Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy nie mając oszczędności?

Tytuł wpisu trochę przekorny. Wiem o czym pomyśleliście i wcale nie chodzi o ciążę. Piszę ten wpis, bo wiem, jak wiele jest par, które zastanawiają się jak zorganizować ślub i wesele w kilka miesięcy. Da się i mam nadzieję, że nasza historia będzie inspirującym przykładem, chociaż nie ukrywam… Już zaczynam mieć wyrzuty sumienia zapraszając Was na ten długaśny wpis.

 Życie pisze najlepsze historie, czyli jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy?

Zacznę od tego jak zawsze wyobrażałam sobie swój ślub i wesele. Z uwagi na to, że jestem skromnym człowiekiem marzyła mi się kameralna ceremonia i skromne, ale szalone i oryginalne wesele. Myślałam, że mam dużo czasu, że nie trzeba się śpieszyć, że to poważny krok, że nigdy nic nie wiadomo. Od zawsze wiedziałam, że chciałabym zorganizować ślub i wesele w pełni samodzielnie z moim mężem, czyli bez żadnych kredytów i wsparcia finansowego rodziny. Nawet nie chciałam o tym słyszeć. Myślałam, że wyjdę za mąż grubo po 30-tce, bo zawsze ślub i wesele to wydarzenia, które wydawały mi się takimi, które trzeba naprawdę bardzo dokładnie zaplanować, mając do dyspozycji przynajmniej kilka lat, dużo pieniędzy i kilka notesów. O ja głupia! Jak ja się myliłam…

Spontaniczny ślub? Ale jak to?

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Moja mina w dniu ślubu na tym zdjęciu mówi wszystko: O kurna, wychodzę za mąż. Naprawdę, bez jaj! Dodatkowo prawie nie wytrzymałam ze śmiechu, bo Magda – moja przyjaciółka i świadkowa – ciągle mnie rozśmieszała.

Nie było czasu na zastanawianie się którym oknem uciec… Skok z szóstego piętra skończyłby się dla mnie tragicznie, wolałam nie ryzykować 🙂

Ta cała historia zaczęła się od przypadku… tak, jak w sumie wszystko w moim życiu. Cofnę się trochę do oświadczyn. Na początku zostałam okłamana i nawet o tym nie wiedziałam. Dlaczego okłamana? Mój chłopak Łukasz okłamał mnie, że jedzie obejrzeć musztardowego malucha, bo gdzieś znalazł w sieci zdjęcia i koniecznie musi zobaczyć go na żywo.

A jedź! – odpowiedziałam niczego nie podejrzewając.

Pojechał oczywiście tego dnia po pierścionek zaręczynowy. Za kilka dni, jeśli dobrze pamiętam – mieliśmy jechać na weekend za miasto. Niczego nie podejrzewałam, to miał być zwykły weekend. Byłam tego dnia bardzo zmęczona i chciałam przebrać się w szorty, ale namawiał mnie trzy razy, żebym usadziła swój tyłek w fotelu i napiła się cierpliwie wina, które on mi nalał.

Mam dla Ciebie niespodziankę – zabrzmiał nieco tajemniczo.

Włączył ten utwór (najpiękniejszy jest pierwszy komentarz pod tym video).

Gadaliśmy przez chwilę. Po czym zapytałam go dla żartu: „Dlaczego mi się jeszcze nie oświadczasz?” 🙂 (Niczego nie podejrzewałam, to skąd miałam wiedzieć, że to za chwilę zrobi?)

Po chwili poczułam się jakoś tak dziwnie… Coś wisiało w powietrzu, a ja nie umiałam tego nazwać. Powiedziałam mu kiedyś, że marzę o oświadczynach przy tej piosence.

Gdy tylko usłyszałam tę piosenkę pomyślałam sobie: O nie, nie, nie! Nie! Na pewno nie! Jak to zatrzymać? No przecież, że nie! Nie zrobi tego. Nie teraz. Nie, to niemożliwe. Znam go!

A jednak możliwe.

Musiałam czekać specjalnie w łazience kilka dodatkowych minut, bo ten cwaniak pozapalał świeczki i rozłożył je po całym pokoju hotelowym… Podszedł do szafy i wyciągnął coś, co schował za plecami.

Uklęknął przede mną. Głos mu się łamał. 4 października 2014 roku padło z jego ust magiczne pytanie:

„Czy zostaniesz moją żoną?”.

Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, bo tak mnie zatkało z wrażenia. Po prostu oniemiałam, bo nie mogłam wyjść z szoku, że to się dzieje naprawdę. Mieliśmy wtedy włączony telewizor. W tle głos mówił „Jestem na tak”. No i ja tak samo mu odpowiedziałam, bo nie byłam w stanie niczego więcej powiedzieć z radości. Nawet sobie nigdy nie wyobrażałam, że kiedyś zabraknie mi słów w takim momencie.

Po tygodniu od oświadczyn znowu mnie zaskoczył. Potężna dawka emocji.

Zapytał: „Co byś powiedziała na ślub w przyszłym roku?”

Odpowiedziałam: „Że co? Chyba Cię pogięło!” 🙂 – odpowiedziałam tak tylko dlatego, że bałam się, że nie zdążymy wszystkiego przygotować w 9 miesięcy.

Nie wyobrażałam sobie ślubu tak szybko i zbierania kasy w takim kosmicznym tempie, ale postanowiliśmy sprawdzić wolne terminy w urzędzie. 11 lipca 2015 roku. Klamka zapadła. Od tego się wszystko zaczęło. Gdy padło na naszą datę – zaczęliśmy spinać ostro tyłki, żeby zdążyć na czas.

Planowanie ślubu i wesela krok po kroku

Wyobraźcie sobie, że musiałam czekać specjalnie w łazience kilka dodatkowych minut, bo ten cwaniak pozapalał świeczki i rozłożył je po całym pokoju hotelowym...

Tego dnia poszliśmy na spacer o szóstej rano do naszego pobliskiego parku. To był słodki, ale mroźny listopadowy poranek. Po zaklepaniu daty wróciliśmy do domu, zrobiliśmy herbatę i przy słodkich mini pączkach w ręcznie robionym przeze mnie planerze, zaczęliśmy wszystko rozpisywać. Dodam, że to był oficjalny start zbierania pieniędzy na ślub i wesele. Nie mieliśmy ani grosza przy dupie, ale ciężką pracą odkładaliśmy pieniądze na ten wielki dzień.

Zastanawialiśmy się długo nad tym kogo zaprosimy i jak to ma wyglądać. Chcieliśmy, aby w tym dniu towarzyszyła nam tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Ponadto chcieliśmy też uniknąć sytuacji „Jak tego zaprosimy to ten się obrazi”. Docelowy plan to wesele na 50 osób i bardzo skromny, kameralny ślub cywilny. Ja chciałam, aby było to wesele oryginalne, z ręcznie robionymi dekoracjami i materiałowymi girlandami, których nie ma nigdzie na świecie, więc przygotowaliśmy je wspólnie ze starych tkanin, które kiedyś zbierałam i wykorzystałam część moich sporych zasobów.

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Po planie przyszedł czas na realizację. Postanowiliśmy, że skoro już robimy wesele to niech chociaż będzie wymarzone 🙂 Pracowaliśmy naprawdę ciężko, żeby w ten wielki dzień niczego naszym gościom nie zabrakło. Zaczęliśmy odkładać każdy pieniądz, jaki zarobiliśmy, a i tak przekroczyliśmy zaplanowany budżet o 100 %. Zrezygnowaliśmy z wielu własnych przyjemności np. nie wychodziliśmy wieczorami, ja nie kupowałam sobie żadnych przydasi przez pół roku, ograniczaliśmy też wyjazdy i zakupy. Prawda jest taka, że obydwoje jesteśmy ludźmi, którym mało potrzeba do szczęścia.

Kolumna maluchów, czyli fiaty 126p na weselu

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Dopiero dziś zobaczyłam, że spadła mi wsuwka do włosów 😀 😀 😀

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Przyznam szczerze, że pomysł z organizacją maluchowej parady był bardzo spontaniczny. Wrzuciliśmy ogłoszenie do sieci, że szukamy ludzi, którzy chcieliby dołączyć do nas w tym dniu i zgłosiło się sporo chętnych. Łukasz kupował auto z myślą o ślubie (choć i tak nie wierzę mu w to do końca). Gdy jechaliśmy – kilka razy płakałam, bo ludzie nam bili brawo, machali do nas, nagrywali paradę, wychodzili na balkony, żeby obejrzeć jak jedziemy. Gdy ich mijaliśmy – uśmiechali się, pozdrawiali nas. No niesamowite emocje. Miałam chyba z trzy razy poprawiany makijaż.

Wiecie, co jest najlepsze? Najlepsze jest to, że dzięki temu spontanicznemu wydarzeniu – dziś mamy świetną ekipę maluchową i przyjaciół, z którymi jeździmy na zloty. Internet ma niesamowitą moc!

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Gdy dojechaliśmy na salę, nie mogło zabraknąć przepychania fiata 🙂 Ubaw miałam (i mam) niesamowity z tego zdjęcia! 🙂 Było to jeszcze na długo przed oficjalnym powitaniem.

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Tu szybka sesja zdjęciowa i zgubione radio do auta, którego Łukasz nie może przeżyć. Ilekroć oglądamy te zdjęcia – zawsze wspomina o radiu!

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Słodki stół i papierowe dekoracje handmade

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Przygotowanie candybaru takiego, jaki miałam w głowie, sprawiało mi radość i dostarczyło też nerwów. Nerwówka na maksa – nie będę Was oszukiwać! Ile to się trzeba nawymyślać, żeby teksty napisać, artykuł, zrobić kartki na ślub, torebki ręcznie robione, księgę gości, w której malowane są nawet włosy z tekturki pana młodego, zabawne teksty do ciastek z candybaru, które miały w moim zamyśle zachęcać gości do zabrania ciastka do stolika i dodatkowych kilogramów 😉 Najgorszy moment? Wydłubywanie papieru z wykrojnika, czyli takiej papierowej serwetki, którą widzicie wewnątrz ramki na zdjęciu powyżej. Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym nie miała czegoś papierowego na weselu (taka moja fanaberia) 🙂 Dodam, że wykorzystałam ją w zaproszeniach ślubnych i bardzo tego pożałowałam, bo oczyszczenie jej ze ścinków zajmowało bardzo dużo czasu i zaangażowałam w to kilka innych osób. Wracając do candybaru – najgorzej było w ostatni wieczór przed weselem, kiedy trzeba było pojechać po ciastka na inną dzielnicę Warszawy. Było upalnie i bałam się, że ciastka nie dotrwają.

Te małe torebki skrywały dodatki z taśmą, dzięki czemu nasi goście mogli oscrapować swój wpis, odklejając kawałek taśmy z tyłu bez ryzyka brudzenia klejem rąk. Taką atrakcję powtórzyłam na kilku weselach przyjaciół, to już moja tradycja 🙂 Dostałam też kilka kartek z życzeniami, które umieściłam w kąciku tuż przy wejściu na salę weselną.

Łukasz doskonale wiedział, że chcę udekorować salę materiałową girlandą. Na kilka dni przed tym dniem zwołaliśmy naszych przyjaciół, którzy pomagali nam rozwiesić girlandę na sali. Po pewnym czasie (to już na kilka miesięcy przed ślubem) mieliśmy tak dosyć tych cholernych banerów, że najchętniej byśmy je podpalili. Były w całym domu, wszędzie. Najgorsze było nawlekanie ich na sznurek do pieczenia, bo trzeba było do każdego podchodzić i podnosić z podłogi, przesuwać, poprawiać. Girlanda była olbrzymia, ale za nic w świecie nie mogłabym jej nie mieć w tak ważnym dniu! 😉

Kwiaty ze zdjęcia na księdze gości zamówiłam w Wielkiej Brytanii, z myślą też o bukiecie, który pomagał mi robić Łukasz. Wstążkę zamawiałam razem z innymi wstążkami w San Francisco, bo zależało mi na czymś naprawdę specjalnym, a ta po polaniu wodą się dodatkowo pięknie marszczy (To są, że tak powiem – specjalne wstążki do gniecenia, bardzo trudno dostępne)

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Candybar, czyli jak łasuch nie może obyć się bez słodkości

Gdy powiedziałam przyjaciołom, że planuję na weselu coś specjalnego i że to będzie candybar wszyscy mi mówili, że nie zmieszczę się w suknię ślubną. Jednak nie mogłabym z tego zrezygnować. Uwielbiam słodycze i choć Łukasz uważał, że to kompletnie zbędne – nie dałam za wygraną. Rozpisałam w planerze nawet jak ma wyglądać stół ze słodkościami i szczerze przyznam, że na ciastka nie żal mi było ani grosza! 🙂

Jednym z tekstów, które stworzyłam do ciastek np. przy diable tasmańskim było:

„Padliny nie ma, ale też jest zajebiście!” 🙂

Parafraza tekstu Laski z „Chłopaki nie płaczą” 🙂

Bardzo chciałam, żeby ciastka mówiły do gości, dlatego stworzyłam sugestywne komunikaty i wspominałam, aby je sobie zabierali i zanosili do stołu 🙂

Przy wybieraniu słodkości oczywiście była mała sprzeczka, bo pożarliśmy się o sens kupowania mlecznych zębów do candybaru, ale tu też byłam nieustępliwa i przeciągnęłam mleczne zęby na moją stronę 🙂 🙂

Nie moja wina, że są faceci w świecie, którzy nie znoszą słodyczy – nie umiem tego zrozumieć, a ograniczeń nie znoszę. Ja uważam, że życie jest zbyt krótkie i wystarczająco ciężkie, by tego słuchać i odmawiać sobie przyjemności.

Każde ciastko miało swoje pudełko papierowe, dzięki czemu mogłam łatwo je spakować dla gości na wynos.

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Te ciastka z fioletowymi koronami były zarezerowane dla dwóch ślicznych córeczek siostry ciotecznej mojego męża. Nigdy nie zapomnę ich uśmiechów, gdy im je zaniosłam do stolika.

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Dylemat – moja suknia ślubna

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Gdy już ogarneliśmy kwestie organizacyjne takie jak: lista gości na ślub i wesele, data ślubu, przyszedł czas na najważniejszy dylemat, z którym musiałam się zmierzyć – wybór sukni ślubnej. Od samego początku byłam pewna, że to będzie krótka sukienka tiulowa z delikatnymi zdobieniami. Żałuję bardzo, że w ostatniej chwili wymyśliłam sobie to rozcięcie, które w rezultacie dało mi drugą dupę na plecach. Nigdy więcej nie kupię sukienki, która ma fiszbiny, bo podczas wesela strasznie mnie uwierały i zrobiły mi kilka bolesnych otarć. Musiałam ukrywać się za zasłonką i bez przerwy poprawiać suknię.

W dzień ślubu:

– Jak wyglądam?

– Jak pięknie opakowany baleron – jak to mówi Łukasz 🙂

Podsumowanie – ile kosztował nas ślub i wesele?

Papier w urzędzie stanu cywilnego – 64-84 zł (nie pamiętam już)

2 fotografów na ślubie i weselu – pakiet za sesję narzeczeńską i wesele – 1500 zł

Wynajęcie sali i organizacja przyjęcia w Warszawie – ok. 7500 zł – 8500 zł (na 50 osób, 170 zł od talerzyka)

Wódka (ok. 40 butelek żubrówki) – 400-450 zł

Beczka piwa (30 litrów) – 300 zł

Drink bar – 1500 zł

Świeża lawenda z giełdy kwiatowej – Ok. 200 zł

DJ – 1500 zł

Wiejski stół (we własnym zakresie) – ok. 100 – 150 zł

Sukienka ślubna wedle mojego projektu – ok. 2000 zł

Zaproszenia ślubne i plansze stołów – ok. 150 zł (Wszystkie materiały miałam w domu)

Księga gości – ok. 100 zł (Kupiłam tylko kilka materiałów)

Metalowe szpargały do toczku ślubnego – ok. 50 zł (w tym jeden element z recyklingu – kapsel po piwie 😉

Kwiaty do bukietu – ok. 200 zł (Sprowadzane z Wielkiej Brytanii)

Garnitur – ok. 400 zł

Trampki – ok. 400 zł

Candybar – ok. 400 zł

Tort i dodatki – ok. 250 zł

Fryzjer – ok. 300 zł

Maluch – 1100 zł (Był malowany dopiero po ślubie)

Tablice rejestracyjne, dekoracje na samochód – ok. 100 zł

Srebrne obrączki z grawerem – 200 zł

Biżuteria ślubna – ok. 200 zł

Całkowity koszt ślubu i wesela przekroczył 20 tysięcy złotych.

Na czym udało się nam zaoszczędzić?

Zrezygnowaliśmy z kamerzysty, bo uznaliśmy, że to zbędny wydatek i choć dziś żałujemy, że nie mamy video ze ślubu to jednak z perspektywy czasu, nadal uważamy, że to była dobra decyzja. Początkowo mieliśmy zrezygnować też z fotografa, bo zdjęcia miał robić mój starszy brat, ale nie przyszedł na ślub, więc woleliśmy się zabezpieczyć i mieć fotografa. Bardzo nie chciałam mieć wiejskiego stołu, bo nie lubię staroświeckiego jedzenia, ale w ostateczności poszliśmy tu na kompromis. Za nic w świecie, nie odpuściłabym słodkiego candybaru, który był moją weselną dumą i chociaż Łukasz bardzo mnie na to namawiał – w tej kwestii nie uznawałam kompromisów :). Żartowałam nawet, że jeśli nie będzie słodkiego stołu – to ja nie przychodzę! Żałuję tylko, że ciastka były bardzo słodkie i zjadłam tylko jedno, a pozostałe rozdałam wszystkim gościom 🙂 Oszczędziłam też pieniądze na wizycie u kosmetyczki. Makijaż robiła moja świadkowa.

Oszczędziliśmy też na obrączkach i kupiliśmy tańsze, srebrne z grawerem. Głównie dlatego, że usłyszeliśmy w salonie jubilerskim, że obrączki srebrne są pokryte tym samym, co obrączki z białego złota. Postanowiliśmy więc kupić tańsze.

Wnioski po organizacji wesela

Zdecydowanie warto, ale drugi raz nie wydałabym takich pieniędzy. Był to idealny dzień, wszystko było zgodnie z naszymi wizjami i marzeniami. I choć zabrakło na tym weselu kilku osób to jednak jestem zdania, że swoją nieobecnością zrobiły nam tylko wielką przysługę. Sporo osób nie przyjechało z różnych powodów, innym nie pasowały nasze ubiory, innym inne osoby, które zaprosiliśmy, jeszcze innym nie spodobała się wizja wesela, kolejnym brak ślubu kościelnego. Były też osoby, które na nasze wesele przyjechały prosto z wakacji, bo tak im zależało. Wychodzimy z założenia, że to był nasz dzień i dla nas było idealnie. Najzabawniejsze jest to, że po roku czasu wszyscy nadal żyli tym przyjęciem i chcieli powtórkę. Dla nas nie ma piękniejszego komplementu 🙂 Największe rozczarowanie? Tort weselny, który bardzo ciężko się kroił i był jak z gumy.

Wesele jak w bajce, ale co jest później?

Jak zorganizować ślub i wesele w 9 miesięcy bez oszczędności?

Po ślubie bywa różnie. Można zamienić się np. w dwóch grubasów, dla których obwód w pasie nie ma większego znaczenia, gdy liczą się inne wartości 🙂

– Houston, mamy problem 🙂

– Jaki?

– Grubsza sprawa 🙂

Historie autentyczne 6 - Samorozwijalnia
warszawska praga
  • Przypomniały mi się nasze oświadczyny 😉 Coś wisiało w powietrzu – dobrze to ujęłaś, ja czułam jakaś taką aurę, nie umiem tego wytłumaczyć 😉

    Fajna kolumna maluchów, musiało to bardzo przykuwać uwagę 😉

    • To tak już chyba jest 🙂
      Dziękujemy 🙂

  • Ja miałam duże, z pompą, za pieniądze teściów. Twoje wspomnienia z wesela na pewno są bardziej osobiste i sentymentalne. Ja odliczałam godziny do końca. Dobrze,że wesele jest raz w życiu. Planowałam je rok wcześniej i byłam już naprawdę zmęczona tematem. Gdybym mogła zrobić je za „swoje” na pewno połowy gości by nie było i zorganizowalabym kameralne spotkanie w jazzowej knajpce.

    • Jak duże? 🙂 Dlaczego odliczałaś godziny do końca? 🙂 Chodzi o to, że było dużo osób, których nie chciałaś, a które zostały zaproszone? U nas też były próby ingerowania w listę gości, ale nie na zasadzie „oni muszą być”, tylko bardziej w formie prośby 🙂

      • Ślub opłacili teściowie i rodzice, był dla nich, dla ich znajomych, za ich €€€ i w związku z powyższym oni dyktowali warunki. Ja nie lubię w ogóle takich imprez. Ślub był konkordatowy, trwał 2 dni, 80% gości spało w hotelu za co też placilismy. Koszt okolo 35 000 bez ubrań.

        • Rozumiem, właśnie z tego samego powodu nie chciałam słyszeć o żadnym dokładaniu, bo też się trochę obawiałam, że mogłoby tak być, a bardzo nie lubię niczyjej ingerencji 🙂 Też na pewno był piękny i masz co wspominać 🙂

  • Serio komuś nie pasował Wasz ubiór? I brak ślubu kościelnego? Ja też brałam ślub cywilny, też miałam nietypowe wesele, też wyłącznie za własne pieniądze, a zamiast welonu – kapelusz na głowie. I doskonale Cię rozumiem z tym candybarem – uwielbiam słodycze! A połączenie sukni z trampkami wygląda ekstra 🙂

    • Ubiór tak – głównie moja sukienka i trampki 🙂 Słuchałam długo, że powinnam tego dnia iść w czółenkach, bo tak wypada 🙂 I nie powinnam mieć krótkiej sukienki, bo to nie pasuje 🙂 Co do braku kościelnego najbardziej przeszkadzało to mojej matce – nie przyjechała tego dnia, choć obiecywała, ale to długa historia 🙂 Dziękuję bardzo 🙂

  • „nie pasował nasz ubiór” hihihihi.
    serio?
    nie założyłabym trampek na własny ślub, ale podziwiam odwagę. przynajmniej wytrzymałaś na weselu w jednej parze butów, a to chyba nieczęsty wyczyn. czasami mniej kusi elegancki garnitur ze spodniami, ale za bardzo marzę o pięknej sukni ślubnej. (jedno drugiego nie wyklucza, ale mój budżet by nie zdzierżył)
    podejście do candy baru – taaak. w sumie, jak wyobrażam sobie własny ślub, to zależy mi tylko na kiecce, fajnym wozie i dużym torcie. cała reszta to niech sobie po prostu będzie.

    • Serio. Ja nie założyłabym szpilek, to nie dla mnie 🙂 Conversy to dla mnie jedyne i najlepsze buty jakie mogą istnieć 🙂 Są bardzo wygodne i idealne na każdą okazję. Co do sukni – kilka razy zmieniałam koncepcję, ale w końcu udało się z projektem 🙂

  • Kurde, też chciałem jechać maluchem do ślubu, ale zabrakło mi jaj 😉
    A piosenka – piękna, słucham jej teraz.

    • Czemu nie pojechałeś? 🙂 Czym jechałeś do ślubu? (Żeby nie wyszło, że jestem blacharą jakąś czy coś 😉 Dzięki! Też bardzo lubię ten utwór, jest taki romantyczny 🙂

  • Muszę koniecznie pokazać mojej mam-nadzieję-przyszłej-szwagierce 😀 Na pewno jej się przyda. Jak widać wszystko się da. Miałaś świetną suknię, też uwielbiam trampki do kiecek 😀 Dobrze, że zorganizowaliściew wszystko według swojej wizji i nie patrzyliście na „nie podoba mi się innych” 🙂

    • Dziękuję 🙂 Przyznam, że z tą organizacją było naprawdę momentami trudno, ale daliśmy radę 🙂 Obyło się bez ofiar w ludziach 🙂

  • Ten pomysł z maluchami super 😉

    • Dziękujemy bardzo 🙂

  • A ja myślałam, że w moim wieku będę już miała jedno dziecko a tu ani męża ani dzieci na horyzoncie 😀 Za to pełno zwiedzania i wrażeń z życia 😉 Piękne zdjęcia i masz co wspominać <3

    • Wszystko przed Tobą 🙂 Nawet nie wiesz ile ja się nasłuchałam o ciąży, o dzieciach 😉 Ty też masz wiele pięknych zdjęć z pewnością i wspomnień 🙂

      • Za późno, już dawno deadline minął 😛 haha, nie no, za chwilę znów lecę produkować wspomnienia 🙂

  • Można? Można!Ja planowałam ślub w tydzień heh , no ale fakt nie było weseliska tylko obiadek w rodzinnym gronie. Suknię ( mój ojciec mówił ,że raczej „halkę „:) )kupiłam 2 dni przed, dla męża koszulę i obrączki dzień przed ślubem. No ,ale my to „normalni ” nie jesteśmy jak mówi nasza rodzina :). Teraz trochę żałuję, że nie było tańców, zawsze to lepsza okazja (weselsza )do kontaktów z rodziną niż inne bardziej smutne okazje.

    • Pewnie, że można, zawsze można, a nawet wolno 🙂 Halka mnie rozbawiła – wyobrażam ją sobie 🙂 Nie ma to jak szybkie tempo 😀 Tańce tańcami, ale jestem zdania, że alkohol trochę pomaga, nawet tym bardzo nieśmiałym 😉

  • M.

    To ja powinnam napisać poradnik jak zorganizować super przyjęcie ślubne w miesiąc 😉 i za 10% Twoich kosztów.

    Przyznam że super się czyta taki wpis. Dużo emocji, radości. Z tymi autami super sprawa.

    Ja brałam ślub w listopadzie i mialam grube wełniane fioletowe skarpety 😀

    • To pisz, a ja chętnie przeczytam 🙂 Dzięki 🙂 PS. Łukasz też miał fioletowe skarpety, ale po jednym praniu nadawały się tylko do wyrzucenia 😀

    • Ja bardzo chętnie taki poradnik przeczytam! <3 Tak jak ten wchłonęłam błyskawicznie 😉

      Goga, całe to zamieszanie jeszcze przede mną i chociaż kiedyś strasznie się bałam, że moja wizja nie zostanie zaakceptowana – pogodziłam się chyba już z tym, że nie da się wszystkim dogodzić. Szacun, że dałaś radę mimo wszystko 🙂 A trampki wyglądały super! 🙂

  • Przełamałaś konwenanse! I bardzo dobrze. Z jakiegoś powodu utarły się schematy postępowania, organizacji ślubu, zapraszania gości i kiedy tylko Młodzi chcą coś zrobić po swojemu to powstają spięcia. A przecież ten dzień jest dla nich i dla nikogo innego. Ja też przełamałam konwenanse, bo mam dwójkę dzieci, a wizja ślubu jest tak odległa, że jej nawet nie widzę 😀 I chyba nie dlatego, że nie chcemy (u nas byłaby to kolumna Hond 😉 ), ale dlatego, że w przypadku naszej dwójki to ja mam w nosie schematy. Mój Sebastian ma jeszcze problem z wyłamaniem się – nawet chrzciny dziecka zrobiliśmy na 60 osób, bo przecież „rodzinę trzeba zaprosić”. Moi rodzice wiedzą, że jeśli kiedykolwiek weźmiemy ślub to cywilny, pewnie bez przyjęcia i zamiast tego spakujemy się rodziną i wyjedziemy na dłuższą wycieczkę. Chwilowo nie jesteśmy nawet zaręczeni 😀 Podoba mi się Wasze wesele, Wasze pomysły i Wasze podejście – baaardzo na plus. Żadnej pompy, przepychu, wymuszonych zaproszeń, gości, których się nie zna, jedzenia, które nie smakuje itd. Super!

    • Masz rację, nie ma się co śpieszyć 🙂 Macie dużo czasu, a jestem pewna, że wyjdzie Wam z tego coś pięknego 🙂 Fajny pomysł z taką rodzinną wycieczką – bardzo mi się podoba. Dziękujemy bardzo 🙂

  • Też nie rozumiem jak faceci mogą nie lubić słodyczy?! Mi też się marzy candybar 😀
    Piękne wesele, piękni Wy i najważniejsze, że Wam się podobało 🙂

    • Dziękujemy bardzo 🙂

  • Ważne, że Wy jesteście zadowoleni! Tylko to się liczy 🙂

  • Dreamy Attic Patrycja Pieczara

    Zajebisty wpis 🙂 a że paru osób nie było…phi! też mi coś! to nie było! ICH STRATA! może i jestem na zakręcie czy też w tzw. „trakcie zmian i czyszczenia wokół siebie”, ale to naprawdę zdrowo – spojrzeć na wszystko SWOIMI oczami, czuć swoim sercem i mówić, co się NAPRAWDĘ MYŚLI 🙂
    Najważniejsze, że spełniliście SWOJE marzenia, a nie innych (:D

    • Dzięki kochana 🙂 Masz rację, to zdrowo 🙂

  • Monika

    U nas od oświadczyn do ślubu też minęło niewiele czasu, bo dokładnie 9 miesięcy 🙂 I też mieliśmy małą imprezę, ślub w naszej parafii i obiad weselny dla 44 osób (dla starszych z rodziny), a nastepnego dnia imprezę dla 40 znajomych w górach 🙂 Nie rozumiem, dlaczego niektórzy potrzebują dwóch lat, żeby wszystko zaplanować! Po wszystkim uznaliśmy, że 3 miesiące to wyatrczajaca ilość czasu na ogarniecie całości. Piękne zdjecia, widać, że mieliście świetny klimat! <3 Dużo dobrego dla Was 🙂

    • Tak najlepiej 🙂 Super! Wszystkiego dobrego dla Ciebie i męża 🙂 Dziękujemy bardzo 🙂

  • Dominika Ławicka

    Zdjęcia urocze 🙂 Nic dziwnego, ze nawet Tom Hanks jest zauroczony maluchem 🙂 Pozdrowienia!

    • Hehehe, dziękujemy 🙂

  • Gratuluję i wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. My mieliśmy 5 tygodni na organizację wesela, zaklepaliśmy termin u księdza i udało się jakimś cudem znaleźć salę. Sukienkę odebrałam 2 dni przed ślubem 🙂 Co do kosztów to mogę się podpiąć. U mnie jedynie fotograf był droższy, bo 2 tys, ale i tak jednocześnie najtańszy z okolicy. No i na wódkę poszło 3 tysiące, ale nasza rodzina rozpasana jest, jeśli chodzi o picie i wyszło 80 osób. No i DJ u mnie w mieście drożej wyszedł. Wszyscy bawili się do rana. 🙂

    • Nie wiem czy to do końca taka nowa droga życia, bo zaraz obchodzimy drugą rocznicę, ale dziękujemy 🙂 Wesele w 5 tygodni? Szacun! 🙂

  • Ślub i wesele ma być dla par młodych, nie widzę sensu narzekać, że komuś się nie podoba czyjaś wizja – ważne, aby jedzenie było pyszne, a muzyka znośna 😀 Ja też chcę kameralne przyjęcie, ale mam dosyć sporą rodzinę, więc w 50 osobach ciężko będzie się zmieścić ;o

    • Trzymam kciuki za Twój wielki dzień i dziękuję 🙂

  • Przeczytałam od A do Z. Te maluchy wyglądają cudownie 🙂 A z tymi trampkami to świetny pomysł- wygodnie i praktycznie 🙂 Wyglądałaś naprawdę ślicznie <3

    • Dziękuję bardzo 🙂

  • Ach… aż mi się przypomniało nasz ślub i wesele. Mam wrażenie że sami dopiero co się przygotowywaliśmy do tego wielkiego dnia, a tu już za raz 6 rocznica ślubu 😂😂😂😂 świetny pomysł z tymi maluchami

    • Gratulacje! 🙂 Szósta rocznica to całkiem długo! 🙂 Dziękujemy serdecznie 🙂

  • My zorganizowaliśmy swój ślub i wesele w 6 miesięcy. Wspominam wspaniale!

    • Gratuluję 🙂

  • My też mieliśmy mało czasu na organizację. Trochę na wariata wszystko wyszło 😉 wszyscy się pukali po głowach, ale daliśmy radę z organizacją. W sumie największym wyzwaniem było kupienie sukni ślubnej, wszędzie mówili że nie uszyją mi, ale znalazłam miejsce, gdzie mi uszyli i to taką jaką chciałam 🙂

    • Super! 🙂 Takie spontany są jednak najfajniejsze 🙂 Fajnie, że się udało z suknią. Powiem Ci, że ja też miałam problem ze znalezieniem krawcowej, ale udało się już za drugim podejściem 🙂

      • No z suknią ciężko było 🙂 wcześniej też mierzyłam jedną wręcz idealną, ale samo wypożyczenie jej było o wiele za drogie… Ale moja ta w ktorej „wystąpiłam” była idealna. A co do spontanów to są fajne, ale w przypadku takich „imprez” warto sobie zostawić jednak pewien zapas czasu na organizację.

  • Fajnie, wyglądacie na bardzo szczęśliwych, życzę Wam żebyście zawsze tacy pozostali! Bardzo spodobał mi się pomysł z paradą maluchów. My szliśmy do ślubu piechotą, organizacja w 8 miesięcy, 30 osób, 4 lata temu 😉

    • Jesteśmy tacy 🙂 Dziękujemy bardzo 🙂 Piechotą do ślubu? Rewelacja! Gratuluję Wam i wszystkiego, co najlepsze 🙂

  • Patrycja Czubak

    Szacun za kreatywność i determinację 🙂 Wspaniale, że koniec końców wszystko się udało i miło wspominacie ten dzień. Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję 🙂

  • Martyna Cieślińska

    Wg mnie najlepsze są spontany 😀 Im dłużej się nad czymś zastanawiamy tym gorzej :] Pozdrawiam

    • Bez dwóch zdań 🙂

  • Hej! Piękna historia… <3 Uwielbiam takie śluby, na których wszystko jest przygotowane tak, jak chce tego Para, a nie by nikomu nie podpaść. To drugie podejście i tak nie ma szansy na sukces. 😛 Wasze było chyba w pełni spójne z Wami i Twoimi zainteresowaniami – papierowe dodatki – uau. 🙂 No i jednak te babeczki… aż zrobiłam się głodna. 😀

    • Dziękujemy bardzo 🙂 Chciałoby się drugi raz taką imprezę, ale trudno o niepowtarzalność 🙂

  • Blondynki Kreatywnie

    Rewelacja bardzo mi się podoba ja miałam niebieski gorset i wystrój sali na niebiesko to mój kolor

  • wow ceny są ogromne…jednak ślub to coś co mi nie grozi…

  • Pewnie, że można urządzić świetny ślub i wesele w krótkim czasie 🙂 U nas takie przygotowania, od zaręczyn do wesela, trwały 10 miesięcy. Nie było problemów z salą, z orkiestrą, z oprawą filmową. Jak się tylko chce, można samemu urządzić wymarzone wesele nie nadwyrężając się bardzo mocno finansowo 🙂 Pozdrawiam!

    • Super, wszystkiego dobrego dla Was 🙂 Pewnie, że można 🙂 My też na szczęście nie mieliśmy problemów ze znalezieniem sali, muzyką i całą oprawą 🙂

  • Super sprawa! Prada maluchów genialna, uwielbiam tego typu zajawki 🙂

    Co do braku ślubu kościelnego – przerabiałam to samo. Co do ubioru – podobnie. My organizowaliśmy przyjęcie biało-zielone w imię miłości do lokalnego klubu żużlowego. Miałam na sobie białą sukienkę i zielone buty, których rodzina męża nie mogła przeżyć. Parę osób dopasowało się do nas kolorystycznie, moja świadkowa włożyła zieloną sukienkę i białe buty, wyglądało to świetnie 🙂

    Nie pamiętam już, ile nas to wyniosło, chyba koło 6000zł. A przygotowania trwały trochę krócej, bo 5 miesięcy. Nie zamieniłabym tego na żadne wieloletnie przygotowania i gigantyczne weselicha, bo po prostu zupełnie to do nas nie pasuje. Mnóstwo osób oczywiście komentowało, że to pewnie ślub z powodu dziecka, skoro przygotowania takie krótkie, ale chyba zapomnieli, że byliśmy wcześniej zaręczeni 5 długich lat 😉

    Cieszę się, że są jeszcze osoby, które nie ulegają całej tej weselnej paranoi, gratulacje dla Was za pomysł! 🙂

    • Dziękuję Ci bardzo 🙂 Piękna kolorystyka! Przyjęcie biało-zielone to musiało bajecznie wyglądać 🙂 Ja też jestem z tych, którzy wolą skromne przyjęcia bez tzw. pompy 🙂

  • Z uśmiechem czytam Twoją historię 🙂 Też daliśmy tyle za ślub i wesele i też wiele rzeczy było DIY. I niczego nie żałujemy 🙂

    • <3 Dzięki Kasiu! 🙂 To bardzo miło przeczytać 🙂 Dawno u Ciebie nie byłam na blogu, nadrobię w majówkę! Przyjemności 🙂

  • maluchowa parada! jeeeej! zakochałam się w tym pomyśle!
    swoją droga, zawsze mnie zastanawiało, jak to jest, że niektóre pary tak szybko organizują ślub (i nie chodzi mi tu o przypadek ciąży). przecież na salę czeka się czasem dwa lata, a tu bywa, że kilka miesięcy i gotowe.

    • Dziękujemy bardzo 🙂 U nas to po prostu miłość i spontan 😉 (można całe życie przeczekać 😉

  • To co chciałem skomentować już widzę zostało skomentowane, ale co mi tam. Świetny pomysł z maluchami, bardzo oryginalny i faktycznie to jest to „coś” co dodaje smaczku. Oczywiście candybar świetny, sami się zastanawiamy na różnymi na nasze wesele w 2019. 🙂

    I podobnie do innych bulwers, bo jak można nie przyjść ze względu na strój czy brak ślubu kościelnego? WTF!? Co za ludzie, lol. Może lepiej, że takich osób nie było. 🙂

  • Ale. To. Fajne! Ja w ogóle nie lubię ślubów i staram się ich unikać, ale z własnym było trudno. Na koniec również wpakowałam się w ręcznie robione zaproszenia i sprzątanie oraz dekorowanie strychu. Ale chociaż dosyć dużo klęłam, a na dwa dni przed weselem nosiłam drewniane skrzynki po piętrach, obijając sobie przedślubnie golenie, nie żałuję niczego. 😀 Parada maluchów to jest absolutnie cudowny weselny pomysł. <3

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi