Z piekła do raju…

Posted in Historie Autentyczne, Refleksje, Storytelling
on Marzec 4, 2017

Wyobraź sobie 7-letnią dziewczynkę żyjącą w małym miasteczku, w którym wszyscy się znają. Wiedzą o sobie niemal wszystko. Każdy sąsiad z każdym sąsiadem. Jej codzienność początkowo nie różni się niczym od równieśników – chodziła do szkoły, słuchała się rodziców, ulegała presji. W pewnym momencie jej życie zmieniło się w piekło…

Opowiem Ci historię… Z piekła do raju

Trafiła do najlepszej szkoły w mieście. Podstawówka połączona z gimnazjum. Pierwsza klasa podstawówki pełna bogatych dzieciaków, dla których jedyną wartością było to, co posiadały. Dzieciaki, które ledwo odrosły od ziemi, a już miały wyprane mózgi przez swoich rodziców. Pozwoliłyby sobie na wszystko, byleby tylko dostać to, czego zapragną i pochwalić się tym przed znajomymi z klasy. Nie masz butów marki Nike – nie liczysz się, do pięt im wszystkim nie dorastasz. Prędzej czy później i tak Cię zeszmacą.

Liczy się tylko nauka! – pamiętaj o tym – powtarzał każdy wymagający rodzic.

Chodzisz do dobrej szkoły, ucz się do cholery! – tak niemal codziennie mówiła jej matka.

Ucz się, bo nic nie dostaniesz! – szantaż był jak iluzja.

Ucz się, bo nic nie osiągniesz i będziesz nikim! – znała to na pamięć.

Dziewczynka przez 3 lata od początku pierwszej klasy podstawówki pilnie się uczyła. W czwartej klasie podstawówki zaczęły się jej problemy z matematyką, bo nigdy nie miała kogoś, kto wytłumaczyłby jej wszystko po kolei. Wiele nie rozumiała. Dla jej matki ważniejsza była własna firma ubezpieczeniowa i kontakty z klientami, często nie było jej w domu, bo była na spotkaniach. Ojciec miał wystarczająco stresującą pracę w dziale kryminalnym w policji i nie chciał się bardziej stresować. Nigdy nie miała wsparcia, mogła liczyć tylko na siebie.

Jej dzieciństwo to ciągła nauka i walka o przetrwanie, z możliwością sporadycznych wyjść i sprzątaniem całego domu w weekendy. Od poniedziałku do piątku po szkole uczyła się kilka godzin, o wyjściach i spotkaniach ze znajomymi mogła tylko pomarzyć. Były nagrodą za dobre wyniki w nauce, czuła się jak w więzieniu.  Marzyła o wolności i spokoju.

– Ma być czysto, jak wrócę! Inaczej zapomnij o kieszonkowym! – słuchała.

***

Pierwsza pała z matematyki, taki wstyd, takie upokorzenie. Co ludzie powiedzą?

Nie mogli tego znieść, że była najgorsza w klasie. Świecili oczami na wywiadówkach, wstydzili się, że mają takie dziecko przed znajomymi, których dzieci zawsze dobrze się uczyły, a ona z matmy była noga. Reputacja wśród znajomych była dla nich wszystkim, nie mogli sobie pozwolić na krzywe spojrzenia i zdziwienia.

– Poprawi się – mówili. Albo my ją poprawimy – potem się głupio śmiali, a znajomi z nimi.

Po spotkaniu rodzice dziewczynki pokłócili się, wciąż były w nich te negatywne emocje. Tego dnia nie mogła już dłużej słuchać ich kłótni. Wymknęła się z domu bez pozwolenia cicho przekręcając kluczyk w drzwiach i zamek. Z czasem nauczyła się skakać z balonu do ogródka. Wróciła po kilku godzinach. Dostała wpierdol od ojca skórzanym paskiem. Tego dnia straciła do niego cały szacunek.

– Dostaniesz tak dużo klapsów, że nigdy więcej nie będziesz mogła usiąść na dupie! Jeszcze raz ucieknij to popamiętasz!

Starszy brat mówił jej to samo i często dodawał:

– Co Ty tam wiesz… Żyjesz tyle, co uciekasz…

– Nie posprzątasz, to powiem rodzicom…

Często na nią skarżył, choć sam też dostawał.

Później było gorzej.

– Spróbuj tego nie zdać to zobaczysz co Cię czeka!

– Przynieś tylko kolejną pałę do domu!

Przyniosła, a nawet kilka.

– Za co ja kurwa płacę, jak Ty nic nie rozumiesz! Ty nieuku, pierdolony!

Dostała kilka razy w twarz tak mocno, że nie była w stanie nic powiedzieć. Ból był rozrywający. Tkwił w niej kilka lat. Nie była w stanie nikomu tego opowiedzieć, wciąż brakowało słów. Stać ją było tylko na łzy, których nie powstrzymywała. Rozcięta warga, którą starała się nieudolnie zamalować fluidem matki tamtego wieczoru, bo następnego dnia musiała iść do szkoły i udawać, że wszystko jest w porządku. Ręce jej się trzęsły.

– Poprawić Ci? – pytał. Chcesz więcej?!

Wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami w policyjnym mieszkaniu w bloku. Sąsiedzi udawali, że nie słyszą, byleby tylko się nie narażać. Mieszkanie było na parterze z ogródkiem. Na pierwszym piętrze mieszkał jego kolega z pracy, kilka pięter wyżej kolejny. Wpływowi ludzie. W jednej z klatek kolejny, z którego synem dziewczynka chodziła do tej samej klasy. Tuż obok, w drugiej sąsiedniej klatce mieszkała koleżanka dziewczynki, która też chodziła z nimi do klasy.

– Spróbuj komukolwiek powiedzieć! Choćby pisnąć słówko!

***

Jej matka miała obsesję na punkcie jedzenia, religii i porządku. Gotowała tłusto.

– No co się patrzysz w ten talerz? Wpierdalaj!

Dziewczynka przez wiele lat nie potrafiła jeść śniadań. Głodówka była na porządku dziennym. Nienawidziła tłustego jedzenia, do którego była często zmuszana.

– Chudniesz w oczach! Żryj!!! Bo w Ciebie wmuszę!

Tak zaczęła się anoreksja.

Ile jest w stanie udźwignąć dziecko?

Takich sytuacji było znacznie więcej. Nie była w stanie tego wszystkiego spamiętać. Powtarzały się czasami dzień po dniu, czasem po kilku dniach, a czasem był to raz na kilka tygodni. Pretekstem było rozlane przez przypadek mleko, innym razem komputer, kolejna pała w szkole, zły dzień w pracy, drobiazg, stres. Bunt narastał.

Pewnego dnia wymogiem była wizyta w gabinecie lekarskim w szkole, co wymagało rozebrania się. Dziewczynka nie mogła się wtedy rozebrać, bo wszystko wyszłoby na jaw, a wiedziała, z czym to się wiązało. Nie chciała mieć problemów, więc nie zdecydowała się na wizytę u lekarza w szkole, postanowiła uciec i swoją kolejkę przeczekać na schodach przed szkołą. Wiedziała, że jeśli ktoś się dowie – rodzice zostaną wezwani natychmiast do szkoły, a wszystko rozniesie się po mieście. Musiała kombinować tak, aby wyprzedzać konsekwencje.

***

Coś się wydarzyło. Kłótni między jej rodzicami było coraz więcej i więcej. Rozwód wisiał w powietrzu. Była już nimi tak przesiąknięta, że to było dla niej normalne… Choć wiedziała, że nie tak powinno wyglądać małżeństwo. Tak wtedy myślała. Nie, to nie było normalne! Wyzwiska, przemoc psychiczna i fizyczna, współuzależnienie, manipulacja, chore układy na mieście. Z czasem dopiero, gdy dorosła zaczęło jej się to wszystko układać w całość. Coś było nie tak z nimi. Jej matka zamknęła firmę ubezpieczeniową kilka lat temu. Potem wpadła w depresję, która sprawiła, że stała się zupełnie innym człowiekiem.

– Gdzie jest mama? – spytała pewnego dnia już jako nastolatka.

– Nie ma, wyjechała. Niedługo wróci. – usłyszała w odpowiedzi

To była standardowa odpowiedź. Miała 12 albo 13 lat i była okłamywana. Wtedy po raz pierwszy ją odwiedziła. Czuła, że coś jest nie tak, ale nie rozumiała wtedy zbyt wiele. To była pierwsza i ostatnia wizyta na oddziale psychiatrycznym. Wrzaski, krzyki, nieme spojrzenia, ból, cierpienie. Na kolejne nigdy nie miała już takiej siły i odwagi.

Matki nigdy nie było. W najważniejszym okresie jej życia, potem na ślubie, choć obiecała. Była albo w kościele, albo w pracy, albo w szpitalu. Z czasem okazało się, że zaburzenia depresyjne są tak silne, że będą powracać w pewnych fazach manii co jakiś czas. Psychoza matki była nie do zniesienia. Wymagała leczenia farmakologicznego, które pomagało przez kilka miesięcy, a potem cały ten syf zaczynał się od nowa. Trwało to kilka lat.

Potrafiła siedzieć w osobnym pomieszczeniu i gadać do siebie. Dziewczynka była w drugim pokoju. Były same w domu. Nagle usłyszała szyderczy śmiech, monolog, potem znowu śmiech, potem krzyki, wyzwiska. Dziewczynka wiedziała, że to już nie jest jej matka, tylko ktoś inny. To tak jakby coś ją opętało. Psychoza sprawiła, że jej matka rzeczywistość widziała zupełnie inaczej.

Choroba doprowadziła do tego, że matka potrafiła budzić swoją córkę w środku nocy i odprawiać egzorcyzmy przy łóżku z różańcem w dłoni. Dziewczynka przez kilka kolejnych tygodni nie mogła zmrużyć oka.

Jej matka pewnego razu wyszła z domu, przeszła kawałek obok bloku. W połowie drogi nie wiedziała gdzie jest. Szła wtedy koleżanka z klasy, która mieszkała w klatce obok i matka poprosiła ją o to czy może pójść do domu i sprawdzić czy ktoś w nim jest.

Przyszła i powiedziała:

– Cześć. Spotkałam Twoją mamę. Prosiła mnie, żebym tu przyszła, bo nie wiedziała gdzie jest i czy jest ktoś w domu. Wygląda na zagubioną.

Dziewczynka czuła nieprawdopodobny wstyd.

To jednak było nic, gdy jej matka wróciła z wykopaną ziemią z ogródka. Oblepiła nią jedną ze ścian w mieszkaniu. Zostawiła otwarte mieszkanie i gdzieś nagle zniknęła.

Kolejny raz, w fazie manii przyjechała po nią karetka. Sensacja na całe osiedle. Nikt nie zapytał co się dzieje. Milczenie bolało i parzyło w skórę.

***

Choroba na początku objawiała się tym, że matka leżała w łóżku przez kilka tygodni. Nic do niej nie docierało. Potrafiła wywalić jedzenie na podłogę. Wyglądało to tak jakby był to człowiek wegetujący, który odciął się kompletnie od życia.

– Wstań do cholery z tego łóżka! Życie marnujesz, kurwa! – ojciec był wobec niej okrutny.

Ściągnął z całej siły prześcierało. Spadła na podłogę. Czasami nie miała siły, aby się podnieść.

– Pomogę Ci wstać – mówiła dziewczynka do matki.

– Ani mi się waż, kurwa! Zostaw ją! – krzyczał i bił na oślep.

To był pierwszy raz, gdy dziewczynka odepchnęła go z całej siły, która jej została. Okazało się, że miała jej w sobie naprawdę bardzo dużo.

Ten obraz dodał jej dużo siły, obiecała sobie, że się nie da. Nie mogła się poddać.

Co Ty wiesz o życiu dziewczynko?

Jej starszy brat miał kolegów w gimnazjum, do którego chodziła. Kiedyś się z nimi pokłócił. Był akurat chrzest pierwszaków. Przyczepili się do dziewczyny i dostawała od nich co jakiś czas na przerwach. Plotki szybko rozszeszły się po szkole i trafiły do dyrektora. Trwało to kilka miesięcy. Kazał im ją publicznie przeprosić na jednym z apelów.

To nie miało końca.

– Co Ty wiesz o życiu dziewczynko? – zapytała ją pewnego razu podczas matematyki nauczycielka.

– Wiem więcej niż jest Pani w stanie sobie wyobrazić – odrzekła.

Wezwanie do szkoły.

– Państwa córka zachowuje się jak smarkula! – mówiła wychowawczyni.

– Może być Pani pewna, że wyciągniemy z tego odpowiednie konsekwencje.

Ze strachu, z bezsilności, z przerażenia zamykała się w łazience. Była na zamek. Tego dnia nie wytrzymała. Wbiegła do ciemnej łazienki. Napierdalał w te drzwi pięściami.

– Wyłaź!

Napierdalał w nie tak mocno, że pękła szyba w łazience. Odsunęła się, usiadła na podłodze.

Strużki światła słonecznego wpadały przez małe otwory u dołu drzwi. Światło pokazało jej kawałek ułamanej szyby, która leżała na podłodze przy proszku do prania. Chwyciła ją. Przejechała opuszkiem palca po krawędzi szyby.

Coś w niej wtedy pękło.

Podwinęła rękaw. To był impuls. Po chwili wyrzuciła szkło.

Nie dałaby mu tej satysfakcji, że wygrał. Tyle życia przed nią. Nie zrobiła tego. Wstała.

Otworzyła drzwi, choć dużo ją to kosztowało i wymagało odwagi.

Popchnął ją, ona oddała. Musiała walczyć, bo nie miała innego wyjścia. Pierwszy raz oddała nie mając wyrzutów sumienia.

Spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała:

– Jesteś strasznie słaby. Tylko na tyle Cię stać?!

***

Kilka tygodni przed maturą ważyła 43 kg. Nie miała siły. Przygotowała sobie strój na egzamin, wyjęła z pudełka szpilki. Powtarzała materiał do matury z matematyki. Chciała sprawdzić coś w komputerze. Została odepchnięta siłą.

Osunęła się na podłogę.

Dostała w tył głowy szpilką.

– Zabiję Cię!!! – te słowa bolały najbardziej na świecie.

Śmiał się.

Po chwili usłyszała:

– Krew Ci leci z tyłu głowy!

Dziewczynka próbowała zatamować krew. Strach ją paraliżował. Nie poszła na obdukcję, bo ojciec miał znajomości w szpitalu, który był na końcu długiej ulicy. Nikt by jej nie uwierzył. Chwyciła szmatę, przemyła ranę wodą i uciekła z domu.

Poszła do rodziny swojego ojca, która mieszkała na tej samej ulicy ze szmatą z tyłu głowy.

Jego siostra była przerażona i powiedziała:

– On nie może tak robić. Musi się opanować.

Ale nigdy nie miała śmiałości, aby zwrócić mu uwagę. Za bardzo się bała. Nikt nie miał wystarczającej odwagi.

***

W 2010 roku zdawała obowiązkową maturę z matematyki. Modliła się o to, aby ją zdać, bo od tego zależało czy będzie mogła wyrwać się z tego piekła. Zdała. Gdy otrzymała dokument, stanęła twarzą w twarz przed swoim ojcem. Pokazała świadectwo maturalne i powiedziała:

– Patrz! Zdałam!

Oniemiał.

***

Dziewczynka wyjechała kilka miesięcy po zdaniu matury. Zmieniła wszystko. Odcięła się całkowicie. Od 7 lat ma nowe życie, za które jest wdzięczna każdego dnia. Jest w nim dużo spokoju, ciepła, beztroskich chwil. Nie zamieniłaby tego za nic w świecie.

A co, gdybym Ci powiedziała, że to ja byłam tą dziewczynką, a ta historia to część mojego życia?

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi