznane i zdecydowanie mniej obaw i strachu. Mam w sobie więcej zaufania i swobody,  jestem bardziej wyluzowana, także w kontaktach biznesowych, dzięki czemu jestem szczęśliwa. Zawsze stawiam na autentyczność i na to, aby być sobą w 100 %. Nienawidzę sztuczności i zawiści. Nie piszę w łóżku jak kiedyś, pracuję przy biurku. Zwykle w systemie 3 zmian, które dostosowuję do grafiku pracy mojego męża. Pracuję po 6 – 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku, weekendy są dla mnie czasem regenerowania sił i rozwijania innych pasji.

Jakie mam wnioski po latach pracy kreatywnej?

Moje biuro - mięta i biel

Moje biuro – mięta i biel

Na pewno taka praca umysłowa nie jest dla każdego, z tym się nigdy nie zgodzę. Wymaga naprawdę kosmicznej odporności na stres i dynamicznego tempa pracy, nie mówiąc już o organizacji i determinacji, która jest bardzo ważna. Dodatkowo dochodzi specyfika pracy i to, że nie każdy ją zniesie (mówimy o pracy w pełnym wymiarze godzin, a nawet po godzinach, ale u siebie i o zmęczeniu, którego absolutnie nie da się opisać żadnymi słowami!). Praca kreatywna bez przerw, chaotyczna i bez planu prędzej Cię wykończy niż pozwoli Ci się spełnić. Nie jestem w stanie przekazać, jak bardzo jest to odpowiedzialne zajęcie i jak trudne każdego dnia. Jak wiele trzeba poświęcić, aby zacząć zarabiać na swojej pasji i nie umiem przekazać Wam, jaka to kręta i trudna droga, aby dojść do pewnego poziomu i go utrzymać. Nie sztuką jest otworzyć firmę, ale najważniejszym osiągnięciem jest ją utrzymać i mieć zadowolonych klientów, którzy docenią Twoją markę za autentyczność, profesjonalizm i wszystko to, co możesz im zaoferować.

PLUSY: 

  • Praca dla siebie – Zapewniam, że nie ma niczego piękniejszego! Niesamowita WOLNOŚĆ 🙂
  • Niezależność – Jak wspominałam to dla mnie priorytet. Nikt nade mną nie stoi, a ja nie umiem pracować, gdyby ktoś patrzył mi na ręce 🙂
  • Nieograniczone zarobki – Bardzo ważna kwestia, że nie zarobki nie są odgórnie narzucone, tylko sama ustalam, ile zarabiam.
  • Ogromna satysfakcja – To kolejny priorytet na mojej liście 🙂 Lubię mieć świadomość, że jestem potrzebna, a moja praca jest wartościowa i doceniana.
  • Stabilność – Dlaczego to tu wrzuciłam? Mój ślub jest idealnym przykładem, że jak się chce to można uzyskać stabilność i „spiąć tyłek” 🙂
  • Wyzwania i brak nudy – Lubię w tej pracy to, że codziennie robię coś innego, ciekawego i mam ogromne możliwości rozwojowe 🙂
  • Nieustanny rozwój – Nie lubię ograniczeń, dlatego uważam, że warto podejmować wyzwania, aby spróbować czegoś innego i jednocześnie przeanalizować czy damy sobie z tym radę 🙂
  • Samodzielność – To kolejna wartość, na którą stawiam w życiu.
  • Odpowiedzialność  – Uwielbiam w pracy kreatywnej to, że sama odpowiadam za każdy efekt końcowy i że wszystko zależy ode mnie 🙂
  • Oszczędność pieniędzy – Oszczędzam na benzynie, biletach i najważniejsze – oszczędzam czas na dojazdach!
  • Brak ograniczeń – Pracować można wszędzie z dowolnego zakątka świata!:)

MINUSY: 

  • Brak weny – To dość powszechny problem wielu osób pracujących twórczo. Wena złośliwa pojawia się w momencie, w którym zwykle się tego nie spodziewamy, a gdy jest najbardziej potrzebna po prostu znika!
  • Częste migreny 
  • Zdarzenia losowe – Migrena, awaria Internetu i cała masa innych rzeczy, które wybijają z rytmu, powodują osłabienie lub spadek formy.
  • Umiejętność zorganizowania własnej pracy – To konieczne, aby osiągać zadowalające wyniki i zarabiać pieniądze. Mi w organizacji pomaga system bullet journal. Pisałam o nim w tym poście.
  • Praca w samotności / brak kontaktu z ludźmi – To jeden z punktów, które są dowodem na to, że nie każdy nadaje się do tej pracy. Praca w samotności ma jednak swoje plusy i dla mnie osobiście jest to duże udogodnienie. Jestem najbardziej efektywna wtedy, gdy pracuję w skupieniu i ciszy, ew. z ulubioną muzyką. Nie odnalazłabym się w typowym biurze pełnym ludzi i nie dlatego, że ich nie lubię, po prostu jestem przyzwyczajona do pracy w samotności 🙂
  • Nadmiar pomysłów – Pomysł goni pomysł, na pewno to znacie! Tylko dlaczego doba nie da się rozciągnąć do 48 godzin?!
  • Rozpraszacze – telefony, portale społecznościowe, inne osoby, rzeczy bardziej przyziemne 😉
  • Trudni klienci – Tacy, którzy nie płacą w terminie i tacy, którzy potrafią być chamscy przez telefon.
  • Praca po godzinach – Jeśli masz firmę czasami może się zdarzyć potrzeba pracy po godzinach…

Praca kreatywna – Tak czy nie?

P7

Piszę już bardzo długo dla różnych klientów i spotkałam się z wieloma trudami w mojej pracy. To nie jest tak, jak większość początkujących myśli: siedzisz sobie w domu z nogami z wyciągniętymi na biurku, kasa wpada Ci na konto, kiedy chcesz, zlecenia łapiesz tylko zgodne z Twoimi zainteresowaniami i możesz zrobić sobie wolne, kiedy Ci się żywnie podoba.  Zacznę od tego, że nigdy nie myślałam o tym, aby od razu zakładać biznes – ja nawet nie myślałam o swojej firmie. Pracowałam przez wiele lat jako freelancerka. Potem narodziło się pragnienie pracy we własnej firmie i zrealizowałam ten cel. Przez wiele lat ciężko na to pracowałam, oszczędzałam, rozwijałam swój warsztat i markę. W międzyczasie brałam spontaniczny (tak, zgadza się!) ślub, który wymagał ode mnie niezwykłej cierpliwości i stabilności finansowej. Zrealizowaliśmy wesele jak ze snów za własne pieniądze, chociaż to było bardzo szalone i pełne wielu nerwów, tempo zbierania kasy, które wspominam było naprawdę kosmiczne. Mieliśmy na to zaledwie 9 miesięcy od momentu decyzji o ślubie, tydzień po zaręczynach (na początku nie byłam do końca przekonana, bo byłam pewna, że nie uda się tego osiągnąć w tak krótkim czasie i byłam mocno porażona tymi obawami). A jednak! Nie spróbujesz – nie osiągniesz i nie uwierzysz! 🙂 Stawiam właśnie na tą praktykę życia we wszystkim. Przeżyj to samodzielnie po prostu. To najlepsze, co możesz zrobić. Pracowałam na małym komputerze z ekranem o przekątnej 10,1 cala. Dacie wiarę? Z czasem przesiadka na iMaca była najlepszym rozwiązaniem dla mnie. O tym, co mam dzisiaj nie śniłam w najodważniejszych snach! Jestem każdego dnia niesamowicie wdzięczna za to, że odważyłam się postawić na marzenia i samorealizację, że nigdy nie słuchałam innych i zawsze ufałam swojej intuicji. Ani razu mnie nie zawiodła. Mam nadzieję, że moja historia stanie się dla kogoś z Was inspirująca, pozwoli uwierzyć, że to, co innym wydaje się  niemożliwe do zrealizowania z  czasem po prostu się dzieje i jeśli nie postawimy wszystkiego na jedną kartę to nigdy ruszymy z miejsca. Nie dajcie się zwieść innym z własnej drogi i ZAWSZE wierzcie w marzenia! 🙂

Słowem zakończenia i kilka inspiracji ode mnie  🙂 

Dlaczego o tym piszę w tym poście? Chciałam Wam powiedzieć, że tak naprawdę mamy to, na co zapracujemy i na co się odważymy, że nie ma ograniczeń i za to cenię najbardziej kreatywną pracę. Za wolność, swobodę decydowania, szaleństwo, dynamikę, specyfikę pracy i świadomość, że wszystko leży w moich rękach. To ile z siebie dasz = tyle dostaniesz. Wszystko co mam, zawdzięczam swojej ciężkiej pracy, umiejętnościom, wieloletniemu doświadczeniu i zaangażowaniu.

Chciałam dać Wam coś, na co długo czekaliście. Bardzo dziękuję za cierpliwość i czas, który poświeciliście na czekanie na ten tekst i jego przeczytanie! 🙂 Na koniec mam dla Was kilka inspirujących postów 🙂

Zacznę do wywiadu z Gosią Zimniak – copywriterką i ilustratorką, która opowiada o swojej marce na stronie Personal Branding Polska.

Na blogu Gosi w poście Jak zarabiać na pisaniu? Jak zostać copywriterem? znajdziecie historię kilku copywriterek, w tym historię mojej firmy.

U Kingi z bloga Zaparzę Ci herbatę znajdziesz przydatny cykl wartościowych linków zwanych jako kopilinki m.in o copywritingu.

Jeśli chcecie wiedzieć jak wygląda pisarz w godzinach pracy – kliknijcie w link 🙂

U Doroty z bloga Sfera Copywritera znajdziecie artykuł o tym, jak wygląda motywacja freelancera, który serdecznie polecam!

Kinga popełniła fajny tekst o wycenach i pracy dla idei – znajdziecie go tutaj

Jeśli zastanawiacie się jak tworzyć zgrabne tytuły polecam post u Copyblogerki, w którym znajdziecie dziewięć patentów na kosmicznie dobre tytuły.

U Pauli z bloga Typewriterka znajdziecie 3 wskazówki jak pisać w sposób oryginalny + darmowe ćwiczenia 🙂

Ewelina ma dla Was listę przydatnych narzędzi w blogowaniu i prowadzeniu swojego biznesu, którą znajdziecie tutaj.

Jeśli zastanawiasz się czy Twój biznes / marka powinna posiadać blog to koniecznie odwiedź bloga Uli, na którym znajdziesz odpowiedź na to pytanie 🙂

W mojej grupie na facebooku pod autorskim hasłem Uwolnij Słowa – Grupa Inspiracyjna znajdziesz miejsce pełne inspiracji i wielu ćwiczeń kreatywnych. W grupie rozmawiamy o obawach, inspirujemy się do działania i dzielimy się naszymi planami 🙂 Zapraszam 🙂

Już niebawem zaproszę Was na mojego bloga firmowego i do dwóch newsletterów (Czekajcie cierpliwie!). Na blogach  znajdziesz dużo podpowiedzi, ciekawych i inspirujących historii (mam nadzieję) i wiele więcej 🙂 Jeśli chcesz być na bieżąco polub profil mojej marki na Facebooku 🙂

A jeśli szukacie konsultacji, macie wątpliwości czy to, co piszecie jest dobre zapraszam do darmowej konsultacji ze mną do końca czerwca i kontaktu: hello@messyhead.pl 🙂

 

  • kreatywna praca jest – moim zdaniem – najciekawsza. rozwija, pomaga się realizować i nie jest monotonna 🙂
    PS masz porządek! 😀

    • Owszem, nie zaprzeczam, jest bardzo ciekawa i rozwijająca, ale wymaga ogromnej samodyscypliny 🙂 Porządek miałam, bo wtedy akurat był dzień sprzątania biurka, jestem straszną bałaganiarą 🙂

  • Iza

    Ja jestem za stara na rewolucje i jak czytałam Twój tekst to pomyślałam – szkoda, że ja nie miałam takiej siły w sobie, aby słuchać wewnętrznego głosu. Ja mam już ponad 40 lat i w moim życiu komputer a tym bardziej internet, pojawiły się trochę za późno. A moje życie chociaż wygląda na poukładane jest trochę zbyt skomplikowane aby dokładać mu kolejnych rewolucji. Może jak już będę babcią, to wrócę do marzeń o pisaniu. 😉 Gratuluję Ci wewnętrznej siły i wiary. Zaimponowałaś mi. 😀
    PS. A kolory Twojego biura są mi bardzo bliskie. A notes (czy coś innego w tej pięknej okładce) jest boski. <3 Pozdrawiam.

    • Iza, bardzo dziękuję i pamiętaj – nigdy nie jest za późno na realizowanie swoich marzeń! 🙂 To był dla mnie bardzo długi post, trochę się do niego przygotowywałam i poprawiam ostatnie błędy :D, ale cieszę się, że się podoba 🙂 Notesy kolekcjonuję namiętnie od ponad 10 lat, to tylko część, ten z piękną okładką zrobiła dla mnie moja znajoma 🙂

  • Pracowałam jako copy dłuższy czas,tylko że agencyjny i nie zgodzę się z argumentem „brak weny”, jak brakuje weny, znaczy, że się po prostu nie chce 😉 Dobry bat nad głową i nagle wena wraca. Polecam pomidora, bo ładnie motywuje, żeby się wyrobić przed deadlinem – Pomodoro dla niekumatych 😉

    • Ja mam inne zdanie 🙂 Na mnie bat nie działa i właśnie dlatego kocham wolność na swoim, bo tu nikt mnie nie goni 😉 Znam tą technikę, ale i bez tego świetnie daję radę z realizacją zamówień 🙂

      • Jak nie ma weny to bat nad głową działa jeszcze gorzej. Nic wtedy nie stworzę, nic co by mi odpowiadało i było do wypszczenia w świat. Więc nie zgadzam się, bo brak weny to brak weny a nie lenistwo 😉

        • Dokładnie tak!!! 🙂

  • Większość osób nie robi tego co lubi, Ty widać że to kochasz 🙂 To wspaniałe, że spełniasz się 🙂

    • Dokładnie tak, chociaż tak jak powyżej – było to naprawdę pełne wielu wyrzeczeń, ale nie żałuję, że wybrałam taką drogę. Jestem z tego dumna 🙂 Dziękuję za miły komentarz! 🙂

  • Jak się dowiedziałam o Twojej historii to pomyślałam – kurczę, ma jaja. Ma niesamowite poczucie siebie i tego co chce robić.!
    I do tej pory tak jest 🙂 Podziwiam Cię, ale to już wiesz 😉
    Rób to co kochasz, bo z tego (mimo braku czasu) wychodzą świetne rzeczy! 😉

    • Iwona, dziękuję Ci 🙂 Długo mi to zajęło, ale dokładnie tak jak piszesz, myślę, że doskonale wiem, czego chcę i do czego dążę 🙂
      Jestem pewna, że jeszcze wiele fajnych projektów przede mną, ale nie ograniczam się 🙂 Dzięki za miłe słowa!

  • Gratuluję Ci działania na swoim! Także od dzieciństwa uwielbiam pisać. Kiedy byłam mała tworzyłam ilustrowane książeczki dla taty. Teraz piszę bloga, która sprawia mi dużo radości. A jeśli chodzi o słowo „kreatywność” – to pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy, kiedy mam opisać siebie. Tak, myślę, że jestem kreatywna. Pozdrawiam!

    • Dziękuję 🙂 Ja właśnie też, to było moje największe marzenie 🙂 Ja myślę, że każdy z nas jest twórczy, tylko niektórzy o tym po prostu nie wiedzą. Najważniejsze to robić to, co się kocha i rozwijać swoje zdolności 🙂 Cieszę się, że pisanie bloga sprawia Ci radość, ja mam tak samo! 🙂 Zajrzę do Ciebie wieczorem :))

  • Grunt to wierzyć w to co chce się naprawdę robić i dążyć do tego. Brawo!

    • Dokładnie tak, dziękuję Kasiu 🙂

  • Anna Tytkowska

    „Cokolwiek się nie stanie, będę pisać!” – lubię to i tak trzymaj! Życzę sukcesu 🙂

    • Dziękuję i wzajemnie 🙂

  • Genialne jest to, że robisz to, co kochasz. Zresztą wiesz dobrze – uwielbiam Twoją kreatywność <3

    • Dziękuję <3

  • Zazdroszczę i mam nadzieję, że i ja będę mogła kiedyś pracować kreatywnie w domu ;-P

    • Do dzieła!!!! 🙂

  • Przemysław Piątek

    Pisanie rzeczywiście wymaga dużo samodyscypliny. Ja ostatnio znowu zacząłem pisać bloga i ciężko mi czasem usiąść i zacząć pisać mimo wielu pomysłów. Niestety przeszkadza mi mocno praca zarobkowa i inne aktywności. Ale najważniejsza jest satysfakcja

    • Mam podobnie, pisanie jest trudne, a to pod presją w szczególności 🙂 Mam nadzieję, że się zmobilizujesz! Powodzenia 🙂

      • Przemysław Piątek

        Dzięki, mam teraz ambitny plan regularnego pisania. Tylko że mam jeszcze inne regularne rzeczy jak siłownia czy piłka i ciężko to wszystko upchnąć 🙂

        • Powodzenia, mam podobnie, ciągle wszystkiego za dużo w tej głowie! 🙂 No i tak „upycham” to wszystko w każdą możliwą lukę czasu! 🙂 Powodzenia!

  • W pracy grafika wiele rzeczy wygląda podobnie 🙂

    • Z pewnością :))

  • Wow! Niesamowicie dobrałaś kolory! Jesteś bardzo konsekwentna! I ta czystość na biurku! 🙂 Wysuwana szuflada tak mi się bardzo podoba, że zaczęłam Ci jej zazdrościć i też taką chcę!!!

    • Kasiu, dziękuję 🙂 Wyrwę ją z biurka i już do Ciebie biegnę… 🙂
      PS. Dołączę do Twojego wyzwania i już nie mogę się doczekać tego, kiedy rozpocznę weekend, bo ciągnie mnie do tworzenia 🙂

  • Ta wolność i niezależność jest najbardziej pociągająca. Choć osobiście brakowałoby mi pracy w bezpośrednim kontakcie z ludźmi.

    • Zdecydowanie 🙂 Ja jestem przyzwyczajona i uwielbiam to 🙂 Nie trudno np. o skupienie 🙂

  • Dodam od siebie 3 rzeczy. Kreatywność musi być okrzesana i opanowana – dopiero wtedy jest efektywna.
    Pomyśl nad innym krzesłem – w krótkiej perspektywie czasu Twój kręgosłup będzie Ci wdzięczny.
    Koniecznie i obowiązkowo zwiększ fonty w artykule – takie małe zniechęcają do czytania a zachęcają do scrolowania tekstu (zwróć uwagę, że sporo komentarzy dotyczy zdjęcia lub nagłówków – nie wiele osób odwołuje się do konkretnej części było niebyło bardzo fajnego artykułu)

    • Dzięki wielkie – co do kreatywności u mnie zawsze jest efektywna 🙂
      Wiedziałam, że to krzesło zwróci uwagę i że przeczytam taki komentarz – mam dwa krzesła – jedno takie typowo biurowe, mega wygodne i to ze zdjęcia 🙂
      Popracuję nad wyglądem postów, ale potrzebuję na to chwili czasu, może uda mi się w ten weekend tym zająć, dzięki za wskazówkę, wiem, że to jest do poprawy 🙂

  • Bardzo bardzo wartościowy wpis. ! Tyle informacji w jednym miejscu 🙂 Ja dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem ,ale czuję przypływ motywacji i kreatywności już teraz. Dużego kopa daje mi również praca z dziećmi…ona są niesamowicie kreatywne i aktywne ! Zazdroszczę porządku na biurku…u mnie to zadanie nie do osiągnięcia 😀

    • Dzięki Paulina 🙂 Wpadaj tu, bo niebawem będzie jeszcze więcej treści i nowości 🙂 Ja też uważam, że powinniśmy uczyć się jak najwięcej od dzieci – one są bardzo inteligentne i mają świetne podejście do życia, czego nam dorosłym często brakuje i uwielbiam je właśnie za to, że są ogromnym źródłem inspiracji. Porządek na moim biurku jest względny, max. jest to jeden dzień, także nie jest tak pięknie zawsze jak na zdjęciu 🙂

  • Mega inspirujący tekst! Naprawdę! W zasadzie prowadzeniem bloga zajmuje się dopiero kilka miesięcy, ale już wiem że to jest dobry krok do stworzenia własnej marki. Gratuluję Ci tego co osiągnęłaś – oczywiście zazdroszczę tego bardzo ( ale to jest taka dobra, pozytywna, motywująca zazdrość 😉 ) Dzięki za taki wpis!
    Pozdrawiam.
    PS. Masz bardzo ale to bardzo urocze biurko 🙂 No po prostu śliczne! 😀

    • Bardzo dziękuję za ten komentarz! 🙂 Powodzenia w blogowaniu 🙂

  • Patrycja Czubak

    Świetny wpis. Widać w nim Twoje doświadczenie i wiedzę. Ja również w dzieciństwie uwielbiałam pisać. Pisałam wszystko od wierszy po bajki. Potem to porzuciłam, by po latach znowu do tego powrócić poprzez blog, który prowadzę. Może kiedyś uda mi się żyć z pisania, na razie cały czas się doskonale i rozwijam 🙂 Dziękuje za podzielenie się doświadczeniem i za cenne rady. Pozdrawiam

    • A ja dziękuję za czas, który poświęciłaś na odwiedziny! 🙂 Życzę Ci tego z całego serducha! 🙂 Powodzenia w pisaniu bloga 🙂 Zaciekawił mnie Twój wpis o kampanii społecznej, przeczytam w wolnej chwili 🙂

      • Patrycja Czubak

        Cieszę się, że Ci się podoba 🙂

  • Świetny wpis 🙂 ja również rzuciłam studia i myślę nad stworzeniem czegoś własnego. Obecnie panuje jeszcze takie przekonanie, że trzeba iść na studia aby być kimś ale ja się z tym nie zgodzę. Znam wiele osób, ktorzy nie mają studiów, a są spełnienia zawodowo i zarabiają całkiem fajne pieniądze. 🙂

    • Potwierdzam i też się z tym zgadzam 🙂 Studia nigdy nie gwarantują pracy 🙂 Dzięki za zajrzenie do mnie 🙂 Trzymam za Ciebie kciuki!

  • Ale historia! Widać, że to, co robisz, robisz z pasją 🙂

    • Dokładnie tak jest 🙂 Dziękuję!

  • Super wpis! Jeśli masz ochotę na moim blogu zebrałam mnóstwo pomysłów na to, jak pracować w domu i nie zwariować. Sama tak pracuję od niedawna i nie zamieniłabym tego za nic w świecie na żadną inną opcję! Cudownie się czyta takie posty, w których pasja aż się wylewa spomiędzy linijek!

    • Zajrzę w wolnej chwili, to bardzo miłe, że o tym wspominasz 🙂 Dziękuję za to, że do mnie zajrzałaś, bardzo mi miło 🙂

  • Tekst naprawdę warty uwagi. Może mocno inspirować. Przyznam, że podziwiam takie osoby jak Ty, mi jeszcze nie udało się zrealizować swoich marzeń w sferze kariery.

    • Bardzo mi miło, że tak uważasz Kasiu 🙂 Dziękuję i życzę Ci powodzenia 🙂

  • Powiem Ci że przeczytałam ten Twój wpis… i zazdroszczę Ci. Cholera nie stać mnie chyba na taką odwagę!

    • Dziękuję i trzymam za Ciebie kciuki 🙂

  • Fantastyczny wpis o pogoni za marzeniami, które warto spełniać. Widać, że kochasz to co robisz, a w życiu to powinno być najważniejsze. PS: bardzo podoba mi się Twoje miejsce pracy! Połączenie bieli i mięty <3

    • Bardzo dziękuję za odwiedziny i miłe słowa 🙂

  • Fascynująca historia 🙂 U mnie ścieżka do własnego biznesu była dość typowa dla profesji copywritera, bo wcześniej pracowałam po stronie klienta i w agencji, by wreszcie przejść na freelance, a potem na swoje. Miejsce pracy masz świetne, minimalistyczne, ale z domieszką pięknej mięty <3 zazdroszczę!

    • Dziękuję Ci, nie umiem ukryć, że bardzo je lubię 🙂 I wybacz, że dopiero teraz odpowiadam 🙂 Dzięki, że się podzieliłaś, jak było u Ciebie z copy, to miłe 🙂

  • Bardzo lubię rolę przypadków w tej pracy.
    Wchodząc rano na pocztę, nigdy nie wiesz jaki mail, z jakim zleceniem, od jakiego człowieka tam znajdziesz. Być może to ktoś, kto popchnie twoją karierę na absolutnie fantastyczne tory 🙂

    • albo sprawi, że czas będzie przeraźliwie się kurczył 😉
      Nie dziwię się, że lubisz… 🙂

      • Ale można też trafić na niezłą minę 🙂

        • Chcesz powiedzieć coś więcej na ten temat? 😉

          • Nie, bo musiałbym porzucać mięsem.
            A bez wulgaryzmów – nie miałbym nic do powiedzenia 😉

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi