Zalety pracy zdalnej – co lubią copywriterzy?

Zalety pracy zdalnej – co lubią copywriterzy?

Czy da się utrzymać z copywritingu? Co jest w tym fajnego? Co jest ważne w pracy zdalnej jako copywriter? Sprawdź, jakie zalety ma freelance copywriting i dowiedz się, co sądzą o tym doświadczeni freelancerzy!

W tym wpisie znajdziesz kilkanaście wypowiedzi doświadczonych freelancerów, których postanowiłam zapytać, za co najbardziej lubią pracę zdalną i podzielę się też moim skromnym zdaniem.

Freelance copywriting – co lubię najbardziej w pracy? 

Uwielbiam copywriting za różnorodność projektów, elastyczność i możliwość wybrania z kim i kiedy pracuję. Czasem nawet za to szaleńcze tempo, poczucie odpowiedzialności, efektywność, trochę stresu po drodze i dobre flow w połączeniu z muzyką lub ciszą (w zależności od tego nad czym pracuję w danej chwili). 

Za co jeszcze cenię pracę u siebie? Za nieograniczone zarobki, które zależą głównie od mojego zaangażowania i kreatywności. Nie muszę nikogo prosić o podwyżkę (i udowadniać czy na nią zasługuję) czy prosić o wolny dzień, gdy go potrzebuję. 

Lubię w swojej pracy to, że każdy dzień wygląda inaczej, stale uczę się czegoś nowego, co mnie rozwija i że dzięki copywritingowi mogę spełniać marzenia. Jednak zanim tak się stało, poświęciłam wiele lat by dojść do pewnego poziomu i założyć własną firmę. 

Jeśli chcę danego dnia skończyć pracę wcześniej i jeśli mam taką możliwość – to jest to dla mnie pewien luksus. Jeśli chcę z czegoś rezygnować – robię to bez żadnych obaw. Jeśli mam ochotę gdzieś wyjechać – uprzedzam o tym wcześniej klientów i ruszam w drogę. Brzmi jak bajka? No nie wiem :). 

Dlaczego wolę freelance od etatu?

Przede wszystkim przeważający argument to możliwość godzenia pracy z macierzyństwem.

Nie ma takich pieniędzy, które sprawiłyby, że zamieniłabym bezcenny czas z moim dzieckiem na nudne small talki i rzeczy, które mnie ani trochę nie interesują albo takie, które w moim mniemaniu są zbędne i tylko zajmują cenny czas.

Jestem zwolenniczką upraszczania pewnych spraw i naprawdę dobrej organizacji, jeśli wiem, że dzięki temu zyskam więcej czasu i wpłynie to na moją produktywność i efekty pracy.  No i nie potrafię nikomu oddać mojej wolności, bardzo sobie cenię swobodę pracy, możliwość decydowania o tym gdzie i kiedy pracuję, lubię mieć wpływ od początku do końca na dany projekt. 

Wolność i swoboda… no dobra, a gdzie tu haczyk? 

Freelance copywriting jest pełen niespodzianek, ale też wad, o których mało się mówi.

Nie ma płatnego urlopu, czasem trudno jest oddzielić pracę od życia prywatnego, kontakty z ludźmi są ograniczone, a stres potrafi przerwać nawet najlepszy sen. Zdecydowanie nie jest to zajęcie dla każdego. Wymaga ogromnej determinacji, kreatywności na zawołanie, odpowiedzialności, a czasem i robienia rzeczy, których się nie lubi. 

Sprawdź, jakie wady ma copywriting i czego w pracy zdalnej nie lubią copywriterzy?

Co lubią copywriterzy w pracy zdalnej? 

Efektywność w pracy zdalnej 

Natalia wspomniała o czymś bardzo ważnym, a mianowicie o tym, że pracuje wtedy, gdy jest najbardziej produktywna i nie musi spędzać w pracy narzuconego czasu, tylko pracuje wtedy, gdy tego chce!

„Zdalnie pracuję od października 2019 roku, czyli od momentu założenia własnej działalności. Wcześniej pracowałam pięć lat na etacie w systemie biurowym. Po tych kilku miesiącach widzę, że w moim przypadku praca zdalna przekłada się na większą efektywność.

W pracy zdalnej najbardziej cenię to, że mogę pisać, kiedy jestem najbardziej produktywna.

Nie muszę “wysiedzieć” konkretnych godzin, tak jak w biurze.

Praca zdalna to praca, w której liczy się efekt i chyba to jest dla mnie najważniejsze”. 

Natalia Krajnik 

 


Twórcza swoboda i bliskość rodziny

Maciek uważa, podobnie jak ja, że bliskość rodziny jest ważniejsza od jakichkolwiek pieniędzy i jest to bezcenne. 

„Dlaczego lubię pracować w domu? Nie chodzi wcale o to, że nie muszę dojeżdżać codziennie do biura. Ani o to, że mogę pisać o dowolnej porze dnia i nocy. Ani też o to, że nikt nie stoi nade mną z batem, zaglądając mi przez ramię i patrząc na monitor ;).
 
To wszystko jest fajne, ale jest tylko miłym dodatkiem. Najważniejsze jest to, że dzięki tej pracy, mogę być blisko mojej rodziny. To jest absolutnie bezcenne”.
 
 

 
Każdy dzień pracy copywriterskiej przynosi coś nowego… 
 
„Co lubię w swojej pracy?
Mam wielkie szczęście, że w swojej pracy mogę zaczynać od nowa każdego dnia.
 
Nie każdy ma taki przywilej! I to właśnie lubię najbardziej: tworzenie czegoś z niczego.
To jak gotowanie. Zbieranie wielu różnych składników w jedną inspirującą całość.
 
Uwielbiam zaczynać od białej kartki i uczestniczyć w każdym etapie tego procesu, kiedy pusty ekran w Wordzie zmienia się w coś kreatywnego.
 
A jeszcze lepiej, gdy potem klient mówi: „Woooooow! To jest to!”.
 

Sam sobie szefem…
 
„Co lubię?
 
Cóż – raczej lubię swojego szefa. Taki pobłażliwy jest.
 
W sumie, jakbym go nie lubił, to byłby to znak, że czas na spacer do psychologa – nie ma innej opcji, gdy szefem jest się samemu sobie.
 
Ale to ułatwia masę spraw: łatwo samemu sobie nawrzucać, ale też nie ma wielkiego wyjścia – trzeba samemu sobie wybaczać, no i trudno samego siebie wyrzucić z pracy, odmówić samemu sobie urlopu, wyjścia na spacer czy chorobowego.
 
Wcześniej miałem innych szefów i było różnie, ale ten ostatni… w sumie jakoś z nim żyję od 7 lat i jeszcze nie zwariowałem. Chyba”. 
 

 


Z pisania się nie wyrasta!

„Pisaniem tekstów na zlecenie zajmuję się odkąd skończyłam 14 lat, czyli od czasów niemalże zamierzchłych, ale na poważnie zaczęłam zajmować się tym po maturze.

Przez długi czas łączyłam pracę copywritera z innymi zajęciami: transkrypcją nagrań, korektą i redakcją tekstów, prowadzeniem profili w mediach społecznościowych czy szeroko pojętym marketingiem w sieci.

Obecnie właśnie copywriting jest moim głównym źródłem dochodu, co jest dla mnie o tyle wspaniałe, że zajmując się marketingiem czy korektami wciąż miałam poczucie, że marnuję nie tylko czas, ale także swój potencjał. To pisanie daje mi najwięcej satysfakcji i to pisanie wychodzi mi najlepiej, i na tym właśnie chciałabym koncentrować się w swoim zawodowym życiu.

Copywriting lubię przede wszystkim za to, że pozwala mi się realizować w tym, w czym czuję się doskonale. Od dziecka kochałam pisanie, a z tego chyba wyrosnąć nie da rady.
 
Mamy więc układ idealny: robię to, co kocham od zawsze i jeszcze mi za to płacą, a radość i ulga klientów, którzy sami nie stworzyliby hasła reklamowego dla swojej firmy, nie potrafiliby prowadzić bloga albo przygotować tekstu przemówienia – dają najwięcej satysfakcji”. 
 

Swoboda pracy i weekendy w środku tygodnia

„Pracuję zdalnie od 14 lat. Nigdy nie pracowałam w biurze i szczerze mówiąc…nie wyobrażam sobie zawodowej działalności w sztywnych ramach czasowych.

 
W pracy “home office” cenię sobie elastyczność: wyboru kontrahentów, godzin pracy. Wspaniałe jest też to, że mogę dzień wolny ustalić  w środku tygodnia, kiedy większość ludzi siedzi w firmach. Od kilku miesięcy żyję w takim trybie – robiąc sobie “weekend” we wtorek lub w środę. Nie znaczy to jednak, że patrzę na pracę zdalną przez różowe okulary.”
 
 

Od marzeń o dziennikarstwie do copywritingu 
 
„Zawsze chciałam być dziennikarzem… radiowym, ale ostatecznie nawet w radiu lądowałam w newsroomie i musiałam pisać. Później pracowałam jako dziennikarz i i najbardziej lubiłam to, że obrabiałam się z tekstami szybko i mogłam sobie iść do domu. To było jeszcze w czasach, kiedy praca zdalna w sumie nie istniała.
 
Z czasem bardziej poświęciłam się normalnej pracy… np. w sklepie, ale w tzw. międzyczasie porodziłam dzieci i stało się dla mnie ważne spędzanie z nimi jak najwięcej czasu. A jeszcze ważniejsze, gdy zostałam sama, na lodzie, bez partnera, za to z długami i z tymi małymi dziećmi. Wtedy to koleżanka, która miała koleżankę, która miała koleżankę pracującą w agencji seo, poleciła mnie do pisania tekstów.
 
Najpierw były to zwykłe precle, ale okazało się, że w sklepie na pół etatu zarabiam 900 zł, a pisząc precle przez 3h dziennie, mogę zarobić 1000 zł, więc wzięłam wychowawczy i zaczęłam tylko pisać precle. Dodam, że mieszkam pod 3miastem, a firma była z Lublina, więc wszystko odbywało się zdalnie.
 
I to było 8 lat temu.
 
Po jakimś czasie, zamiast precli, zaczęli mi podsyłać dłuższe i lepiej płatne artykuły. Później ktoś mnie komuś polecił i tak się zrobiło, że obecnie po prostu nawet nie opłaca mi się pracować na etacie. Dzieci już są samodzielne i mogłabym, ale pracuję sobie sama, w swoim trybie, bez pośpiechu, bez kurwienia na pociąg, na korki, na szefa, po prostu jest stabilnie, spokojnie, bez nerwów, miło”. 
 

Większa elastyczność pracy 

„Od ponad 3 lat pracuję wyłącznie zdalnie. Wcześniej, przez 8 lat pracowałam w biurze w sztywnych godzinach, dlatego mam porównanie pomiędzy tymi trybami pracy.

 
W pracy zdalnej cenie sobie to, że pracuję, kiedy chcę. Tzn. mam wenę i chęci do pisania o godz. 22 – robię to. Wiem, że jutro nie będę mogła pracować w ogóle – to dziś siadam i robię za dwa dni.
 
Dzięki temu jutro mam wolne bez konieczności brania urlopu.
 
Przy okazji zdementuję plotki (krążące głównie wśród osób niepracujących nigdy zdalnie), że praca zdalna to nie praca. To praca jak każda inna.
 
Też muszę się rozliczać ze zleceń, gonią mnie terminy. Owszem, tryb pracy jest elastyczny, ale to nie jest tak, że człowiek nic nie robi, a pieniądze wpadają na konto”. 
 
Justyna Czerwińska

 
Elastyczność każdego dnia i niesamowita wolność… 
 
„Pierwsze zlecenie wykonałam dokładnie 10 lat temu. Jeśli myślisz, że obecne stawki są niskie, to 10 lat temu były dramatyczne, dlatego przez większość czasu copywriting traktowałam tylko jako zajęcie dodatkowe. To był świetny sposób na łatanie domowego budżetu w kryzysowych sytuacjach.
 
Wszystko się zmieniło dwa lata temu, gdy byłam w drugiej ciąży. Obiecałam sobie, że nie wrócę na etat, bo będę bardziej potrzebna w domu. Od tamtej pory pracuję wyłącznie zdalnie, a od roku prowadzę własną działalność gospodarczą.
 
Co uwielbiam w mojej pracy?
 
Na pewno tę wolność, jaką ona daje. Możliwość zajęcia się dziećmi w każdej sytuacji czy załatwienia spraw na mieście bez potrzeby brania dnia wolnego. Możliwość pracowania o każdej porze i z każdego miejsca, kiedy mam czas i chęć, a nie kiedy muszę”. 
 
 

Mnóstwo możliwości na wyciągnięcie ręki… 

„Pracuję zdalnie od października 2019 r. Kiedy zaczynałam pracę na freelansie, nie do końca wiedziałam, „z czym to się je”. 
 
Jednak zaskoczyła mnie ona bardzo pozytywnie. Uwielbiam zdalny copywriting za to, jakie daje możliwości – jestem panią własnego czasu i to ja decyduje, kiedy i ile chcę pracować.
 
Mogę podróżować bez stresu (teraz piszę z Turcji) i planować swoje wakacje samodzielnie, zamiast pytać szefa o zgodę. Jako introwertyk cenię też sobie samotność, ciszę i spokój, czego niestety nie mogło mi zapewnić żadne inne miejsce”.

Adrianna Zajkowska


Samodzielne decydowanie o swojej pracy i wolność 

„Piszę, od kiedy pamiętam. Pracuję wyłącznie zdalnie od 2 lat.
 
Już jako mała dziewczynka, której wyobraźnię rozbudzały książki dla dzieci i młodzieży, pisałam swoje opowiadania. Dlatego copywriting jest według mnie poniekąd pracą marzeń.
 
Lubię sam proces tworzenia tekstu, nadawanie mu kształtu, kreowanie rzeczywistości, choćby nawet temat był banalny. Poza tym, jako freelancerka, uwielbiam bycie #girlboss i samodzielne organizowanie swojej pracy, wolność, jaką mi to daje”. 
 
 

Wszechstronność przydaje się w copywritingu… i nie tylko 

„Czasem wydaje mi się, że webwriterem jestem od zawsze. Może powodem jest to, że – pomijając krótkie epizody pracy fizycznej jako nastolatek – pracuję w tej branży prawie przez połowę mojego 30-letniego życia. A to wszystko w formie zdalnej!

Aktualnie pracuję zarówno na pełnym etacie w redakcji, jak i mam własny biznes – jestem redaktorem naczelnym portalu prorankingi.pl. Czasem pomagam też innym, pozycjonując różne strony internetowe. Tak, dobrze myślisz – nie mam wolnych weekendów i jestem pracoholikiem zamkniętym w 4 ścianach.
 
Czy mi z tym źle? Bynajmniej! Zdalna forma jest wręcz stworzona dla mnie.
 
Lubię ciszę, spokój, długie pisanie po nocach. Nie lubię natomiast zbyt wcześnie wstawać, a z własną naturą trudno wygrać. Dlatego też od początku dążyłem do zdalnej formy pracy – i się udało.
 
Zdalna praca daje mi pełną kontrolę nad zarządzaniem swoim czasem. Układam strategię contentu, piszę niejednokrotnie dziesiątki tysięcy znaków dziennie, analizuję wyniki i dane, czytam masę artykułów, poprawiam teksty innych redaktorów, jak i szkolę ich oraz czuwam nad ciągłym rozwojem umiejętności. 
 
Lubię czuć na sobie odpowiedzialność, że w tym wszystkim muszę dać radę. Ale coś za coś, bo czasu wolnego jak na lekarstwo. Jeżeli jednak praca jest największą pasją, to jak najbardziej da się tak żyć i nie czuć zawodowego wypalenia.
 
No i jest jeszcze coś – warunki pracy.
 
Wiedz, że jestem cholernie wybredny: muszę mieć świetną klawiaturę i myszkę, wielką podkładkę, sporych rozmiarów monitor, długie biurko, a przede wszystkim masywny i wygodny fotel z szerokimi opcjami regulacji.
 
Na to wszystko wydałem kupę kasy, ale te rzeczy każdego dnia zapewniają mi komfort. I jestem pewien, że żadne biuro takiego komfortu by mi nie zapewniło. 
 
Kluczowe jest jedno – robić to, co się lubi. Kocham pisać, tworzyć kreatywny content i rozwijać swoje umiejętności, a zdalna forma pracy jest po prostu dla mnie. Czegóż chcieć więcej?”. 

Nielimitowana wysokość zarobków i elastyczne godziny pracy

W copy pracuję w sumie od 2007 roku. W 2007 nie wiedziałem jeszcze, że to się tak nazywa :). 
 
W 100% tylko copy pracuję dopiero od 2015 roku.
 
Co lubię?
 
Nielimitowaną wysokość zarobków, możliwość wykonywania kilku różnych prac naraz, brak dojazdów do pracy, ustalanie własnych stawek, a także elastyczne godziny pracy – choć jako redaktor zdalny mam konkretne”. 
 

 
Swoboda i brak kontroli 
 
Jeżeli kojarzycie teledysk do piosenki Brunona Marsa „Lazy Song”, to na pewno zrozumiecie, co jest według mnie główną zaletą pracy zdalnej, którą wykonuję od 2 lat.
 
Pamiętam, jak kiedyś moja ówczesna szefowa powiedziała, że dla niej, to ja mogę siedzieć z laptopem na plaży, byle robota była wykonana.
 
Właśnie ta swoboda i brak kogoś, kto zagląda co chwilę przez ramię, są największymi zaletami. Do pewnego stopnia o wiele łatwiej o mityczny work-life balance.
 

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

„Praca jako copy marzyła mi się od zawsze, już jako smarkula robilam w pokoju „biuro” i wszelkie sprawy zalatwiałam na piśmie. Rodzinka miala wesoło, podpisując stos papierów.

Do rzeczy jednak. W domu nikt mi nie przeszkadza, to jest najwspanialsza rzecz.
 
Przerwy mam wtedy kiedy chce, a do tego nie brzydzę się korzystać z kibelka.
 
Kolejnym plusem są zawsze świeży i smaczny lunch, w końcu sama go robię. Czasem można pracować w dresie, a w okresie zimowym w pluszowych skarpetach.
 
Wygodny fotel, własne biurko i zawsze wszystko na swoim miejscu równiez jest sporym atutem.”
 
Ola Kowalska 

 
Niezależność i elastyczność pracy 
 
W pełni zdalnie pracuję od grudnia 2016 roku, wcześniej łączyłem najpierw studia, a później pracę na etacie z pracą zdalną. Zlecenia copywriterskie (a właściwie – pisarskie) były moim sposobem na dorobienie i w ten sposób zarabiam już od studiów, czyli mniej więcej 2012 roku.
 
Początkowo pisałem dla czasopism akademickich, co było ciekawym źródłem przychodu i alternatywą dla powszechnej wówczas studenckiej pracy w charakterze kelnera :).
 
W późniejszych okresach pomagałem sporządzać biznesplany, wnioski o dofinansowanie z UE, a także pisałem różne teksty SEO i podejmowałem się innych zleceń typowo copywriterskich.
 
 
To, co mocno doceniam w pracy copywitera, to elastyczność godzin aktywności zawodowej. Dzięki temu mogę spokojnie łączyć działalność społeczność z prowadzeniem firmy i życiem rodzinnym.
 
Mam też czas na załatwienie formalności urzędowych w ciągu dnia, a zaległości mogę nadrobić wieczorem. Jestem też w pełni mobilny i nieraz np. zdarzało mi się pisać podczas rodzinnej wyprawy kamperem czy w czasie pobytu na Woodstocku (dzisiaj Pol’And’Rock).
 
Mam też możliwość łączenia pracy jakby-na-etacie z prowadzeniem własnej agencji. Chociaż ten „pracodawca” ma siedzibę w innym mieście, to mogę śmiało pracować w swoim biurze, a gdy jest taka potrzeba – zostać z chorymi dziećmi w domu i wykonywać swoje obowiązki. Czuję się w pełni niezależny i to ja decyduję, kiedy pracuję. Nie jestem rozliczany z godzin pracy, a wyłącznie z efektów, jakie osiągam”. 

Michał Nielub


Można robić swoje! 
 
Dzięki nieinwazyjności tego zajęcia, znajduję energię i przestrzeń na moje własne przedsięwzięcia.
 
Piszę artykuły o tym, co dla mnie ważne, czyli o teatrze.
 
Niedawno zaczęłam pracować jako koordynatorka wydarzeń w pewnej galerii – tylko po to, żeby zrobić coś ciekawego!
 
Mogę sobie pozwolić na wyjazd w środku tygodnia do innego miasta, by obejrzeć ciekawy spektakl. Gdbyby tylko mieć lepszy internet i móc pracować z każdego pociągu…
 
Karolina Rospondek 

 


Rezygnacja z etatu dla copywritingu 

Copywriting to moje główne źródło utrzymania od ok. 3 lat.
 
Wcześniej była to jedynie forma poprawy kondycji budżetu, lecz ze względu na rosnącą ilość zleceń, zrezygnowałem z etatu na rzecz pracy w domu.
 
Po tym czasie zaczynam jednak szukać miejsca, które będę dzielić z innym specjalistą. Brak dyscypliny szybko rozleniwia, co owocuje zarwanymi nockami.
 
 

Ciekawa i rozwojowa praca z dowolnego miejsca na świecie

„Wkrótce miną trzy lata, jak pracuję zdalnie.

Zaczęłam w marcu 2017 roku i od razu zajęłam się copywritingiem. Wiedziałam, że pisanie to jest właśnie to, co chciałabym robić.

Zaczynałam od portali ze zleceniami, z czasem założyłam swoją stronę i zaczęłam prowadzić blog, aż w końcu doszłam do etapu pozyskiwania zleceń z grup na Facebooku. Co jakiś czas dostaję też zapytania o teksty mailowo.

W pracy copywritera najbardziej podoba mi się różnorodność zleceń. Nigdy nie lubiłam monotonii, a tutaj właściwie każdego dnia uczę się nowych rzeczy. Piszę o rozmaitych zagadnieniach, więc jest po prostu ciekawa i rozwojowa praca!
 
Przy okazji mogę zdobyć sporo informacji, przydatnych dla mnie osobiście. Ostatnio na przykład dowiedziałam się, czym różnią się poszczególne typy herbat.
 
Bardzo cenię sobie także elastyczne godziny pracy. Nie należę do rannych ptaszków, więc na dłuższą metę męczyłabym się w klasycznej pracy etatowej, gdzie np. najpóźniej na 9.00 trzeba pojawić się w biurze.
 
Pracując z domu, sama decyduję, w jakich godzinach piszę. Jestem w stanie dostosować swoją pracę do własnego zegara biologicznego. Mogę spokojnie pracować właśnie wtedy, gdy jestem najbardziej produktywna.
 
Podoba mi się także możliwość pracy z dowolnego miejsca (oczywiście pod warunkiem, że będzie tam działał Internet;)). Lubię od czasu do czasu popracować z kawiarni, aby nie siedzieć cały czas w domowym zaciszu”. 
 
 

 


Komfort zarządzania własnym czasem pracy

„Zdalnie pracuję w zasadzie od początku mojej copywriterskiej działalności, czyli od 2016 roku.
 
Bardzo sobie cenię komfort, jaki daje mi pełne zarządzanie własnym czasem.
 
Lubię niewstawanie skoro świt, pisanie po zmroku, niechodzenie do biura i pracę w ciszy, bez pogłosu stukających klawiatur, szmerów rozmów, krótkich pogawędek. Jednak jest to zarazem coś, czego mi brakuje najbardziej”. 
 
Dorota Czernicka

Swobodna praca o dowolnej porze

„Pracuję zdalnie od 2 lat, obecnie już jako copy/content writerka w firmie IT, wcześniej również łączyłam to z social mediami.

 
W pracy zdalnej najbardziej cenię sobie swobodę – wstaję o wybranej przeze mnie porze, nikt mi nie stoi nad głową i nie kontroluje kiedy i jak pracuję.
 
Jak nie mam weny albo wyrobię się szybciej z robotą, to nie odsiaduję dupogodzin przy biurku tylko ogarniam chatę, idę na siłownię albo na zakupy.
 
Nie tracę czasu. Dzięki pracy zdalnej jestem wypoczęta. No i nie muszę gadać z ludźmi w biurze, nikt mi nie przeszkadza”. 
 

 
„Copywritingiem zajmuje się od 7 lat, jak dotąd cały czas zdalnie.
 
Daje mi to możliwość wybierania projektów, przy których chcę pracować.
 
Dzięki temu mogę rozwijać się w kierunkach, które mnie interesują, jednocześnie nie mając problemów z nudą czy wypaleniem – w takim wypadku mogę podjąć się projektu z zupełnie innej branży, który otworzy nowe warunki do rozwoju”. 
 
 

Względnie spokojna praca bez braku publiczności… 
 
Od pięciu lat mam okazję pracować zdalnie – zarówno w pełnym jak i częściowym wymiarze tego terminu.
 
Na hasło pracy zdalnej oczka większości osób (zazwyczaj tej niedoświadczonej i orbitującej w zupełnie innej rzeczywistości) przybierają ckliwy wygląd niczym bohaterów anime, a wnętrze eksploduje wręcz uczuciem związanym z wizją nie mającą zwykle nic wspólnego z powyższym trybem pracy. Przecież dobrze wiemy, że praca zdalna jest marzeniem.
 
Freelancer i praca zdalna to hamak, kot na kolanach, papuga na ramieniu, plamy, drinki od hawajskiego kapitana i nieustanna podróż po całym świecie, a w ciągu tych 24 godzin zgłębiania rzeczywistości i życia, wystarczy jedynie kilka stuknięć, parę kliknięć, szybki rzut okiem na skrzynkę i już!
 
Mail wysłany, zlecenie zrealizowane, a siano płynie na nasze konto bankowe równie szybko jak somalijscy piraci na widok kolejnego statku transportowego. Żeby nie marnować czasu planujemy kolejny tydzień w Nepalu, a następne dwa spędzimy pisząc jakiś dochodowy felieton z samego środka pustyni.
 
Później zaczynasz przecierać oczy, a do Twoich uszu dobiegają polskie słowa.
 
Dziwne. Jeszcze wczoraj wysyłałem teksty z Brazylii. Coś musiało pójść nie tak.
 
Uświadamiasz sobie, że to był sen albo, co gorsza, marzenie o tej „wspaniałej przygodzie z freelancingiem i copywritingiem”.
 
Żeby nie wychodzić na prześmiewczego i cynicznego gnojka przejdę do meritum tego tekstu, a więc ukazania plusów i minusów pracy zdalnej. Nie mam w zwyczaju demonizowania rzeczy, które z natury diabelne nie są.
 
Nie lubię też stawiać pomników w sytuacjach lub tematach, które na to nie zasługują. Po kilku dniach (bolesnego) myślenia zebrałem w całość własne spostrzeżenia i postanowiłem w krótki sposób przedstawić zalety oraz wady zdalnego pracowania. Dla pewności podkreślę, że jest to moje zdanie i nikt żywy lub martwy nie musi się ze mną zgadzać.
 
Jednym z największych atutów pracy zdalnej jest możliwość (względnie) spokojnej pracy, którą mogę realizować w asyście ulubionej muzyki bądź po prostu ciszy. Wiem, że dla większości wydaje się to żadnym udogodnieniem i być może część z Was ma tak dobre warunki zagwarantowane przez firmę.
 
Jeżeli tak to świetnie, nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować.
 
W moich wcześniejszych miejscach zatrudnienia również miałem możliwość pracy z ulubioną muzyką na uszach, zupełnie inaczej wyglądała kwestia spokoju. Umówmy się – spokój niczym ten ojciec z opowiastek, ulotnił się po papierosy i nigdy nie wrócił.
 
Bo drodzy koledzy i koleżanki po piórze, czy przesadzam?
 
Być może, ale sądzę, że ten kto choć raz miał okazję pracować na miejscu jako copy ten miał szansę przeżyć dzień, w którym np. poranne spotkanie i buzująca atmosfera, pozbawiła nas kreatywności praktycznie do momentu wybicia regulaminowej 16:00. Czas upływa, zaległości rosną, a my niepotrzebnie odkładamy pracę.
 
Ten względny spokój wiąże się z drugim dość ważnym plusem pracy zdalnej, który nazywam „brakiem publiczności”. Choć zleceniodawcy online czasami proszą o próbki realizowanych tekstów lub chcą na bieżąco otrzymywać realizowane treści (z tego miejsca do wszystkich potencjalnych klientów – RÓBCIE TAK JAK NAJCZĘŚCIEJ! Dzięki temu każda ze stron zaoszczędzi czas, nerwy i pieniądze!), to w żadnym stopniu nie przypomina to roztrzęsionych marketingowców i innych „zarządzaczy”, którzy dopiero, gdy czują płomień terminu w czterech zacnych literach zaczynają się interesować tekstową częścią projektu. 
 
I wówczas, gdy jest ostatni dzień, jegomość wraca do łask z pytaniem: mamy to? No jasne, że mamy.
 
Przecież muszę z czegoś żyć, a Ty masz zobowiązania, które właśnie zrealizowałem. Po odbiorze tekstów jest pełen radości i wdzięczności, nic dziwnego, być może kolejny freelancer uratował mu dupsko. Niemniej osobnik ten milknie ponownie w okresie płatności, ale to już osobna kwestia i nie mająca najmniejszego związku z trybem realizowanej pracy.
 
A gdy już klienci rozpoczynają śledztwo i ocenę, to w najgorszy z możliwych sposobów. Zmiana wizji, skracanie, dopisywanie, usuwanie, pisanie w trybie ekspresowym, aby tylko coś dostać i zrobić w terminie!  
 
To nie tak, że nie lubię pracy z ludźmi. Spostrzeżenia i krytyka innych jest niezwykle istotna.
Byle byłyby konstruktywne.
 
Doszukiwanie się drugiej dziury (tam gdzie jest miękko i mrocznie) tylko dla zasady jest delikatnie pisząc irytujące.
 
Praca zdalna pozwala też poniekąd uniknąć mocniejszych spięć, ostrzejszej wymiany zdań czy po prostu konfliktów. To duży plus, który ułatwia zaoszczędzenie nerwów i energii każdej ze stron.
 
Fakt, może być to rodzaj ucieczki od bezpośrednich konfrontacji, ale z drugiej strony nie widzę powodów dla nadmiernego stresu w miejscu mojej pracy. Zwłaszcza w sytuacji, gdy samo zlecenie wydaje się dostatecznie przygniatające ilością materiału do zrealizowania, oczywiście w uwielbianym terminie „na wczoraj”.
 
Praca zdalna to także trochę test dla własnej organizacji czasu i obowiązków, co jak dla mnie jest zaletą. Sam mogę wyznaczyć momenty dnia, które chcę poświęcić pracy, a które mogę przeznaczyć na zupełnie inne rzeczy. 
 
Nie mam obowiązku siedzenia przez osiem godzin w formalnym stroju przed w pełni monitorowanym komputerem, który ma ograniczone dostępy do sieci i bardzo brzydką tapetę firmową.
 
Mogę głośno przeklnąć, gdy coś mi nie wyjdzie, zadzwonić do kogoś znajomego w trakcie pracy, ubrać się w wygodne ciuchy, a nawet i napić się lampki ulubionego wina, gdy wiem, że mogę sobie na to pozwolić.
 
Wiem również, że każda zaległość, niedopatrzenie i błąd są wyłącznie moją zasługą – to duży plus pracy zdalnej, który w dość drastyczny sposób może unaocznić nam własne wady i niedociągnięcia. Dzięki temu o wiele łatwiej jest je korygować i stawać się LEPSZĄ WERSJĄ SIEBIE (coachingowe fanfary).
 
Maciej Jędrejko 
 
 

To Ci się może spodobać! :)

Przejdź do paska narzędzi